sobota, 25 lipca 2015

Rozdział 31

Rano pierwsza wstała Dagmara i obudziła wszystkich. Wspólnie zjedli śniadanie, przygotowane wcześniej przez Caroline. Porozmawiali jeszcze trochę, a potem postanowili wracać. Wyszli na podwórko i zaczęli się żegnać. Najpierw do Morgany podeszła Daga, mocno ją uścisnęła i wsiadła do auta. Następny był Fabian. Ku zdziwieniu dziewczyny on także ją przytulił. Przyszła kolej na Ellen. Przytulając Morganę szepnęła jej na ucho:
-Pozdrów Jeff'a.
Kiedy wszyscy siedzieli w samochodzie Dante podszedł do nastolatki i przytulił ją tak, że na moment zabrakło jej tchu. Mimo tego uśmiechnęła się i odprowadziła chłopaka do pojazdu. Pomachała im, a następnie odjechali.
Dziewczyna wróciła do domu. Posprzątała naczynia po śniadaniu i poszła pooglądać telewizję. Zastanawiała się, co będzie teraz robiła. Na pewno jeszcze nie raz spotka się z przyjaciółmi, ale nie nastąpi to tak szybko. Wtedy znowu przypomniała sobie o Moonie. Przez ten czas, kiedy bawiła się ze znajomymi ani razu o nim nie pomyślała. Nie mogła w to uwierzyć. Jeszcze niedawno cierpiała na depresję po jego odejściu, a teraz nawet o nim nie myśli? Dziwne.
W telewizji właśnie szedł jej ulubiony film. Obejrzała go do połowy, a potem zasnęła. Miała okropny sen. Śniło jej się, że Black Roses mieli wypadek. Obudziła się spocona, a jej serce biło nienaturalnie szybko. Rozejrzała się po pokoju próbując się uspokoić. Wtedy do pokoju weszła Caroline.
-Spałaś? -zapytała.
-Tak, zdrzemnęłam się. -odpowiedziała.
-Dlaczego jesteś taka przestraszona? -zaniepokoiła się matka.
-Zły sen.
-W porządku. Jutro możemy jechać po nowy telefon dla Ciebie. Co Ty na to?- usiadła obok.
-Oczywiście, super. Wybacz, ale chciałabym przejść się na spacer. -zamyśliła się.
-Już ciemno. Nie boisz się? -zaśmiała się Caroline.
-Nie. -uśmiechnęła się sztucznie.- Niedługo wrócę. Muszę przemyśleć kilka spraw w samotności.
Wstała i przeciągnęła się. Pobiegła szybko do pokoju, aby założyć dłuższe spodnie i wyszła z domu. Poszła w stronę domu, w którym mieszkał jej ojciec. Zastanawiała się czy jeszcze tam przebywa. Gdy wreszcie dotarła coś podkusiło ją, żeby zapukać. Zrobiła to. Otworzyła jej jakaś kobieta, około trzydziestki. Była wysoką blondynką o ciemnych oczach. Morgana nigdy wcześniej jej nie widziała. Wydawała się sympatyczna.
-Dobry wieczór. Jest może David Wrong? -zapytała nieśmiało.
-Dobry wieczór.- uśmiechnęła się.- Nie ma tu nikogo takiego. Słyszałam, że mieszkał tu zanim się wprowadziłam, ale zabrano mu ten dom, gdyż nie płacił rachunków.
-Ach, tak. Ja także tu mieszkałam. Jestem jego córką. To znaczy... Nieważne. Chciałam tylko sprawdzić, czy nadal tu mieszka. -zwiesiła głowę.
-Coś się stało? -zmartwiła się.
-Nie, wszystko w porządku. Och, przepraszam. Zapomniałam się przedstawić. Mam na imię Morgana.- wyciągnęła rękę.
-Tatiana, miło mi. -uścisnęła jej dłoń. -Może chciałabyś odwiedzić mnie kiedyś i obejrzeć stary dom?
-Tak, bardzo chętnie. Jeśli nie sprawi to pani kłopotu. -ucieszyła się.
-Nie ma sprawy. Przyjdź kiedy chcesz. Prawie zawsze jestem w domu, trudno trafić na moment kiedy mnie nie ma.
-Dobrze, dziękuję. Do widzenia.
-Do widzenia. -odpowiedziała.
Dziewczyna wróciła do domu i poszła się umyć. Następnie udała się do łóżka i zasnęła, bo musiała rano wstać.
Obudziła ją mama.
-Jeśli chcesz ten telefon to wstawaj!
Dziewczyna szybko podniosła się i zaspana weszła do łazienki. Obmyła twarz, zrobiła makijaż, a następnie się ubrała. Zeszła na dół i powiadomiła mamę, że jest gotowa. Wsiadły do samochodu i pojechały do miasta. Zatrzymały się przy sklepie. Morgana wybrała iPhone'a 5s. Bardzo lubiła te telefony, bo uważała, że są naprawdę dobre. Potem wstąpiły do kawiarenki i wypiły herbatę oraz zjadły ciasto. W międzyczasie Morgana opowiedziała o wczorajszym spotkaniu z panią Tatianą. Caroline zaproponowała, żeby kiedyś także przyszła do nich. Następnie wróciły do domu. Osiemnastolatka powiedziała, że dzisiaj ona zrobi obiad. Upiekła kurczaka i ziemniaki, a do tego zrobiła surówkę z marchewki i jabłka. Jej matka zaprosiła Jamesa. Dziewczyna chętnie przystała na tę propozycję, ponieważ polubiła przyjaciela matki.
Pół godziny później pojawił się w ich domu. Zjedli obiad i długo siedzieli rozmawiając. Potem James musiał jechać do pracy, Caroline tak samo. Morgana została sama. Posprzątała naczynia i usiadła nie mając co robić. Przypomniała sobie o Tatianie. Postanowiła ją odwiedzić. Wyszła i szybkim krokiem dotarła do dawnego domu. Zadzwoniła dzwonkiem do drzwi.
-Witaj, Morgana. -uśmiechnęła się. -Właśnie o Tobie pomyślałam. Proszę, wejdź.
-Dzień dobry. - powiedziała nastolatka pokonując próg domu.
Kobieta wskazała kuchnię, chociaż Morgana doskonale wiedziała gdzie iść. Usiadły, a Tatiana zaparzyła wodę.
-Kawę czy herbatę? -zapytała.
-Kawę poproszę. -odpowiedziała. Kobieta spojrzała się na nią zdziwiona.- Coś nie tak?
-Pijesz kawę w tak młodym wieku?
-Młodym? Mam osiemnaście lat.- zaśmiała się.
-Naprawdę? -była zszokowana. -Wyglądasz na szesnaście, może siedemnaście.
-Taa...- wkurzyła się. Nie lubiła jak ktoś mówił, że wygląda na mniej lat niż ma, ale postanowiła się uspokoić.
-Ja mam dwadzieścia dwa.
Wow! Wyglądała na trzydzieści, a w rzeczywistości była tylko o 4 lata starsza.
-Nie chcę być niemiła, ale wygląda pani na trochę więcej.
-Jaka pani? Jestem niewiele starsza. Mów mi po prostu Tatiana. Wiem, że wyglądam na więcej, ale przeszłam przez wiele chorób i to dlatego.
-Przykro mi.
Potem obeszły cały dom. W sypialni Morgana zauważyła małego pieska, leżącego na podłodze. Kiedy podeszłą bliżej pies podniósł się i ukazał swoje wielkie czarne oczy.
-Jaki przesłodki. -zachwyciła się.
-Wabi się Pucia, to york.
-Urocza. - Morgana wzięła suczkę na ręce. Ta polizała ją radośnie po policzku. Obie dziewczyny zaśmiały się.
Dziewczyna postanowiła wracać. Na koniec zaprosiła Tatianę do siebie i wyszła.
Kilka dni później przyszła. Wpadła tylko na chwilę, ale zdążyła zapoznać się z Caroline i wypić herbatę.
-Morgana, mam do Ciebie ogromną prośbę. Pamiętasz Pucię? Mam dziś rozmowę o pracę i nie chcę zostawiać jej samej w domu. Mogłabyś pójść tam i trochę z nią posiedzieć? -zapytała na koniec.
-Oczywiście, ale wolę zabrać ją do siebie. Mimo, że znam Twój dom, ale tak będzie mi lepiej.
-Dobrze. Dziękuję bardzo. Idę jeszcze na chwilę do mieszkania, więc chodź ze mną. Dam Ci jej karmę i smycz, w razie gdyby chciała wyjść na dwór.
Poszły. Osiemnastolatka zabrała pieska, karmę, smycz i kilka zabawek. Bardzo polubiła małą psinkę. Zabrała ją na spacer, pobawiła się z nią. Widać było, że Pucia również obdarzyła ją sympatią.
Około dwóch godzin później wróciła Tatiana. Ucieszona poinformowała Morganę, ze dostała tę pracę i że od dziś będzie mogła spędzać więcej czasu z jej psem. Dziewczyna także się ucieszyła. Nowa znajoma zabrała psa i wszystkie rzeczy, pożegnała się i opuściła dom.

1 komentarz: