poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 32

Przez kilka kolejnych dni Morgana opiekowała się pieskiem Tatiany. Bardzo polubiła tą małą, puchatą, radosną kuleczkę. Wychodziła z nią na spacery, bawiła się. Czasem Pucia uciekała ze swojego domu i przychodziła pod drzwi dziewczyny. Wtedy Morgana nie wiedząc, co ma robić brała ją do siebie i informowała nową znajomą o tym.
Pewnego dnia nie wiadomo skąd Pucia złapała kleszcza. na początku nikt go nie zauważył, a kiedy zabrano ją do weterynarza okazało się, że już jest za późno i pieskowi zostało tylko kilka dni życia. Nie dało się już nic zrobić. Obie dziewczyny były załamane.
Po około tygodniu suczka zdechła. Tatiana aż rozpłakała się z tego powodu. Morganie także było przykro. Niedługo po tym zapragnęła mieć własnego psa.
-Mamo...
-Słucham Cię. - Caroline odwróciła się i spojrzała na córkę.
-Mam do Ciebie prośbę.
-Tak?
-Chciałabym mieć psa. Kupimy?- popatrzyła na matkę oczami małego dziecka.
-Przykro mi, kochanie. Jak na razie jestem bardzo zajęta pracą, a nie mamy też zbyt wiele pieniędzy, żeby kupować zwierzaki.
-Rozumiem. -odeszła smutna.
Kontakt Morgany z Tatianą urwał się. Dziewczyny nie miały czasu się spotykać. Wcześniej także ograniczały się do szybkich rozmów na temat Puci. Teraz nie rozmawiały wcale.
Pewnego dnia do dziewczyny zadzwonił Dante.
-Cześć, słońce. Co u Ciebie?- zapytał.
-Hej. Rozmyślam sobie.- odpowiedziała.
-O czym?
-Wiesz... Ostatnio poznałam pewną dziewczynę. Kupiła dom, w którym kiedyś mieszkałam. Miała bardzo fajnego pieska. Opiekowałam się nim kiedy ona była w pracy, ale zdechł. Polubiłam go. Pytałam mamy, czy kupimy sobie takiego zwierzaczka, ale nie mamy na razie środków. -zasmuciła się.
-Och, przykro mi. Ymmm... Mam pomysł. Możemy się spotkać za kilka dni?
-No pewnie. Przyjeżdżaj kiedy chcesz.
-To cześć. - rozłączył się.
Osiemnastolatka ciągle zastanawiała się jaki pomysł mógł mieć Dante. W końcu nadszedł dzień spotkania. O godzinie 10.00 na podwórko wjechał samochód chłopaka. Wysiadł z niego uśmiechnięty i przywitał buziakiem w policzek Morganę. Po chwili powiedział:
-Mam coś dla Ciebie.
Wrócił do auta i z tylnego siedzenia wyciągną coś jakby klatkę. Okazało się, że to transporter dla zwierząt. Nie pokazał jej, co się w nim znajdowało, ale poprosił o wejście do domu. Tak też zrobili. Od razu udali się do pokoju nastolatki. Morgana zeszła na dół, aby zrobić herbatę. Kiedy wróciła ujrzała na środku pokoju małą, białą kulkę, która radośnie szczekała. Odstawiła napoje na biurko i spojrzała na Date'go.
-Co to? -zdziwiła się.
-Szczeniak. -zaśmiał się.
-Ale jak to? - nie mogła uwierzyć.
-Mówiłaś, że pragniesz mieć psa, więc Ci go kupiłem. Jest jeszcze mały, urodził się kilka tygodni temu. Słodziutki, prawda?
-Cudowny. Jaka to rasa? - piesek podbiegł do dziewczyny i ukazał jej swoje czarne ślepka. Był taki uroczy.
-Maltańczyk. Podoba Ci się?- wstał.
-Tak, dziękuję bardzo. - przytuliła go. Następnie wzięła szczeniaczka na ręce i cieszyła się nim jak mała dziewczynka. Potem poszła pochwalić się nim Caroline, która nie miała nic przeciwko, żeby z nimi został. Morgana nazwała go Cziki.

Spędzała z nim każdą wolną chwilę. Opiekowała się nim jak dzieckiem. Kupiła mu smycz, posłanie, karmę i różne zabawki. Widać było, że Cziki też dobrze się czuje w tej rodzinie. 
Dzięki temu Dante i Morgana bardzo się zbliżyli. Chłopak przyjeżdżał aby odwiedzić szczeniaka, ale w rzeczywistości był to tylko pretekst. 


Taki krótki rozdział. Zapraszam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz