piątek, 31 lipca 2015

Rozdział 34

Morganę obudził telefon około 10. Zaspana spojrzała na ekran komórki. Dzwonił jakiś nieznajomy numer, więc szybko się otrząsnęła i odebrała.
-Dzień dobry. Pani Morgana Wrong?- usłyszała poważny, damski głos.
-Tak. O co chodzi?- zapytała zdezorientowana.
-Jestem lekarzem prowadzącym pana Dante'go. Prosił, aby panią powiadomić, że znajduje się w szpitalu. -powiedziała kobieta. Dziewczyna była przerażona. Co się stało?! Chciała dowiedzieć się więcej, ale lekarka powiedziała, że nie może udzielać takich informacji przez telefon. Nastolatka zapytała o adres szpitala, podziękowała, rozłączyła się i wstała, aby zejść na dół. Pobiegła do mamy, która właśnie wychodziła do pracy.
-Mamo, mamo!- krzyknęła.
-Tak?
-Zawieziesz mnie po drodze do szpitala? Dante miał wypadek.
-Przykro mi, kochanie. Niestety szpital nie jest po drodze. -chciała już wychodzić, ale Morgana ją zatrzymała.
-Mamo, proszę. To chyba coś poważnego. Ubiorę się szybko i zaraz przyjdę.- błagała.
-Dobrze, a ja zadzwonię do szefa, że się trochę spóźnię. -wyjęła komórkę.
Osiemnastolatka wróciła do swojego pokoju, wzięła to, co miała pod ręką, ubrała się i zbiegła do matki.
-Jestem. I co powiedział Twój szef?- powiedziała zdyszana.
-Mam 20 minut, potem muszę pojawić się w pracy. Chodźmy. -rzekła i otworzyła drzwi.
Szybkim krokiem udały się w stronę samochodu. Już po chwili jechały. Caroline jechała dosyć szybko, za szybko jak na teren zabudowany, ale nie miała innego wyjścia. Musiała zawieść córkę na drugi koniec miasta, a potem zdążyć do pracy. I w dodatku miała na to wszystko tylko 20 minut! Nie chciała stracić pracy, ale nie mogła też zostawić tak Morgany. Przycisnęła bardziej gaz. Nastolatka spojrzała na nią i już miała mówić, aby zwolniła, ale opanowała się. Wiedziała, że to jedyny sposób, żeby się wyrobić.
W końcu dojechały. Dziewczyna podziękowała i wysiadła z auta. Weszła do budynku. Od razu poczuła charakterystyczny zapach tego miejsca i aż zrobiło jej się słabo. Nienawidziła szpitali. Wzięła się jednak w garść i zapytała pierwszą spotkaną pielęgniarkę o pokój lekarzy. Gdy ta jej wskazała, od razu ruszyła szybkim krokiem. Prawie biegła. Dotarła. Zapukała i weszła. Od razu zwróciła na nią uwagę niska blondynka.
-Pani Morgana Wrong? - poznała ten głos.
-Tak. Przyszłam do Dante'go. Gdzie jest?
-Chodź, zaprowadzę Cię. - wyszły z pomieszczenia i udały się do sali. W międzyczasie lekarka powiedziała:
-Twój chłopak miał wypadek. Ma kilka złamanych kości, przeżył wstrząs mózgu, ale wszystko po woli wraca do normy. Wpuszczam Cię do niego tylko, dlatego że bardzo prosił. Masz kilka minut. Nie powinnaś tam wchodzić, ale zrobię ten wyjątek. -otworzyła drzwi od pokoju.
Morgana od razu poznała przyjaciela. Miał głowę owiniętą bandażem, rękę i nogę w gipsie.
-Tylko na chwilę i nie męcz go za bardzo. Musi odpoczywać. -upomniała pani doktor, a potem opuściła ich. Dziewczyna zbliżyła się. Wzięła stołek i usiadła przy łóżku.
-Hej. Jak się czujesz?- powiedziała prawie szeptem.
-Morgana... Cześć. Hmm... A jak myślisz? Jestem cały połamany, nie mogę się ruszać, bo wszystko mnie boli. A lekarze mówią, że będzie dobrze. -próbował się podnieść, ale Morgana mu nie pozwoliła.
-Leż. Musisz odpoczywać. Wytłumacz mi, co się stało. Nic nie rozumiem. -pokręciła głową.
-Jechałem do Ciebie. Chciałem zrobić Ci niespodziankę. Niestety z naprzeciwka wyjechał jakiś samochód terenowy, kierowca był chyba pijany. Zderzenie czołowe. Wyleciałem przez przednią szybę. To cud, że jeszcze żyje. Jakaś pani, która przejeżdżała zadzwoniła na pogotowie i policję. No i tak się tu znalazłem. Złamana ręka i noga, wstrząs mózgu, ale żyję. - uśmiechnął się.- Wszystko mnie boli. Mam wiele zadrapań i ran od rozbitego szkła.
-Och, przykro mi.- wzięła jego rękę w swoje dłonie.- Powiedz mi jeszcze jedno. Dlaczego okłamałeś lekarzy, że jestem Twoją dziewczyną?- wkurzyła się.
-Mów ciszej, bo ktoś usłyszy. Inaczej by Cię nie wpuścili. Musiałem to powiedzieć.- wyszeptał. Zapadła cisza. Morgana utkwiła wzrok w ścianie i zamyśliła się. Dante jednak przerwał milczenie.
-A chcesz nią być?
-Co? -oprzytomniała.
-No...Czy chcesz być moją dziewczyną?- spytał speszony.
Zastanowiła się przez chwilę. W sumie to czuła coś do niego. Zawsze było w nim coś, co ją przyciągało. Kiedyś się przecież w nim zakochała. Był dla niej wspaniały, czuły i zawsze jej pomagał. Pomyślała, że może warto spróbować. Może im się uda? Postanowiła zaryzykować. Z Moon'em już dawno się rozstała i nie zamierzała płakać za nim całe życie.
-Tak, chcę zostać Twoją dziewczyną. -uśmiechnęła się.
Od razu się rozweselił. Nareszcie mógł z nią być. Spełniło się jego marzenie. Obiecał sobie, że będzie się starał cały czas, choćby nie wiem co. Da jej odczuć, że jest najważniejsza na świecie i będzie traktował ją jak księżniczkę, tak jak chciał Moon.
Podniósł się pomimo bólu i zakazań Morgany i lekarzy. Przytulił ją i wyszeptał:
-Kocham Cię, księżniczko.
-Ja Ciebie też. -odpowiedziała.
W tej chwili do sali weszła lekarka.
-Musisz już iść, przykro mi.
-Dobrze. Kiedy będzie mógł wyjść ze szpitala?- zapytała wstając.
-No jeszcze trochę będzie musiał zostać. Na obserwacji i dodatkowych badaniach. Musimy się upewnić, że wszystko wróciło do normy.
-Rozumiem. Wpadnę do Ciebie jutro, jeśli mama nie będzie pracować. - zwróciła się do swojego nowego chłopaka.
-Do zobaczenia.- powiedział.
Morgana wyszła z budynku. Teraz zastanawiała się, jak wrócić do domu. Przeszła na przystanek. Na rozkładzie jazdy było napisane, że najbliższy autobus jest dopiero za godzinę. Musiała znaleźć inne wyjście. Wyjęła iPhone'a i przeglądała kontakty. O! Może Adam po nią przyjedzie? Wybrała jego numer.
-Hej, Adaś. Jesteś zajęty?
-O, cześć. Nie, a o co chodzi? -odpowiedział.
-Mam prośbę. Mógłbyś przyjechać po mnie pod szpital? Nie mam jak wrócić do domu, a autobus jest za godzinę. Byłabym wdzięczna.
-No pewnie. Nie ma sprawy, zaraz będę. - rozłączył się.
Uratowana! Jak dobrze, że ma takich przyjaciół. Prawdziwych, którzy pomogą jej w potrzebie, a nie takich jak Teresa, która zerwała przyjaźń z nią, bo podobał jej się ten sam chłopak.
Kilka minut potem pod szpitalem pojawił się Adam. Dziewczyna wsiadła i przywitała go jeszcze raz.
-Co się właściwie stało, że byłaś w szpitalu? -zapytał jadąc.
-Pamiętasz Dante'go?
-No pewnie, a co mam nie pamiętać. Spoko typ. Można się z nim dogadać, czasem nawet z nim piszę, jak pokłócę się z Viki. Daje mi dobre rady i dzięki nim szybko się z nią godzę. Powinnaś z nim być. Wiele razy pisał mi, że szaleje za Tobą. -zaśmiał się.
-No właśnie tak się składa, że przed chwilą mnie o to poprosił i zgodziłam się. -również się zaśmiała.
-No to gratulację i szczęścia życzę. No ale wyjaśnisz mi co się stało?
-Miał wypadek samochodowy, zderzenie. Wstrząs mózgu, złamane kończyny, wiele ran i zadrapań, ale już dochodzi do siebie. Za kilka dni powinni go wypuścić.
W tej chwili dotarli do domu dziewczyny. Cmoknęła Adama w policzek, podziękowała i wysiadła. Wróciła do domu, rozłożyła się na kanapie i usiłowała zasnąć, ale nie udało jej się. Włączyła telewizor. Akurat szły wiadomości o tym wypadku. Okazało się, że winowajca miał dwa promile alkoholu we krwi i zasnął za kierownicą. Pokazywali zdjęcia samochodu Dante'go. Nadawał się już tylko na złom. Biedny Dante. Jest cały połamany i w dodatku musi kupić nowy samochód.
Nagle Morgana usłyszała dźwięk dzwonka. Poszła otworzyć. Przed nią stała rozwścieczona Victoria, która się na nią rzuciła.
-Jak śmiesz? Taka z Ciebie przyjaciółka? -szturchnęła ją.
-Spokojnie, Victoria. O co Ci chodzi? - złapała jej ręce.
-Jeszcze się pytasz?! Jakim prawem podrywasz mojego chłopaka?! Co Ty sobie wyobrażasz?! Słyszałam, że masz swojego, więc nim się zajmij, a nie moim! -krzyczała i próbowała się wyrwać.
-Viki! Uspokój się. Nikogo nie podrywałam, a w szczególności Twojego chłopaka!- zauważyła, że z tyłu stoi Adam. - Wejdźcie i wszystko wyjaśnimy.
Przeszli do kuchni i zaczęli rozmawiać.
-Dlaczego się z nim umawiasz i go całujesz? -zapytała z groźną miną rudowłosa Victoria.
-Haha! Kiedy się z nim umówiłam? Kiedy go pocałowałam? -zaczęła się śmiać, ale po chwili się opanowała.
-Dzisiaj. Powiedział mi, że dziś się z nim spotkałaś, a na koniec pożegnałaś go buziakiem! Co to ma znaczyć?
-Pozwól, że Ci wyjaśnię, bo źle go zrozumiałaś. Byłam w szpitalu u Dante'go, bo miał wypadek. Moja mama była w pracy, a autobus był dopiero za godzinę. Zadzwoniłam do Adasia i poprosiłam, żeby mnie odwiózł do domu. Na koniec w podziękowaniu cmoknęłam go w policzek. To nic nie znaczyło, zwykłe przyjacielskie pożegnanie. Nic więcej.
Dziewczyna przez chwilę nic nie mówiła, a potem wstała i podeszła do Morgany.
-Przepraszam, słonko. Źle go zrozumiałam i przez to te nieporozumienie. Wybaczysz mi? -przytuliła ją.
-Oczywiście, ale pamiętaj na przyszłość,żeby nie oskarżać kogoś bez dowodów.
Potem jeszcze chwilę rozmawiali o wypadku i nowym związku Morgany. Następnie jej przyjaciele opuścili dom, a ona wróciła do oglądania telewizji.


Jak Wam się podoba? Co myślicie? Piszcie na asku (KLIK) lub na Facebooku (KLIK).
Pozdrawiam!    
 

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 33

KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ
Niedługo zacznie się rok szkolny. Morgana wybrała się na szkolne zakupy. Musiała kupić podręczniki i zeszyty do klasy 3 liceum. Wstała około 8 rano i szybko przygotowała się do wyjścia. Miała tylko kilka godzin, bo potem razem z matką i Jamesem zaplanowali spotkanie. Mężczyzna miał jakąś niespodziankę.
Najpierw odwiedziła księgarnię i kupiła wszystkie potrzebne książki. Następnie wstąpiła do kilku sklepów, gdzie wybrała zeszyty, plecak, buty i wszystkie potrzebne akcesoria. Potem wróciła do domu, wyprowadziła na spacer swojego pieska. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że nie ma go gdzie zostawić. Pomyślała o Tatianie. Spakowała Czikiego i poszła pod dom znajomej. Na szczęście dziś nie pracowała. 
-Cześć, Tatiana. Mam prośbę. Zaopiekujesz się moim pieskiem przez kilka godzin? 
-Och, hej. Oczywiście. Jaki słodziak! -ucieszyła się. 
Morgana dała jej zwierzaka i jego rzeczy, po czym wróciła do siebie. Nałożyła sukienkę i wysokie szpilki oraz zrobiła ładny makijaż. Zeszła na dół i bardzo się zdziwiła. Caroline stała w normalnych, codziennych ubraniach. 
-Mamo, dlaczego się nie szykujesz? Lada chwila przyjedzie James! 
-Kochanie, przecież jestem przygotowana. Coś nie tak? -obejrzała swój strój. 
-Mamo... Znasz go. Pewnie zabierze nas do jakiejś restauracji albo teatru, a nie do zwykłego parku. Przebieraj się, ale już! 
Zaprowadziła matkę do jej pokoju, przegrzebała szafę i wybrała sukienkę oraz dodatki. 
-Nałóż to. -podała jej ubranie. 
Caroline niechętnie się zgodziła i zniknęła za drzwiami łazienki. W tej chwili nastolatka usłyszała dzwonek do drzwi. Poszła, aby otworzyć. Okazało się, że to oczekiwany gość. 
-Witaj. - powiedział z wielkim uśmiechem i pocałował dłoń dziewczyny. 
-Dzień dobry. Proszę wejść. -zarumieniła się. Był taki pociągający. Gdyby był młodszy i nie miał jakichś zamiarów wobec jej matki to z całą pewnością mogłaby się z nim spotykać. 
Kiedy znaleźli się w kuchni Morgana wskazała, żeby usiadł i poinformowała go, że Caroline się jeszcze przebiera. Po chwili ciszy powiedział: 
-Pięknie wyglądasz. Jesteś bardzo podobna do matki. 
-Dz-dziękuję.- wydusiła z siebie.- Wiele osób mi to mówi. 
Przy nim była taka spięta, nie wiedziała dlaczego. Pewnie dlatego, że chciała zawsze dobrze się przed nim zaprezentować. W tej chwili w pomieszczeniu pojawiła się matka nastolatki. Mężczyzna wstał. 
-Wow, przepięknie. -pocałował ją w policzek. 
-Och, dziękuję. -zaśmiała się. 
Chwilę potem byli już w samochodzie. 
-Gdzie nas zabierasz?- zapytała Caroline. 
-Niespodzianka.
Jechali w ciszy. Droga zdawała się być bardzo długa, więc Morgana postanowiła jakoś umilić podróż rozmową. 
-Mam do Was pytanie. -zaczęła. -Jesteście razem? 
Zapadła jeszcze większa cisza. Oboje nie wiedzieli, co odpowiedzieć. W końcu James postanowił wziąć to na siebie i przemówił. 
-Jeśli chodzi Ci o to, czy jesteśmy parą to tak. Już od dłuższego czasu.- spojrzał na Morganę przy pomocy lusterka.
-Mamo! Dlaczego mi nie powiedziałaś? -oburzyła się. 
-Wybacz, kochanie. Myślałam, że się domyślisz. 
Resztę drogi rozmawiali o muzyce i kinie. Wkrótce dotarli do celu. Im oczom ukazała się wielka restauracja. Weszli do środka i usiedli przy zamówionym stoliku. Zamówili danie dnia, czyli pyszne krewetki w sosie. Każdemu bardzo smakowało. Potem napili się szampana i rozmawiali. James podejrzanie co chwila spoglądał na zegarek. Kiedy wybiła 17.00 spojrzał na orkiestrę, która dawała występ na scenie. Po chwili dwóch skrzypków podeszło do ich stolika, wszyscy wyszli z sali, a światło przyciemniało. Było bardzo romantycznie. Osiemnastolatka poczuła się niezręcznie siedząc przy nich, bowiem nie chciała im przeszkadzać. Postanowiła ich opuścić przynajmniej na chwilę. 
-Ymm...Przepraszam, muszę iść do toalety. -skrzywiła się i wstała, jednak James chwycił ją za rękę. 
-Chcę, żebyś tu z nami była w tym momencie. 
Zniesmaczona usiadła. Jeszcze przez kilka minut wsłuchiwali się w piękną muzykę, po czym mężczyzna dał znak, żeby przerwali. Wziął w swoje ręce dłoń Caroline, a potem podniósł się. 
-Caroline, kochanie. 
-Tak, słucham Cię. -powiedziała zdezorientowana. 
-Caroline... -ukląkł przed nią i puścił jej dłoń. Z kieszeni marynarki wyjął czerwone pudełeczko i otworzył je.- Czy zechciałabyś zostać moją żoną? 
Kobieta zakryła twarz dłońmi i wyszeptała: ,,O mój Boże...". Spojrzała na córkę. Ta, ze łzami w oczach pokiwała głową. 
-Oczywiście, że tak. - z jej oczu poleciały łzy. James wyjął pierścionek z pudełka i włożył go na palec swojej ukochanej, po czym wstał i uściskał nową narzeczoną. -Kocham Cię. -powiedział. 
-Ja Ciebie też. -odpowiedziała. 
-Gratuluję. -powiedziała przez łzy Morgana. 
Po wyjściu z restauracji udali się nad jezioro. Akurat zachodziło słońce. 
-Zostawię Was samych.-powiedziała nastolatka. 
-Zostań. -powiedzieli chórem. 
-Nie, naprawdę nie chcę Wam przeszkadzać. Przejdę się i za godzinę wrócę. 
Odeszła kilka metrów i wyciągnęła z torebki telefon. Wybrała numer Dante'go. Kiedy odebrał powiedziała:
-Cześć. Co słychać? 
-O, hej. Nic ciekawego, siedzę z Fabianem i gramy na kompie, a co u Ciebie?- zapytał radośnie. 
-Spaceruję wokół jeziora. Niedawno byłam w restauracji, gdzie James oświadczył się mamie. 
-To gratulację. Może wpadnę jutro do Ciebie? 
-Dobry pomysł.- zaśmiała się. 
-Sam czy z Black Roses? -zapytał.
-Może weź ich ze sobą. Dawno się nie widzieliśmy. 
Pogadali jeszcze chwile o Czikim, a potem skończyli rozmowę. Wtedy Morgana zauważyła, że kiedy rozmawiała z Dante dzwonił do niej... Moon! Szybko oddzwoniła. 
-Hej! Co się stało, że dzwonisz? -mówiła bardzo szybko. 
-Cześć. Pomyślałem o Tobie i zadzwoniłem, żeby sprawdzić jak się masz.
-U mnie wszystko dobrze, ale lepiej mów co u Ciebie?- była ucieszona tym telefonem. 
-Trzymam się jakoś. Przepraszam, ale muszę już kończyć. Na razie. -rozłączył się. 
-Co? Halo! Halo! Moon... -zasmuciła się. Schowała telefon i popatrzyła na wodę. Usiadła na pobliskiej ławce i zaczęła rozmyślać. 
Dlaczego się tak szybko rozłączył? Może odzyskają kontakt, skoro do niej zadzwonił? Może nie wszystko stracone? Myślała długo, ale w końcu doszła do wniosku, że nic z tego nie będzie. Ich historia dobiegła końcowi i nie ma odwrotu. Nie wierzyła, że zdołają to naprawić, a szczególnie na odległość. Wpatrywała się w wodę, gdy nagle zadzwonił jej telefon. Odebrała. 
-No gdzie Ty jesteś? Już dawno minęła godzina. Miałaś wrócić.- powiedziała Caroline. 
-Ach, przepraszam. Nie zauważyłam. Już idę. -zakończyła połączenie. Wstała i szybkim krokiem poszła w stronę matki i Jamesa. Wrócili do domu, a Morgana poszła po swojego pieska do Tatiany.
Następnego dnia dziewczynę odwiedziło Black Roses. Morgana dowiedziała się, że Ellen umawia się z Jeffem, Fabian też znalazł dziewczynę, a o względy Dagmary zabiegał pewien chłopak. 
Niestety było to ich ostatnie spotkanie, gdyż postanowili, że teraz wchodzą w dorosłe życie i nie będą mieli czasu na spotkania. Black Roses zostało rozwiązane. Obiecali sobie, że o sobie nie zapomną i będą się kontaktować. Potem opuścili dom Morgany.
Od tego czasu dziewczyna bardzo zbliżyła się do Dante'go. Codziennie pisali lub rozmawiali przez telefon. Chłopak często przyjeżdżał do Morgany i zabierał ją w różne miejsca. Pewnego dnia stało się najgorsze. Podczas podróży do domu dziewczyny Dante miał wypadek.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 32

Przez kilka kolejnych dni Morgana opiekowała się pieskiem Tatiany. Bardzo polubiła tą małą, puchatą, radosną kuleczkę. Wychodziła z nią na spacery, bawiła się. Czasem Pucia uciekała ze swojego domu i przychodziła pod drzwi dziewczyny. Wtedy Morgana nie wiedząc, co ma robić brała ją do siebie i informowała nową znajomą o tym.
Pewnego dnia nie wiadomo skąd Pucia złapała kleszcza. na początku nikt go nie zauważył, a kiedy zabrano ją do weterynarza okazało się, że już jest za późno i pieskowi zostało tylko kilka dni życia. Nie dało się już nic zrobić. Obie dziewczyny były załamane.
Po około tygodniu suczka zdechła. Tatiana aż rozpłakała się z tego powodu. Morganie także było przykro. Niedługo po tym zapragnęła mieć własnego psa.
-Mamo...
-Słucham Cię. - Caroline odwróciła się i spojrzała na córkę.
-Mam do Ciebie prośbę.
-Tak?
-Chciałabym mieć psa. Kupimy?- popatrzyła na matkę oczami małego dziecka.
-Przykro mi, kochanie. Jak na razie jestem bardzo zajęta pracą, a nie mamy też zbyt wiele pieniędzy, żeby kupować zwierzaki.
-Rozumiem. -odeszła smutna.
Kontakt Morgany z Tatianą urwał się. Dziewczyny nie miały czasu się spotykać. Wcześniej także ograniczały się do szybkich rozmów na temat Puci. Teraz nie rozmawiały wcale.
Pewnego dnia do dziewczyny zadzwonił Dante.
-Cześć, słońce. Co u Ciebie?- zapytał.
-Hej. Rozmyślam sobie.- odpowiedziała.
-O czym?
-Wiesz... Ostatnio poznałam pewną dziewczynę. Kupiła dom, w którym kiedyś mieszkałam. Miała bardzo fajnego pieska. Opiekowałam się nim kiedy ona była w pracy, ale zdechł. Polubiłam go. Pytałam mamy, czy kupimy sobie takiego zwierzaczka, ale nie mamy na razie środków. -zasmuciła się.
-Och, przykro mi. Ymmm... Mam pomysł. Możemy się spotkać za kilka dni?
-No pewnie. Przyjeżdżaj kiedy chcesz.
-To cześć. - rozłączył się.
Osiemnastolatka ciągle zastanawiała się jaki pomysł mógł mieć Dante. W końcu nadszedł dzień spotkania. O godzinie 10.00 na podwórko wjechał samochód chłopaka. Wysiadł z niego uśmiechnięty i przywitał buziakiem w policzek Morganę. Po chwili powiedział:
-Mam coś dla Ciebie.
Wrócił do auta i z tylnego siedzenia wyciągną coś jakby klatkę. Okazało się, że to transporter dla zwierząt. Nie pokazał jej, co się w nim znajdowało, ale poprosił o wejście do domu. Tak też zrobili. Od razu udali się do pokoju nastolatki. Morgana zeszła na dół, aby zrobić herbatę. Kiedy wróciła ujrzała na środku pokoju małą, białą kulkę, która radośnie szczekała. Odstawiła napoje na biurko i spojrzała na Date'go.
-Co to? -zdziwiła się.
-Szczeniak. -zaśmiał się.
-Ale jak to? - nie mogła uwierzyć.
-Mówiłaś, że pragniesz mieć psa, więc Ci go kupiłem. Jest jeszcze mały, urodził się kilka tygodni temu. Słodziutki, prawda?
-Cudowny. Jaka to rasa? - piesek podbiegł do dziewczyny i ukazał jej swoje czarne ślepka. Był taki uroczy.
-Maltańczyk. Podoba Ci się?- wstał.
-Tak, dziękuję bardzo. - przytuliła go. Następnie wzięła szczeniaczka na ręce i cieszyła się nim jak mała dziewczynka. Potem poszła pochwalić się nim Caroline, która nie miała nic przeciwko, żeby z nimi został. Morgana nazwała go Cziki.

Spędzała z nim każdą wolną chwilę. Opiekowała się nim jak dzieckiem. Kupiła mu smycz, posłanie, karmę i różne zabawki. Widać było, że Cziki też dobrze się czuje w tej rodzinie. 
Dzięki temu Dante i Morgana bardzo się zbliżyli. Chłopak przyjeżdżał aby odwiedzić szczeniaka, ale w rzeczywistości był to tylko pretekst. 


Taki krótki rozdział. Zapraszam :)

sobota, 25 lipca 2015

Rozdział 31

Rano pierwsza wstała Dagmara i obudziła wszystkich. Wspólnie zjedli śniadanie, przygotowane wcześniej przez Caroline. Porozmawiali jeszcze trochę, a potem postanowili wracać. Wyszli na podwórko i zaczęli się żegnać. Najpierw do Morgany podeszła Daga, mocno ją uścisnęła i wsiadła do auta. Następny był Fabian. Ku zdziwieniu dziewczyny on także ją przytulił. Przyszła kolej na Ellen. Przytulając Morganę szepnęła jej na ucho:
-Pozdrów Jeff'a.
Kiedy wszyscy siedzieli w samochodzie Dante podszedł do nastolatki i przytulił ją tak, że na moment zabrakło jej tchu. Mimo tego uśmiechnęła się i odprowadziła chłopaka do pojazdu. Pomachała im, a następnie odjechali.
Dziewczyna wróciła do domu. Posprzątała naczynia po śniadaniu i poszła pooglądać telewizję. Zastanawiała się, co będzie teraz robiła. Na pewno jeszcze nie raz spotka się z przyjaciółmi, ale nie nastąpi to tak szybko. Wtedy znowu przypomniała sobie o Moonie. Przez ten czas, kiedy bawiła się ze znajomymi ani razu o nim nie pomyślała. Nie mogła w to uwierzyć. Jeszcze niedawno cierpiała na depresję po jego odejściu, a teraz nawet o nim nie myśli? Dziwne.
W telewizji właśnie szedł jej ulubiony film. Obejrzała go do połowy, a potem zasnęła. Miała okropny sen. Śniło jej się, że Black Roses mieli wypadek. Obudziła się spocona, a jej serce biło nienaturalnie szybko. Rozejrzała się po pokoju próbując się uspokoić. Wtedy do pokoju weszła Caroline.
-Spałaś? -zapytała.
-Tak, zdrzemnęłam się. -odpowiedziała.
-Dlaczego jesteś taka przestraszona? -zaniepokoiła się matka.
-Zły sen.
-W porządku. Jutro możemy jechać po nowy telefon dla Ciebie. Co Ty na to?- usiadła obok.
-Oczywiście, super. Wybacz, ale chciałabym przejść się na spacer. -zamyśliła się.
-Już ciemno. Nie boisz się? -zaśmiała się Caroline.
-Nie. -uśmiechnęła się sztucznie.- Niedługo wrócę. Muszę przemyśleć kilka spraw w samotności.
Wstała i przeciągnęła się. Pobiegła szybko do pokoju, aby założyć dłuższe spodnie i wyszła z domu. Poszła w stronę domu, w którym mieszkał jej ojciec. Zastanawiała się czy jeszcze tam przebywa. Gdy wreszcie dotarła coś podkusiło ją, żeby zapukać. Zrobiła to. Otworzyła jej jakaś kobieta, około trzydziestki. Była wysoką blondynką o ciemnych oczach. Morgana nigdy wcześniej jej nie widziała. Wydawała się sympatyczna.
-Dobry wieczór. Jest może David Wrong? -zapytała nieśmiało.
-Dobry wieczór.- uśmiechnęła się.- Nie ma tu nikogo takiego. Słyszałam, że mieszkał tu zanim się wprowadziłam, ale zabrano mu ten dom, gdyż nie płacił rachunków.
-Ach, tak. Ja także tu mieszkałam. Jestem jego córką. To znaczy... Nieważne. Chciałam tylko sprawdzić, czy nadal tu mieszka. -zwiesiła głowę.
-Coś się stało? -zmartwiła się.
-Nie, wszystko w porządku. Och, przepraszam. Zapomniałam się przedstawić. Mam na imię Morgana.- wyciągnęła rękę.
-Tatiana, miło mi. -uścisnęła jej dłoń. -Może chciałabyś odwiedzić mnie kiedyś i obejrzeć stary dom?
-Tak, bardzo chętnie. Jeśli nie sprawi to pani kłopotu. -ucieszyła się.
-Nie ma sprawy. Przyjdź kiedy chcesz. Prawie zawsze jestem w domu, trudno trafić na moment kiedy mnie nie ma.
-Dobrze, dziękuję. Do widzenia.
-Do widzenia. -odpowiedziała.
Dziewczyna wróciła do domu i poszła się umyć. Następnie udała się do łóżka i zasnęła, bo musiała rano wstać.
Obudziła ją mama.
-Jeśli chcesz ten telefon to wstawaj!
Dziewczyna szybko podniosła się i zaspana weszła do łazienki. Obmyła twarz, zrobiła makijaż, a następnie się ubrała. Zeszła na dół i powiadomiła mamę, że jest gotowa. Wsiadły do samochodu i pojechały do miasta. Zatrzymały się przy sklepie. Morgana wybrała iPhone'a 5s. Bardzo lubiła te telefony, bo uważała, że są naprawdę dobre. Potem wstąpiły do kawiarenki i wypiły herbatę oraz zjadły ciasto. W międzyczasie Morgana opowiedziała o wczorajszym spotkaniu z panią Tatianą. Caroline zaproponowała, żeby kiedyś także przyszła do nich. Następnie wróciły do domu. Osiemnastolatka powiedziała, że dzisiaj ona zrobi obiad. Upiekła kurczaka i ziemniaki, a do tego zrobiła surówkę z marchewki i jabłka. Jej matka zaprosiła Jamesa. Dziewczyna chętnie przystała na tę propozycję, ponieważ polubiła przyjaciela matki.
Pół godziny później pojawił się w ich domu. Zjedli obiad i długo siedzieli rozmawiając. Potem James musiał jechać do pracy, Caroline tak samo. Morgana została sama. Posprzątała naczynia i usiadła nie mając co robić. Przypomniała sobie o Tatianie. Postanowiła ją odwiedzić. Wyszła i szybkim krokiem dotarła do dawnego domu. Zadzwoniła dzwonkiem do drzwi.
-Witaj, Morgana. -uśmiechnęła się. -Właśnie o Tobie pomyślałam. Proszę, wejdź.
-Dzień dobry. - powiedziała nastolatka pokonując próg domu.
Kobieta wskazała kuchnię, chociaż Morgana doskonale wiedziała gdzie iść. Usiadły, a Tatiana zaparzyła wodę.
-Kawę czy herbatę? -zapytała.
-Kawę poproszę. -odpowiedziała. Kobieta spojrzała się na nią zdziwiona.- Coś nie tak?
-Pijesz kawę w tak młodym wieku?
-Młodym? Mam osiemnaście lat.- zaśmiała się.
-Naprawdę? -była zszokowana. -Wyglądasz na szesnaście, może siedemnaście.
-Taa...- wkurzyła się. Nie lubiła jak ktoś mówił, że wygląda na mniej lat niż ma, ale postanowiła się uspokoić.
-Ja mam dwadzieścia dwa.
Wow! Wyglądała na trzydzieści, a w rzeczywistości była tylko o 4 lata starsza.
-Nie chcę być niemiła, ale wygląda pani na trochę więcej.
-Jaka pani? Jestem niewiele starsza. Mów mi po prostu Tatiana. Wiem, że wyglądam na więcej, ale przeszłam przez wiele chorób i to dlatego.
-Przykro mi.
Potem obeszły cały dom. W sypialni Morgana zauważyła małego pieska, leżącego na podłodze. Kiedy podeszłą bliżej pies podniósł się i ukazał swoje wielkie czarne oczy.
-Jaki przesłodki. -zachwyciła się.
-Wabi się Pucia, to york.
-Urocza. - Morgana wzięła suczkę na ręce. Ta polizała ją radośnie po policzku. Obie dziewczyny zaśmiały się.
Dziewczyna postanowiła wracać. Na koniec zaprosiła Tatianę do siebie i wyszła.
Kilka dni później przyszła. Wpadła tylko na chwilę, ale zdążyła zapoznać się z Caroline i wypić herbatę.
-Morgana, mam do Ciebie ogromną prośbę. Pamiętasz Pucię? Mam dziś rozmowę o pracę i nie chcę zostawiać jej samej w domu. Mogłabyś pójść tam i trochę z nią posiedzieć? -zapytała na koniec.
-Oczywiście, ale wolę zabrać ją do siebie. Mimo, że znam Twój dom, ale tak będzie mi lepiej.
-Dobrze. Dziękuję bardzo. Idę jeszcze na chwilę do mieszkania, więc chodź ze mną. Dam Ci jej karmę i smycz, w razie gdyby chciała wyjść na dwór.
Poszły. Osiemnastolatka zabrała pieska, karmę, smycz i kilka zabawek. Bardzo polubiła małą psinkę. Zabrała ją na spacer, pobawiła się z nią. Widać było, że Pucia również obdarzyła ją sympatią.
Około dwóch godzin później wróciła Tatiana. Ucieszona poinformowała Morganę, ze dostała tę pracę i że od dziś będzie mogła spędzać więcej czasu z jej psem. Dziewczyna także się ucieszyła. Nowa znajoma zabrała psa i wszystkie rzeczy, pożegnała się i opuściła dom.

Rozdział 30

Dzisiaj wieczorem miało odbyć się spotkanie Black Roses razem z szkolną paczką Morgany. Dziewczyna wstała o ósmej, bo już za dwie godziny Ellen, Fabian, Dante i Dagmara mieli pojawić się w jej domu. Ubrała się w krótkie spodenki i zwiewną koszulkę, gdyż było bardzo gorąco. Zeszła na dół i przygotowała przekąski dla przyjaciół. Potem szybko wyskoczyła do sklepu po lody, które później włożyła do zamrażarki. Kiedy wszystko było przygotowane poszła do salonu, aby pooglądać telewizję.
Około 10.00 usłyszała dzwonek do drzwi. Pobiegła otworzyć. Jej oczom ukazała się cała czwórka. Wszyscy zaczęli ją ściskać i witać. Przeszli do kuchni, gdzie Morgana podała im jedzenie i zaparzyła kawę. Po jakimś czasie Dante i Dagmara poprosili dziewczynę o przejście do innego pokoju, gdyż chcieli jej coś powiedzieć. Zgodziła się i zaprowadziła ich do salonu. Chłopak wyciągnął z torebki butelkę z szampanem.
-Zrób z tym, co chcesz. Jest bardzo dobry. - powiedziała Daga.
Morgana popatrzyła na plakietkę alkoholu. To jeden z najlepszych szampanów na świecie!
-Dziękuję. Musiał sporo kosztować. - była zniesmaczona. Nie lubiła przyjmować drogich upominków, bo nie chciała, aby ktoś wydawał na nią dużo pieniędzy.
-To prezent. Z pomocą tego szybciej zapomnisz o Moonie.- wyszeptał Dante.
-Nie zapomnę. -odpowiedziała i wskazała drzwi do kuchni. Udali się w tym kierunku.
Do umówionej godziny zostało jeszcze sporo czasu. Postanowili wyjść na miasto. Dziewczyny chciały wchodzić do wszystkich sklepów, ale niestety nie miały tyle pieniędzy. Chłopacy zachwycali się każdym lepszym przejeżdżającym pojazdem. Następnie wstąpili do restauracji na obiad. Każdy zamówił coś innego. Po zjedzeniu wrócili do domu. Poszli do salonu. Ellen i Dagmara, za pozwoleniem Morgany, przeglądały szafy z ubraniami. Chciały wybrać sobie coś na dzisiejszy wieczór. Fabian, Dante i Morgana usadowili się przed telewizorem. Włączyli jakąś grę. Osiemnastolatka nie miała ochoty grać, więc siedziała i obserwowała. W końcu jej przyjaciel oderwał się od zabawy i poprosił dziewczynę o rozmowę. Wrócili do kuchni i od razu Dante zaczął:
-O co chodziło z tym telefonem Moon'a? Zostawił Cię?
-To nie takie proste. Miał problemy i musiał przenieść się na stałe na drugi koniec kraju.- spuściła głowę.
-Jakie problemy? - zaciekawił się.
-Z narkotykami, ale nie chcę o tym gadać. Po prostu wyjechał. Nie chciał mnie zranić ani opuścić, ale wybrał to, co było najlepsze. - zasmuciła się.
Chłopak podszedł do niej i przytulił ją.
-Zaopiekuję się Tobą.. Uwierz mi, nie cieszę się z jego wyjazdu, bo wiem, że przez to cierpisz. Wolałbym, żeby tu został i żebyś była szczęśliwa, ale niestety życie nie zawsze jest kolorowe. Postaram się Ci go zastąpić, jeśli zechcesz oczywiście. Wiem, że to nie będzie to samo, i że nigdy mu nie dorównam, ale naprawdę będę się starał.
-Masz rację. Nie będziesz taki sam jak on, ale to nawet dobrze. Każdy jest inny i każdy jest wyjątkowy na swój sposób. Dziękuję. - odwzajemniła jego uścisk. W tej chwili do pomieszczenia wbiegła Ellen.
-Och, przepraszam. Nie chciałam Wam przeszkodzić. - zarumieniła się.
-Nic się nie stało. Co chciałaś? - uśmiechnęła się Morgana.
-Mogłabym pożyczyć tą sukienkę? Jest taka piękna! - wyciągnęła ją zza pleców.
-Oczywiście. - odpowiedziała, a Ellen znikła za ścianą.
Oboje wrócili do salonu. Zbliżał się wieczór. Wszyscy byli już przygotowani do wyjścia. Czekali tylko aż Adam z resztą paczki podjedzie pod dom. W końcu się pojawili. Niestety, w jego samochodzie były tylko trzy wolne miejsca.
-Nie wiedziałem, że będzie Was aż tak dużo. - skrzywił się Adam.
-Ellen, Fabian, Dagmara- wsiadajcie. - powiedział stanowczo Dante.
-A co z Wami? - zapytała Kim.
-Pojedziemy moim autem. - pociągnął za sobą Morganę. Wsiedli do samochodu Dante'go i ruszyli za resztą. Podróż zajęła im jakieś 20 minut. Ponieważ droga nie była zbyt kręta i wyboista, chłopak mógł z łatwością prowadzić jedną ręką, a drugą cały czas trzymał rękę dziewczyny. Co chwila spoglądał na nią. Podziwiał jej urodę. Znał ją już tak długo, wiedział o niej wszystko. Kiedyś się w nim zakochała, może teraz też tak się stanie? Wiedział, że ma szansę, ale musiał być ostrożny, żeby wszystkiego nie zepsuć. Domyślał się, że jego przyjaciółka nie będzie chciała od razu przejść do nowego związku i w pełni to rozumiał. Morgana nie była taka.
W końcu dojechali. Ich oczom ukazała się przepiękna plaża. Od razu rozpalili ognisko, aby dostarczyć trochę światła. Tym razem to Alyson przywiozła kiełbaski. Każdy nadział sobie po jednej na kijek i zaczęli smażyć. Po zjedzeniu Kim, Aly, Victoria, Dagmara i Ellen, które świetnie się dogadywały postanowiły wskoczyć do wody. Morgana bała się, że jej ubrania nie wyschnął tak szybko, więc postanowiła zostać przy ognisku. Dante, Adam, Fabian i Jeffery, czyli wszyscy chłopacy stamtąd otworzyli sobie piwa.
Jeff był wysokim blondynem o niebieskich oczach i dobrze zbudowanej sylwetce. Także należał do szkolnej paczki. Widać było, że Kim i Alyson podkochują się w nim, ale on nie był zainteresowany żadną z nich. Morgana zauważyła błysk w jego oku, kiedy zobaczył Ellen. Chyba się mu spodobała.
Nastolatka nie przepadała za tym rodzajem alkoholu, więc postanowiła przejść się po pomoście i popatrzeć na resztę dziewczyn.
Pomost był śliski od wilgoci w powietrzu. W pewnym momencie Morgana poślizgnęła się i wylądowała w głębokiej wodzie. Umiała pływać, więc nie zagrażało jej utonięcie, ale jej ciuchy były nasączone dużą ilością wody. Szybko popłynęła w stronę brzegu. Wyszła z jeziora i wróciła do ogniska. Dziewczyny zmartwione przyjaciółką także opuściły zbiornik wodny.
Daga i Ellen miały na sobie ubrania Morgany, teraz już mokre, więc przebrały się w swoje. Aly, Vici i Kim także miały coś na przebranie, a Morgana nic ze sobą nie wzięła. Usiadła koło Dante'go i próbowała się ogrzać.
-Jeśli ściągniesz ubrania to szybciej się ogrzejesz.- powiedział Jeff.
-Słucham? Nie będę się przy Was rozbierała! - oburzyła się.
Wkrótce jednak było jej tak zimno, że zdjęła swoje ubrania. Została w samej bieliźnie. Chłopacy, oprócz Adama, który miał dziewczynę i Dante'go, rzucili sobie ucieszone spojrzenia. Zawstydzona nastolatka usiadła skulona przy ognisku. Widząc to, Dante zdjął z siebie bluzę i okrył przyjaciółkę. Ta szybko ubrała się. Na szczęście bluza była tak duża, że sięgała jej prawie do kolan. Cicho wyszeptała:
-Dziękuję.
Cała się trzęsła. Chłopak przyciągnął ją do siebie i przytulił, chcąc ją ogrzać. Pomogło. Potem Adam wyjął gitarę i znowu śpiewali. Rozmawiali i opowiadali sobie żarty. Około pierwszej w nocy do Morgany zadzwoniła Caroline.
-Gdzie Ty jesteś? Przecież jest już środek nocy. - mówiła zaniepokojona.
-Spokojnie, mamo. Jestem nad jeziorem z przyjaciółmi. Niedługo wrócę. -uspokoiła ją i rozłączyła się.
Wkrótce ognisko zaczęło wygasać, a oni nie mięli więcej drewna, więc postanowili się zbierać. Wymienili się numerami telefonów, a Jeff umówił się z Ellen. Morgana ubrała się w swoje, już suche, ubrania i wsiedli do pojazdów. Adam odwiózł resztę Black Roses pod dom dziewczyny. Czule się pożegnali i weszli do domu. Powitała ich Caroline, która znała Dagę i Dante'go kilka lat.
-Witajcie! Tak dawno Was nie widziałam. - uściskała ich.
Na kolację zrobili sobie naleśniki. Kiedy jedli do kuchni weszła matka Morgany.
-Ymmm...Mamo!- powiedziała z pełnymi ustami nastolatka. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Słucham Cię, córeczko. - odpowiedziała, kiedy zdołała opanować śmiech.
-Czy mogą zostać u nas na noc? Przecież nie pojadą do domu w nocy, szczególnie, że Dante trochę wypił.
-Oczywiście. Ja idę już spać, więc życzę Wam dobrej nocy.
-Dobranoc! -krzyknęli chórem.
Po zjedzeniu każdy się wykąpał i poszli do pokoju. Rozłożyli na podłodze wszystkie koce, kołdry, materace i poduszki jakie były dostępne w domu i ułożyli się do spania. Każdy padał z nóg, ale Morganie wcale nie chciało się spać.
-Ej! Nie śpijcie! - powiedziała półgłosem.
-Ale nam się chce spać! -oburzył się Fabian.
-Zaraz Was rozbudzę. -wstała i wybiegła po cichu z pokoju. Wróciła po kilku minutach z butelką szampana w ręku.
-Kieliszków nie udało mi się zdobyć, więc musicie pić z butelki.
Usiadła na swoje miejsce. Każdy po kolei brał kilka łyków. Kiedy butelka była pusta zagrali w pytania i wyzwania. Bawili się przez kilka godzin. W końcu każdy był już zmęczony.
-Ostatnie wyzwanie. - orzekł Fabian, który teraz kręcił. Wypadło na Morganę.
-Pocałuj Dante'go. - podał jej wyzwanie.
Zastanowiła się zanim to zrobiła. Pomyślała, że kiedyś już ją pocałował, więc będzie to normalne. Wytłumaczy, że był to tylko przyjacielski pocałunek. Uświadomiła sobie, jak głupio to brzmi, ale podjęła się wyzwania. Pocałowała go. Wszyscy zaczęli bić brawo, ale po chwili przestali, by nie robić hałasu.
Ułożyli się do spania. Nie było zbyt wygodnie, ale dla nich było to już obojętne. Chcieli jak najszybciej iść spać. Każdy już zasnął, oprócz Dante'go. Delikatnie przysunął się do Morgany i objął ją. Ona przez sen odwróciła się w jego stronę i przytuliła się. Oboje zasnęli.

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 29

Morgana wstała po południu i miała całą zapłakaną twarz. Pół nocy nie spała i myślała o swoim byłym chłopaku. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że więcej go nie zobaczy i rozpłakała się na nowo. Przyszła do niej mama z herbatą. Usiadła przy niej i przytuliła.
- Przykro mi, kochanie. - powiedziała.
Morgana nic jej nie odpowiedziała. Cierpiała właśnie przez niego. Nie mogła uwierzyć, że tak się stoczył. Narkotyki? Dlaczego dał się namówić? Chyba nie pomyślał o niej.
Nie miała już na nic ochoty. Caroline wyszła do pracy, a ona znowu położyła się spać. Była załamana. Nie chciała jeść, pić ani z nikim rozmawiać. Znajomi próbowali się do niej dobić na Facebooku, ale na marne. Wolała pozostać sama. Kiedy słyszała dzwonek do drzwi udawała, że śpi albo nie ma jej w domu. Wiedziała, że nikt jej nie zrozumie. Każdy powiedziałby tylko ,,Nie przejmuj się.'', ,,Znajdziesz sobie innego, jest wielu chłopaków na świecie” albo ,,Nie był Ciebie warty, skoro odszedł.” A ona nie potrzebowała tego. Wolałaby, żeby ktoś przyszedł i ją przytulił, nic nie mówiąc, o nic nie pytając. A najlepiej, żeby wszyscy dali jej święty spokój.
Minęło kilka dni, a ona nadal siedziała zamknięta w pokoju. Mało jadła, prawie wcale. Czasami miała dziwne napady. Krzyczała najgłośniej jak potrafiła i waliła z całej siły w drzwi. Często płakała. Nie chciała rozmawiać nawet z matką. Ciągle myślała tylko o nim i wspaniałych chwilach, które z nim przeżyła. Nie wspominała tych złych chwil, bo pragnęła zapamiętać go jak najlepiej.
Nie radziła sobie sama ze sobą. Miała dosyć życia, nie miała chęci żyć. Pierwszy raz od osiemnastu lat pomyślała, że chce umrzeć. Bez niego jej życie nie miało sensu.
Wielokrotnie próbowała się z nim skontaktować. Dzwoniła kilkadziesiąt razy dziennie, ale nigdy nie odebrał. Nie miała do niego o to żalu. Wiedziała, że on też chciałby z nią zostać, ale wybrał to, co było najodpowiedniejsze. Uważała, że dobrze zrobił. Jednak chciała jeszcze raz usłyszeć jego głos i powiedzieć mu jak bardzo za nim tęskni , że nie daje sobie bez niego rady. Nie miała takiej możliwości. Pewnie pozna tam nowe osoby, może znajdzie inną dziewczynę, a o niej zapomni. Nie. Na pewno nie. Obiecał, że będzie o niej pamiętać. Wierzyła w to, co mówił.
Zaczął się sierpień. Wielu znajomych przychodziło, żeby wyciągnąć ją z domu nad jezioro albo na jakąś zabawę, ale ona nie chciała. Całymi dniami słuchała muzyki i oglądała ich wspólne zdjęcia. Caroline nie mogła już tego wytrzymać i w końcu wezwała panią psycholog.
- Morgana, kochanie. Otwórz drzwi. Pani Marzena chciałaby z Tobą porozmawiać.
- Dajcie mi spokój. Nie chcę z nikim gadać.
Zawsze tak było, ale pewnego dnia coś się odmieniło. Morgana miała już dosyć użalania się nad sobą i postanowiła zgodzić się porozmawiać z psychologiem.
- Dzień dobry, Morgana. Nazywam się Marzena i jestem psychologiem. Opowiedz mi o swoim problemie i wspólnie postaramy się jakoś go rozwiązać. - powiedziała.
Dziewczyna od razu zauważyła, że ta pani jest inna od wszystkich i miała w sobie coś, co sprawiało, że wydawała się godna zaufania. Nie przypisała jej od razu jakichś tabletek, ale chciała z nią porozmawiać, jak z przyjaciółką.
- Kiedyś byłam bardziej zamknięta w sobie. Nie lubiłam towarzystwa ludzi. Nigdy przedtem nie miałam chłopaka. Uważałam, że się do tego nie nadaję. Kiedy przeprowadziłam się do nowego domu i poszłam do nowej szkoły zwrócił na mnie uwagę. Codziennie starał się ze mną choć chwilę porozmawiać, ale ja nie chciałam, bo otoczony był gronem ludzi i myślałam, że jest chłopakiem, który podrywa każdą. Któregoś dnia spotkałam go samego. Dowiedziałam się, że zmarł mu tata. Od tamtej pory zaczęłam się z nim zadawać. Coraz bardziej go lubiłam aż w końcu się zakochałam i zostaliśmy parą. Przeżyliśmy dużo wspaniałych chwil. Kochałam go nad życie, a on mnie. Dał mi do odczucia, że jestem dla niego najważniejsza. Pewnego dnia zaczął się dziwnie zachowywać. Znikał z domu, nie pojawiał się w szkole, nie kontaktował się ze mną. Niedawno wszystko mi wytłumaczył. Uzależnił się od narkotyków, ale zrozumiał, że może mnie przez to stracić i poszedł na odwyk. Powiedział wszystko mamie, a ona wysłała go na wieś do dziadków, już na stałe. Nigdy więcej go nie zobaczę. To był mój pierwszy chłopak. Z tęsknoty za nim wpadłam chyba w jakąś depresję, ale teraz mam już dosyć siedzenia w domu i użalania się nad życiem. Chcę odzyskać radość z życia, ale sama nie dam rady. Pomoże mi w tym pani? - zapytała na koniec. Zauważyła, że w oczach kobiety pojawiły się łzy.
- Piękna historia z okrutnym zakończeniem. Oczywiście, że Ci pomogę, słońce.- odpowiedziała.
Pani Marzena codziennie przychodziła do Morgany i rozmawiała z nią. Terapia dawała pozytywne skutki. Dziewczyna zaczęła wychodzić z pokoju, mniej płakała i więcej jadła. Na rozmowę z ludźmi i wyjście z domu miała jeszcze za mało odwagi. Bała się, że jak wyjdzie to przypomni sobie wszystko od początku i rozpłacze się przy ludziach, a nie chciała tego.
W końcu odzyskała radość z życia. Związek z Moon'em zaczęła traktować jako wspaniałą przygodę . Dziękowała, że miała szansę poznać takiego człowieka, który nauczył ją kochać.
Pewnego dnia zgodziła się wyjść z domu na spotkanie z Black Roses. Teresa zerwała przyjaźń z Morganą i postanowiła odejść z grupy. Osiemnastolatka ogłosiła, że Moon także ich opuszcza. Zostało ich więc tylko pięcioro.
Nastolatka zastanawiała się, jak mogła przyjaźnić się z taką osobą, jak Teresa? Przecież miała odmienny charakter. Uznała, że to w sumie dobrze, że tak się to skończyło, bo nie chciała przyjaciółki, która ją tak ogranicza. Teresa nie miała do zaoferowania nic, oprócz wyglądu. Nie była ani mądra ani super bystra.
Pewnego dnia pod jej dom przyjechali koledzy z klasy, którzy chcieli zabrać ją na plażę. Zgodziła się. Nałożyła strój kąpielowy i wyszła z domu. Na plaży wspaniale się bawiła. Skakali do wody, nurkowali i grali w piłkę. Potem zrobili ognisko. Kim przyniosła z domu kiełbaski, a Adam przyniósł gitarę. Grali i śpiewali aż do późnej nocy. Umówili się, że wkrótce spotkają się razem z Black Roses i znowu zorganizują ognisko. Morgana wróciła do domu trochę podpita, bo wypili całkiem sporo alkoholu. Szybko się wykąpała i poszła spać.
Wkrótce pani Marzena nie była już potrzebna. Dziewczyna zaczęła radzić sobie z odejściem Moon'a, ale cały czas o nim pamiętała. Każdego wieczoru, kiedy leżała w łóżku brała z szafki nocnej ich wspólne zdjęcie, patrzyła na naszyjnik w kształcie księżyca, który od niego dostała i bransoletkę ze znakiem wieczności. Całowała wszystko po kolei i mówiła:
- Na zawsze.

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 28

Morgana wyszła z internetu i wróciła do mamy, aby pomóc jej pozmywać. Zastanawiała się, co miał jej do powiedzenia Moon. Miała nadzieję, że tym razem nie zabraknie mu odwagi i wszystko jej wyjaśni. Dziewczyna miała już tego dosyć. W ostatnim czasie bardzo się od siebie oddalili. Nawet nie pamiętała kiedy ostatni raz go przytuliła. Nie wiedziała jak mogło się to stać i kiedy się to zaczęło? Dlaczego Moon nie chciał jej powiedzieć prawdy? Nie ufał jej? Nie kochał? Miała setki myśli w głowie. Ruszała się jak marionetka sterowana przez kogoś, była nieprzytomna. Nie wyszło jej to na dobre, bo upuściła talerz i rozbiła go.
- Morgana! Co Ty robisz? - krzyknęła Caroline.
- Och. - oprzytomniała. - Przepraszam. - schyliła się, aby pozbierać szczątki naczynia. Wróciła do poprzedniej czynności. Gdy skończyła, chciała iść do pokoju, ale usłyszała głos matki za plecami mówiący:
- Kochanie, coś nie tak?
- Wszystko w porządku, mamo. Zamyśliłam się.
- Porozmawiajmy.
Obie usiadły przy stole. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiły. Morgana zdrapywała resztki lakieru z paznokci, a Caroline wpatrywała się w nią. W końcu przerwała ciszę.
- O czym myślałaś?
- Mamo, muszę spowiadać Ci się o czym myślę? Naprawdę? - oburzyła się.
- Nie. Nie musisz, ale widzę, że coś Cię gnębi. Powiedz mi o tym. Jeśli się wygadasz, będzie Ci lżej. - uśmiechnęła się. Dziewczyna wahała się, ale postanowiła o wszystkim opowiedzieć.
- Napisał do mnie Moon. Chce się ze mną spotkać. Zgodziłam się, ale teraz cały czas zastanawiam się, co ma mi do powiedzenia. Mam nadzieję, że wyjaśni mi, co się z nim działo. I dlaczego tak nagle się odezwał? Nie wiem, co mam myśleć. - zmartwiła się.
- Spotkaj się z nim i za wszelką cenę wydobądź z niego wszystkie szczegóły. Nawet jeśli będzie to okrutna prawda, ale prawda. Będziesz wiedziała na czym stoisz. Reszta sama się potoczy. Nie podejmuj decyzji pochopnie. Wszystko dobrze przemyśl. Pamiętaj, że każdy musi ponieść konsekwencje swoich czynów. - pogładziła ją po głowie.
- Masz rację, mamo. Dziękuję.
- Jesteś mądrą dziewczyną. Wierzę, że nie zrobisz nic głupiego.
Morgana wstała i poszła do pokoju. Położyła się na łóżku. Starała się zasnąć, ale jakoś nie mogła. Wzięła szybki prysznic, przebrała się w piżamę. Wróciła do łóżka i zaczęła czytać książkę. W końcu udało jej się zasnąć.
Następnego dnia wstała i od razu pobiegła po telefon mamy. Niestety, nie było jej już w domu. Morgana musiała pilnie skontaktować się ze swoim chłopakiem, ale nie miała jak. Nie mogła już wytrzymać. Chciała jak najszybciej wszystkiego się dowiedzieć i mieć to już za sobą. Wpadła z powrotem do swojego pokoju jak huragan i wzięła pierwsze lepsze ubrania z szafy. Włosów nie czesała, związała je w koka. Wyszła z domu i pobiegła do najbliższej budki telefonicznej. Wybrała numer. Pomyliła się, więc dodzwoniła się do jakiejś kobiety. Przeprosiła za pomyłkę i tym razem wybrała poprawny numer. Usłyszała pierwszy sygnał.
- Proszę odbierz. Proszę odbierz.- powtarzała sobie w myślach.
W końcu usłyszała głos chłopaka.
- Moon? Kiedy możemy się spotkać? Dzisiaj? O której? - zalała go lawiną pytań.
- Morgana? Ach, tak. Dzisiaj wieczorem. W kawiarni, tej co zawsze. Około 20. Tylko wtedy mogę. Pasuje Ci? - zapytał.
- Oczywiście. To do zobaczenia. Proszę, nie zawiedź mnie. - rozłączyła się. Wróciła do domu, gdyż zaczął padać deszcz.
Ojej, jest dopiero 13.46. Jak ona wytrzyma do 20.00? Musiała zająć swoje myśli czymś innym i znaleźć jakieś zajęcie, dzięki któremu ten czas szybko zleci. Przeczytała kilka stron książki. Spojrzała na zegarek. 13. 53. Za wolno. Usiadła przed komputer i włączyła grę. Wciągnęła się. Kiedy zaczęły boleć ją plecy wyłączyła i znowu sprawdziła godzinę.
- Co? - powiedziała cicho sama do siebie. Była 16.00.
- Jeszcze tylko 4 godziny.- pomyślała.
Postanowiła zdrzemnąć się, aby mieć siłę przyjąć prawdę. O dziwo, zasnęła szybko. Kiedy się obudziła, zobaczyła, że została tylko godzina. Wstała i wybrała odpowiednie ubrania. Przecież nie pójdzie w starych, rozciągniętych ciuchach do kawiarenki. Postanowiła założyć rurki i do tego miękki sweterek. Dokładnie poczesała włosy, ułożyła je tak, aby pięknie leżały na jej ramionach. Umyła zęby i zeszła na dół. Zostało pół godziny, więc wyszła z domu i spacerkiem dotarła w umówione miejsce. Moon'a jeszcze nie było. Zajęła stolik w kącie i zamówiła kawę. Chłopak pojawił się punktualnie o 20.00. Kiedy zauważył nastolatkę od razu do niej podszedł i usiadł. Także zamówił kawę.
- Hej.- powiedział nieco zdenerwowany.
- Cześć. Co u Ciebie? - odpowiedziała. Rozmowa była sztywna, jakby było to ich pierwsze spotkanie.
- Nie najlepiej, ale lepiej mów co u Ciebie.
- Po staremu. - zamieszała swój napój.
- Na początku chciałbym Cię bardzo przeprosić. Tym razem szczerze. Teraz wszystko się zmieni. Naprawdę Cię kocham i nigdy nie przestałem. Wiem, że zawaliłem na całej linii. Jesteś miłością mojego życia i nigdy o Tobie nie zapomnę. - zasmucił się. W jego oczach pojawiły się łzy.
- Co masz na myśli? O czym Ty mówisz? - zmartwiła się.
- Mam coś dla Ciebie. - wyjął z kieszeni małe pudełko i podał je dziewczynie. Otworzyła i zobaczyła naszyjnik z wisiorkiem w kształcie księżyca. Chłopak wyjął go i nałożył Morganie.
- Księżyc, żebyś zawsze o mnie pamiętała.
- Dziękuję. Musisz mi wszystko wyjaśnić.
- Oczywiście, ale nie tutaj. Za dużo ludzi. Wypij kawę i przejdziemy w inne miejsce.- powiedział.
W tym czasie rozmawiali o życiu dziewczyny, o rozwodzie rodziców, o Davidzie. Wspominali czasy, w których wszystko się układało. Kiedy skończyli pić, zapłacili i wyszli. Poszli nad jezioro, czyli tam, gdzie rozmawiali pierwszy raz. Usiedli naprzeciwko sobie i Moon od razu zaczął.
- Jest mi naprawdę przykro, że muszę Ci to mówić, ale musisz to wiedzieć. Kilka miesięcy przed tym, jak zacząłem się tak zachowywać spotkałem pewnego chłopaka. Był miły, sympatyczny i zawsze wesoły. Zaprzyjaźniłem się z nim. Pewnego dnia zabrał mnie do jakiegoś starego domu. Wtedy wyjaśniło się czemu taki był. Zobaczyłem tam grupkę ludzi, którzy palili marihuanę. Jim, bo tak miał na imię, namówił mnie do spróbowania. Pomyślałem, że nie zaszkodzi mi to, więc się zgodziłem. Spodobało mi się i wkrótce uzależniłem się. Wtedy Jim pokazał mi coś nowego. Heroinę. Nie byłem co do tego przekonany i na początku nie chciałem, ale uległem i to był błąd. Razem z Jimem chodziliśmy do pracy i zarabialiśmy na działki. Kiedy byliśmy naćpani nie mieliśmy sił i nie myśleliśmy logicznie. Zaczęliśmy kraść, żeby kupować towar. Za każdym razem udawało się nam uciec od policji. Pewnego ranka znalazłem Jima martwego. Przedawkował. Jego znajomi zrobili pogrzeb, a ja nawet na niego nie poszedłem, bo okradałem wtedy sklep. Jaki ja jestem okrutny... - z jego oczu poleciały łzy. - Po jego śmierci załamałem się. Jeszcze bardziej się w to wciągnąłem i uzależniłem się. Czułem, że umieram, kiedy nie wziąłem czegoś w odpowiednim czasie.
- Stąd ten telefon, ale kim był mężczyzna, który potem do mnie dzwonił? - przerwała mu.
- To mój diler. Wkrótce nie miałem sił sam okradać i nie wiedziałem, skąd wziąć towar. Wtedy mnie znalazł na ulicy. Cierpiałem z głodu narkotykowego. Zabrał mnie ze sobą i dał, czego potrzebowałem. Potem zgodziłem się na jego umowę. Miałem namawiać dziewczyny do prostytucji, a w zamian on za darmo dawał mi herę. Za każdą dziewczynę dostawałem kilka działek. Pewnego dnia, kiedy wziąłem trochę za dużo, myślałem, że to już koniec. Jednak przeżyłem i zrozumiałem, że przez to świństwo mogę stracić Ciebie. Postanowiłem, że nigdy więcej nic nie wezmę i poddałem się odwykowi. Teraz jestem czysty. Nie wstrzykiwałem sobie nic od tygodnia i czuję się lepiej. Nie powiedziałem Ci tego, bo nie chciałem Cię stracić. Teraz oddam się w ręce policji i niech robią co chcą. - płakał.
- Jak mogłeś się tak stoczyć? - rozpłakała się.
- Zmieniłem się dla Ciebie. Wybacz mi, proszę. - błagał.
Po zastanowieniu się postanowiła mu wybaczyć.
- Dobrze, ale co miałeś na myśli mówiąc, że nigdy o mnie nie zapomnisz?
- Przyznałem się do wszystkiego mamie. Uwierzyła mi, że nic już nie biorę, ale wiedziała, że wystarczy tylko odrobina jakiegoś narkotyku i znowu wpadnę w ten nałóg. Postanowiła, że od tej pory będę mieszkać u dziadków na wsi. Z daleka od tego wszystkiego. Pomyślałem, że tak będzie najlepiej i zgodziłem się. Za trzy dni wyjeżdżam na drugi koniec kraju. Myślę, że nasz związek nie ma już sensu, ale pamiętaj, że nigdy nie przestanę Cię kochać. - przytulił ją.
- Też tak myślę. Nigdy o Tobie nie zapomnę. - rozpłakała się.
Siedzieli w ciszy. Potem Morgana nagle powiedziała:
- Za cztery dni Twoje urodziny. Nie zdążę Ci dać prezentu.
- Nie musisz. Ty jesteś najwspanialszym prezentem jaki mogłem dostać od życia. Dziękuję Ci za każdą chwilę, którą ze mną spędziłaś. To były najpiękniejsze dni w moim życiu. Przepraszam za wszystkie błędy. Kocham Cię. - miał całe mokre policzki. Morgana pierwszy raz widziała jak płacze.
- Ja Ciebie też kocham.
- Daj mi swój telefon. - powiedział stanowczo. Bez namysłu wykonała jego polecenie. Wybrał czyjś numer i zadzwonił. Przysłuchiwała się rozmowie.
- Halo, Dante? To ja, Moon. - powiedział.
- Siema. Co chcesz? - usłyszał w odpowiedzi.
- Mam do Ciebie wielką prośbę. Zawaliłem na całej linii i w dodatku muszę wyjechać. Oddaję Morganę pod Twoją opiekę. Jest Twoja. Dbaj o nią jak o skarb, bo nim jest. Pamiętaj, że jeśli ją skrzywdzisz, tak jak ja to zrobiłem, to kiedyś Cię spotkam i własnoręcznie uduszę. - zaśmiał się. - Wiem, że nigdy za sobą nie przepadaliśmy, ale zrób to dla mnie, a jeśli nie dla mnie to dla niej, i opiekuj się nią najlepiej, jak tylko potrafisz. Traktuj jak księżniczkę, bo zasługuje na to w 100%. - starał się mówić powoli i spokojnie, z pełną powagą.
- Jasne, stary. Obiecuję Ci to. Powodzenia w dalszym życiu.- odpowiedział, jak do najlepszego kumpla. Moon rozłączył się.
Posiedzieli jeszcze chwilę i powspominali. Wkrótce postanowili wracać.
- A więc widzimy się ostatni raz? - zapytała Morgana.
- Tak, niestety. Nasz kontakt bez wątpienia się urwie, ale pamiętaj o mnie.
- Ty o mnie też.
- Nie mógłbym inaczej.
Wrócili do swoich domów. Dziewczyna opowiedziała Caroline tylko o wyjeździe Moon'a. Resztę zachowała dla siebie. Wykąpała się, przebrała i wskoczyła do łóżka. Zalała się łzami.


Piszcie, co sądzicie.
Cieszycie się, że Moon odchodzi, czy wręcz przeciwnie? 

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 27

Z samego rana Morgana przypomniała sobie, że za kilka dni odbędzie się sprawa rozwodowa jej rodziców. Trochę się tym zmartwiła. Wspominała dawne czasy, kiedy była ukochaną córeczką tatusia. Kochała go nad życie, a teraz nim gardzi. Stoczył się na samo dno. Pobił swoją żonę i dziecko, zrobił z domu melinę i zaczął pić, a oprócz tego miał wiele kochanek. Firma pewnie już dawno zbankrutowała. Pewnie siedział na bezrobociu i klepał biedę.
Dziewczyna zeszła na dół porozmawiać z Caroline.
- Cześć, mamo. Właśnie sobie przypomniałam, że niedługo sprawa w sądzie.
Kobieta odwróciła się. Była zapłakana.
- Ej, co się stało?- zapytała przerażona Morgana.
- Też sobie to przypomniałam. Zaczęłam wspominać i... Wyszło jak wyszło. Chyba za nim tęsknię. Może nie powinnam się z nim rozwodzić i wybaczyć mu? Był przecież dobrym mężem i ojcem przez kilkanaście lat. A może on właśnie teraz potrzebuje pomocy? Dzwonił do mnie, ale nie zdążyłam odebrać. Na pewno chce przeprosić, na pewno się zmienił...- z jej oka poleciała łza.
- Zwariowałaś? - od razu naskoczyła na nią córka.- On Cię pobił! Upadł na dno i już z niego nie wstanie. Wybrał inną drogę. Musisz się od niego odizolować jak najszybciej. To małżeństwo było Twoim największym błędem!
- Gdybym za niego nie wyszła, nie byłoby Ciebie na tym świecie...
Morgana zamyśliła się. To rzeczywiście prawda. Bez słowa wyszła do salonu i wyobrażała sobie, jak to by było, gdyby nie było jej na świecie, a Caroline wyszłaby za kogoś innego. Doszła do wniosku, że nie robiłoby jej to różnicy, ponieważ przecież by nie istniała. Ale... Mimo ciągłych problemów lubiła swoje życie. Miała je tylko jedno i musiała je wykorzystać tak, żeby potem nie żałować, że czegoś nie zrobiła.
Tego wieczoru Morgana słyszała jak mama rozmawiała z kimś przez telefon. Najprawdopodobniej z David'em. Nastolatka miała tylko nadzieję, że nie da się mu.
Kilka dni potem nadszedł dzień rozwodu. Caroline od rana chodziła spięta i walczyła z myślami. Ciągle zastanawiała się czy wybaczyć mu i odwołać rozwód, czy jednak go zostawić? Dla Morgany wybór wydawał się oczywisty, ale rozumiała matkę. Wiedziała, że nie jest jej łatwo rozstawać się z osobą, z którą przeżyła tyle lat.
Pojechały do sądu. Przed salą nie było jeszcze nikogo. Matka osiemnastolatki wyszła na chwilę do łazienki. W tym czasie Morgana wzięła z jej torebki telefon i wybrała numer James'a.
- Halo, pan James? To ja, Morgana. - mówiła prawie szeptem.
- Dzień dobry. O co chodzi? Dlaczego tak cicho mówisz?
- Jesteśmy w sądzie. Wie pan... Rozwód. Mam do pana wielką prośbę. Mógłby pan tu przyjechać? To bardzo ważne. Mama się denerwuję, a pan mógłby ją wesprzeć. Rozprawa zaczyna się za pół godziny. Bardzo proszę. - mówiła błagającym głosem.
- Dobrze, zaraz będę. - rozłączył się. Dziewczyna szybko odłożyła komórkę z powrotem. W tej chwili na korytarzu pojawił się on. David. Kiedy zobaczył nastolatkę podszedł do niej i uśmiechnął serdecznie. Miał brodę, tłuste włosy i w dodatku żółte zęby. Ubrany był w poplamiony, pogięty garnitur. Czuć było od niego silną woń alkoholu i chyba dawno nie brał prysznicu. Wyglądał jak bezdomny pijak, a przecież miał do dyspozycji wspaniały dom.
- Witaj, córeczko. - chciał ją przytulić, ale ona mocno go odepchnęła aż prawie upadł.
- Nie jestem Twoją córką. Nie przyznaję się do Ciebie. Co Ty ze sobą zrobiłeś? Wyglądasz jak bezdomny i śmierdzisz. Stoczyłeś się na samo dno i zdaje się, że już się z niego nie podniesiesz. - powiedziała z pogardą.
- To Wasze odejście tak na mnie działa. Załamałem się po tym. Proszę, wróćcie do mnie! -zaczął się zbliżać, ale dziewczyna srogo na niego spojrzała i się zatrzymał.- Firma zbankrutowała. Nie mam pracy. Niedługo wywalą mnie na zbity pysk z domu, bo nie stać mnie na opłacanie rachunków. Pomóżcie mi!- zataczał się. Chyba niedawno coś wypił w większych ilościach. Obrzydzało to Morganę.
- Trzeba się było brać za robotę, a nie zapraszać kolegów i kochanki do domu. Nie wciskaj mi ściemy, że nasze odejście Cię tak zmieniło. Brzydzę się Tobą!
W tej chwili wróciła Caroline. Od razu jak zobaczyła męża wyszeptała:
- O Boże.
Nie mogła uwierzyć w to, co widziała. Była załamana jego stanem.  Wkrótce przyjechał James. Kobieta była zaskoczona, ale też szczęśliwa.
W końcu zaczęła się rozprawa. Morgana czekała na swoją kolej na korytarzu. Wreszcie ją wezwano.
- Świadek Morgana Wrong proszona na salę.
Wzięła kilka głębokich oddechów i ruszyła. Weszła na salę, ustała przy barierce i spojrzała na smutną mamę. Łamało jej się serce. 
- Proszę się przedstawić, powiedzieć ile ma pani lat i gdzie pani mieszka oraz czym się pani zajmuje. - zabrzmiał głos sędzi.
- Dzień dobry. Nazywam się Morgana Wrong. Mam osiemnaście lat, mieszkam w Greenwhit i obecnie się uczę.
- Jako, że to pani rodzice może pani odmówić składania zeznań. - pouczyła.
- Chcę zeznawać. - spojrzała na ojca z wściekłością.
- A więc proszę opowiedzieć o relacjach rodziców i sytuacji domowej.
- Dobrze. Kilka lat temu wszystko było w najlepszym porządku. Rodzice żyli w zgodzie ze sobą i ze mną. Razem prowadzili dużą firmę. Byliśmy świetną, kochającą się rodziną. Aż do śmierci babci. Wtedy wszystko się zmieniło. Mama wpadła w depresję, a... on musiał pracować za dwóch. Miał tego dość, więc zaczął znęcać się nad nami. Pobił mamę i mnie. Tak, że wylądowałam w szpitalu ze złamanych żebrem. - przerwała na chwilę i spojrzała David'owi głęboko w oczy, jakby chciała mu uwiadomić, że wszystko doskonale pamięta. - Uciekłyśmy z domu i na pewien czas zamieszkałyśmy u mojego chłopaka, Moon'a. W tym czasie ojciec zrobił z domu melinę. Spraszał tam kolegów i kochanki. Firma zbankrutowała, on pozostał bez pracy. Zaczął pić. Aktualnie nie stać go na spłatę rachunków i niedługo zostanie bez domu. Ja z mamą wynajęłyśmy mieszkanie i nie utrzymywałyśmy z nim kontaktu. Chce do nas wrócić, ale nie ma takiej szansy.
Po skończeniu przesłuchania Morgana usiadła na ławce i do końca sprawy się nie odzywała. W końcu wszystko się skończyło. Sąd orzekł rozwód z winy ojca. Na koniec sędzia powiedział, że najwięcej zdziałały zeznania córki. Wychodząc z sali coś jeszcze mamrotał pod nosem, najwyraźniej niezadowolony z takiego zakończenia.
Morgana, Caroline i James wrócili do domu i wspólnie zjedli kolację z tej okazji. Kiedy dziewczyna weszła do pokoju zobaczyła, że dostała wiadomość na Facebooku. Od Moon'a.
,,Proszę, zadzwoń do mnie. Muszę Ci wszystko wytłumaczyć."
Jako, że był aktywny odpisała, że rozbiła telefon i nie ma jak. Napisał:
,,Zadzwoń od mamy. Od kogokolwiek. To bardzo ważne. Błagam!"
Postanowiła zaryzykować. Pożyczyła komórkę od Caroline i wpisała numer chłopaka, który znała już na pamięć. Kiedy odebrał zapytała:
- Co chciałeś? Mów szybko, bo nie mam zbyt wiele czasu.
- Muszę się z Tobą spotkać. To pilne. Proszę, daj mi szansę. Wiem, ze Cię zawiodłem. Przepraszam, ale ja muszę Ci to wszystko wytłumaczyć. To nie jest rozmowa na telefon. Spotkaj się ze mną niedługo. - mówił szybko.
- Dobrze. - zgodziła się, bo w głębi duszy za nim tęskniła.

Jak Wam się podoba? Piszcie :) 

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 26

Morgana spała spokojnie, gdy nagle naskoczyła na nią Teresa, krzycząc:
- Wstawaj! Wstawaj!
Zaspana osiemnastolatka otworzyła powoli oczy. Była wyraźnie niezadowolona z takiej pobudki.
- Jak tak dalej pójdzie to jutro wyjeżdżam. - zaśmiała się w końcu. Powoli podniosła się i zrzuciła na podłogę swoją przyjaciółkę. Obie wstały i poszły do kuchni na śniadanie. Wsypały do miseczek płatki i zalały mlekiem. Jadły, rozmawiając o planach na dzisiaj.
- Dzisiaj nie możemy się tak odstawić. Tylko dres, albo coś wygodnego. Dante pewnie będzie chciał pograć w koszykówkę. - powiedziała Teresa.
Morgana nie skomentowała tego i jadła dalej. W głębi duszy zmartwiła się, bo nie umiała grać w kosza i nie chciała zrobić z siebie pośmiewiska. Jej myśli przerwała Teresa wylewając całe mleko na kafelki.
- Ups. - skrzywiła się.
- Oj, Ty niezdaro. - pomyślała Morgana, ale nie powiedziała tego na głos, ponieważ nie chciała, by przyjaciółka się na nią obraziła.
Natura Teresy była bardzo prosta. Uwielbiała się przebierać, chodzić na zakupy, flirtować z chłopakami. Nie myślała poważnie o przyszłości, niezbyt dobrze się uczyła i wszystko olewała. Najwidoczniej była szczęśliwa. Nie martwiła się o nic, oprócz tego, że złamał jej się paznokieć. Morgana wiedziała, że nie jest to dobra ścieżka w życiu, ale postanowiła nie prawić morałów Teresie, bo wiedziała, że ta od razu się obrazi. Nigdy nie potrafiła przyjąć krytyki. Rodzice ją tak wychowali. Zawsze ją wychwalali i wpierali, że jest lepsza od innych. Tak zostało do dziś. Myślała, ze może wszystko, bo rodzice jej na to pozwalali.
Teresa szybko wstała i wytarła podłogę. Morgana nawet nie ruszyła się z miejsca. Nie chodzi o to, że jest leniwa albo nie lubi pomagać. Ona po prostu uważała, że każdy sprząta po sobie i ponosi konsekwencje swoich czynów.
Około dwóch godzin później dziewczyny wyszły z domu. Obie ubrane były w dresy i luźne koszulki. Przez całą drogę dyskutowały o sporcie. Teresa chwaliła się, że coraz lepiej idzie jej gra w koszykówkę i że w siatkówkę jest mistrzynią. Typowa Teres.
Kiedy weszły na boisko akurat Dante rzucał piłkę do kosza. Trafił idealnie. Morgana stała zachwycając się jego mięśniami, a jej przyjaciółka od razu postanowiła przeszkodzić chłopakowi.
- Cześć. - podeszła i klepnęła go w plecy. Chyba chciała być ,,fajna'' i udawać wyluzowaną kumpelę.
- Yyy...Cześć. - zdziwił się.- Co się stało? Nigdy się tak nie zachowywałaś.
- Nic. - zaczerwieniła się i spuściła głowę. Wtedy Dante zauważył Morganę, podbiegł do niej i uściskał.
- Nawet w dresach wyglądasz pięknie. - wyszeptał jej na ucho. Zaśmiała się. Usiedli na murku, a osiemnastolatek zaczął wypytywać o Moon'a. Dziewczyna nie chciała nic mówić na ten temat, nie chciała sobie o tym przypominać, ale Teresa jak zwykle wszystko wygadała. Dante postanowił nie komentować tego, ale zaproponował grę. Wstał, chwycił piłkę i rzucił ją w kierunku dziewcząt. Teres od raz się na nią rzuciła i podjęła próbę wrzucenia jej do kosza. Niestety nie udało jej się.
- Morgana, chodź. - zachęcał chłopak.
- Jaa... Nigdy nie grałam, nie potrafię.- zawstydziła się.
- To nic. Nauczę Cię. - podszedł i chwycił jej dłoń, po czym zmusił do wstania. Przechwycił piłkę i zaprezentował Morganie rzut. Pomimo wielu prób dziewczynie wciąż nie wychodziło. Chciała zrezygnować, ale on jej na to nie pozwolił. Ustawił ją w odpowiednim miejscu, podał piłkę, ustał za nią i złapał jej ręce, aby pokazać jak powinna rzucać. Teraz jej się udało. Uszczęśliwiona odwróciła się w kierunku chłopaka i pod wpływem emocji dała mu buziaka w usta. Kiedy zdała sobie sprawę, co zrobiła przyjęła poprzednią pozycję i powiedziała:
- Może teraz spróbuję sama.
Szło jej coraz lepiej i w końcu chłopak postanowił rozegrać z nią mini mecz. Wytłumaczył jej zasady i przystąpili do gry. Wygrał oczywiście Dante, ale z niewielką przewagą punktów. Zmęczeni rozeszli się do swoich domów. Przez całą drogę powrotną Teresa nie odzywała się, bo prawdopodobnie się obraziła, chociaż Morgana nie wiedziała, o co. Zjadły wspólnie obiad, ale siedziały w ciszy. Poszły do pokoju.
- Hej, Teresa. Czemu się nie odzywasz? - zapytała w końcu Morgana.
Po chwili milczenia otrzymała odpowiedź.
- Najwidoczniej mam powody.
- O co Ci chodzi? - zdziwiła się i zaczęła zastanawiać, czy zrobiła coś nie tak. Po chwili namysłu zapytała:
- Chodzi o Dante'go?
- Tak. - wyszeptała przyjaciółka.
- Podoba Ci się? - była zaskoczona. Nigdy nie podejrzewała, że może jej się podobać Dante.
- Może. - odpowiedziała, czyli oznaczało to, że tak.
- Przepraszam, nie wiedziałam. Mogłaś mi powiedzieć. - powiedziała z lekkim wyrzutem Morgana.
- Po co? Myślałam, że jak masz chłopaka to będziesz go pilnować, a nie latać za innymi.- oburzyła się.
- Latać za innymi?! Ja za nikim nie latam. Ten całus to przypadek. Dante jest tylko moim przyjacielem. Nie wiem, o co Ci chodzi. - zdenerwowała się.
- Pilnuj swojego chłoptasia, który ciągle coś odwala. Odczep się od Dante'go. Już sobie go zajęłam i zobaczysz, że niedługo będzie mój. Nie masz prawa się z nim kontaktować. Zabraniam Ci!- krzyknęła Teresa.
- Jesteś nienormalna! Bierz go sobie, ale nie możesz zabronić mi rozmawiania z nim! Nie jesteś moją matką, żeby mi mówić, co mam robić, a czego nie!- odpowiedziała.
- On jest mój!
Morgana nic więcej nie powiedziała tylko wzięła walizkę i zaczęła się pakować. Łamało jej się serce, kiedy kłóciła się z przyjaciółką. Nie zamierzała tu dłużej zostać, bo Teresa robiłaby jej ciągle wyrzuty. Postanowiła jeszcze dziś wrócić do domu. Gdy była już prawie spakowana usłyszała za plecami głos towarzyszki.
- Co Ty robisz? - mówiła jakby ze smutkiem, ale nadal była wkurzona.
- A nie widzisz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Spakowała wszystkie rzeczy i zeszła na dół. Przyjaciółka biegła za nią próbując ją powstrzymać, ale na marne.
- Cześć. Miłych wakacji. - powiedziała wychodząc i zatrzasnęła za sobą drzwi. Od razu poszła na przystanek. Kiedy dotarła zobaczyła na rozkładzie jazdy, że za 10 minut będzie autobus do jej miejscowości. Co za szczęście. Zadzwoniła do mamy.
- Cześć, mamo. Odbierzesz mnie z przystanku za jakąś godzinę, może wcześniej? -zapytała.
- Oczywiście, ale czemu już wracasz? - zdziwiła się.
- Potem Ci wyjaśnię, bo akurat przyjechał autobus. Pa. - rozłączyła się. Wsiadła, kupiła bilet i zajęła wolne miejsce. Gdzieś w połowie drogi zauważyła, że dzwoni do niej Moon. Rozłączyła się, bo nie miała ochoty z nim rozmawiać. Napisała jeszcze tylko do Dante'go.
*Musiałam już jechać. Jestem w drodze do domu.*
Chciała, by wiedział, że jutro jej nie zobaczy.
*Dlaczego?* Odpisał.
*Podziękuj Teresie. Myślę, że musisz z nią pogadać. Ona wygadała się o Moon'ie, więc ja też wygadam jej mały sekret. Bardzo się jej podobasz. Bardzo. Tak bardzo, że zabroniła mi kontaktować się z Tobą.* Rozśmieszyło ją to, co napisała i zaczęła się uśmiechać.
*Co? Ona nie jest w moim guście. Lubię w ogóle inny typ dziewczyn.*
*Jaki? Kto jest w Twoim typie?*
Musiała chwilę poczekać na odpowiedź.
*Ty. Tylko Ty.*
Nie odpisała mu. W końcu dotarła do celu i wysiadła z pojazdu. Wsiadła do samochodu i przywitała się z mamą. Wytłumaczyła jej, że pokłóciła się z Teresą i nie chciała u niej dłużej być. Caroline zrozumiała to i nic nie mówiąc wróciły do domu.
Tego wieczoru Moon próbował się skontaktować wiele razy. Dzwonił i wysyłał SMS'y z przeprosinami, ale Morgana nie odbierała i od razu usuwała wszystkie wiadomości. Czuła, że to chyba koniec tego związku, chociaż bardzo tego nie chciała.


Cześć. Co tam u Was?
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Pozdrawiam.

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 25

Morgana postanowiła sobie, że od tej pory nie będzie próbowała skontaktować się z Moon'em. Miała dość martwienia się o niego i dochodzenia, co się z nim dzieje.
Jednak Kim miała rację. Cierpiała przez swojego chłopaka, chociaż na początku zdawało się, że to niemożliwe. Jak się miało później okazać Morgana zostanie zraniona jeszcze bardziej.
Tego dnia dziewczyna wstała około południa. Nie miała na dzisiaj żadnych planów. Zwykle wakacje spędzała u babci, ale teraz jej nie było. Zastanawiała się, co ma robić. Wyjazd był raczej niemożliwy, bo Caroline pracowała przez całe wakacje, a Morgana nie chciała jechać sama. Postanowiła odłożyć na później te myśli i poszła zjeść śniadanie. Miała ochotę na coś słodkiego, więc zrobiła sobie naleśniki z Nutellą. Potem zaparzyła kawę i usiadła przed telewizorem paląc papierosa. Nadal nie pozbyła się tego nałogu.
Od rana była jakaś przygnębiona. Po części przez to, że zawiódł ją ukochany chłopak, ale także przez to, że nie miała żadnych planów na wakacje. Bała się, że zmarnuje te dwa piękne miesiące.
Siedziała oglądając filmy do późnego wieczoru. W końcu wróciła z pracy Caroline z dobrą wiadomością. Pan James zaprosił je do restauracji na kolację. Bardzo zależało mu, żeby poznać Morganę i nawiązać z nią dobre relacje. Dziewczyna od razu zgodziła się i poszła się przebrać. Pożyczyła od mamy sukienkę, bo chciała zrobić dobre wrażenie, a nie chciała ubierać się na czarno.
Godzinę później pod ich dom podjechało czarne BMW. Z pojazdu wysiadł wysoki mężczyzna z lekkim zarostem ubrany w garnitur. Morgana uznała go za przystojnego. Caroline wyszła go przywitać i zaproponowała, aby wszedł, ale on nalegał, aby jechać od razu. Tak też zrobili.
Matka osiemnastolatki przez całą drogę rozmawiała z mężczyzną. Można było zauważyć, że wyraźnie się jej podoba. I wzajemnie. James był kulturalny, miły i szarmancki. Podobało się to Morganie.
W końcu dojechali. Ich oczom ukazała się piękna restauracja. Wynajęcie stolika na pewno kosztowało fortunę. Weszli, a kelnerka wskazała im miejsce, po czym podała im karty menu. Wybrali danie dnia, czyli makaron ze szpinakiem i bazylią. Wszystkim bardzo smakowało. Na koniec James zamówił szampana. Wlał go do wysokiego kieliszka Caroline, a przy Morganie się zawahał.
- Jestem pełnoletnia. - powiedziała, chcąc poinformować go, że może pić alkohol. Mężczyzna przechylił butelkę i nalał trunku dziewczynie, a następnie sobie.
- Gdzież moje maniery? Nazywam się James, a Ty jesteś Morgana, prawda? - uśmiechnął się i podał jej rękę.
- T-tak. - wydusiła z siebie oczarowana jego zachowaniem.
- Caroline dużo o Tobie opowiadała. Powiem Ci, że rzeczywiście mówiła prawdę. Piękna, zgrabna...- w uśmiechu pokazał swoje idealnie równe zęby. Nastolatka myślała, że się roztopi. Taki facet to marzenie. Jej matka dobrze trafiła.
Siedzieli tak aż do północy, a potem James odwiózł je do domu. Dziewczyna i jej mama były tak zmęczone, że od razu poszły spać.
Następnego dnia Morganę obudził dzwonek telefonu. Dzwoniła Teresa.
- Cześć. - powiedziała zaspana.
- No hej. Chyba Cię obudziłam. -zaśmiała się.- Przepraszam, ale mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia.
- A co jeśli ją odrzucę? - zapytała bez entuzjazmu.
- Nie ma takiej opcji. Posłuchaj. Dagmara, Ellen i Fabian wyjechali na wakacje, a ja i Dante zostaliśmy sami. Może wpadniesz do nas z Moon'em na kilka dni? Moglibyście nocować u mnie. Musisz się zgodzić! - krzyknęła ucieszona.
- Ja bardzo chętnie, ale Moon... Raczej nie. Potem Ci opowiem. To kiedy mogę przyjechać? - dziewczyna aż podniosła się z łóżka.
- Nawet za dwa dni, jeśli Ci pasuje. Wcześniej nie da rady. - zamyśliła się.
- Spoko i tak nie mam żadnych planów. No to jesteśmy umówione i...- zawahała się. - Pozdrów Dante'go.
- Jasne! Pa! - rozłączyła się.
Kochana Teresa! Uratowała jej wakacje. Morgana od razu pobiegła do mamy.
- Mamo, za dwa dni jadę do Teresy. Nie masz nic przeciwko? - pocałowała ją w policzek.
- Oczywiście, że nie. Tylko na ile jedziesz? - zapytała Caroline.
- Na kilka dni. Jeszcze zobaczę. Na razie planuję coś około tygodnia.
Rozmawiały jeszcze przez chwilę o propozycji Teresy, a potem zeszły na temat Moon'a. Dziewczyna wyznała matce, że nie ma zamiaru się do niego odzywać, bo bardzo ją rozczarował.
***
Nadszedł dzień wyjazdu. Gotowa i spakowana Morgana poprosiła matkę, by podwiozłą ją na przystanek. Caroline zgodziła się i już kilka minut później dziewczyna wsiadała do autobusu. Napisała do Teresy SMS'a. 
*Jestem już w autobusie. Czekaj na mnie!* 
Chwilę potem dostała odpowiedź. 
*Już nie mogę się doczekać!* 
Nastolatka włożyła słuchawki od Fabiana do uszu i włączyła muzykę. Podróż minęła jej bardzo szybko. Kiedy w końcu dojechała zobaczyła przyjaciółkę stojącą na przystanku z transparentem ,,Witamy ponownie u nas!''. Wybiegła z pojazdu i mocno przytuliła dziewczynę. 
- Jesteś kochana! - powiedziała.
- Nareszcie jesteś! - usłyszała w odpowiedzi. 
Przyjaciółka pomogła zanieść jej bagaże do domu. W drodze poinformowała, że Dante nie wie nic o tej wizycie i ma to być niespodzianka. 
Kiedy dotarły do celu rozpakowały się i przygotowały spanie dla Morgany. Potem Teresa napisała do Dante'go, że chce się z nim spotkać na starym boisku, czyli tam, gdzie zawsze się spotykali. Odpisał, że za 20 minut będzie. Przyjaciółka Morgany wpadła też na pomysł, żeby ubrać, uczesać i umalować ją tak, żeby zrobić wrażenie na chłopaku. 
Przystąpiła do dzieła. Kazała Morganie nałożyć zwiewną sukienkę, zrobiła jej piękną fryzurę i zmysłowy makijaż. 
- Gotowe! Chodź do lustra. - powiedziała, gdy skończyła. Przeszły do salonu i osiemnastolatka ustała przed wielkim lustrem. 
- Wyglądam cudownie! Dziękuję! - wyszeptała. 
- Poczekaj. To jeszcze nie koniec.- Teresa wyszła z pomieszczenia i wróciła po chwili z parą butów na szpilce w ręku. 
- Załóż.
Morgana wykonała jej polecenie. Miała szczęście, że potrafiła chodzić na takich obcasach. Teresa także się wyszykowała i wyszły. 
Na miejscu siedział już Dante. Był zniecierpliwiony, bo musiał czekać. Kiedy zobaczył Morganę szybko podbiegł i ją przytulił. 
- Co Ty tu robisz? Wyglądasz przepięknie! - nie wypuszczał jej z objęć. 
- Teresa zaprosiła mnie do siebie, bo obie nie miałyśmy żadnych planów. - uśmiechnęła się, gdy ją puścił. 
- Hallo! Ja też tu jestem. - zaśmiała się Teresa. 
- A, tak. Także ładnie wyglądasz. - przytulił ją. 
Usiedli na murku i rozmawiali. Umówili się na jutro, a potem każdy poszedł w swoją stronę. Dziewczyny wróciły do domu, przebrały się w piżamy, usiadły na łóżku i zaczęły rozmawiać. 
- Dlaczego Moon nie przyjechał z Tobą? - zapytała Teresa. 
- Długa historia. Od jakiegoś czasu zachowuje się bardzo dziwnie. Znika z domu, nie przychodzi do szkoły. Totalnie mnie olewa. Kiedy wraca jest jakiś nieobecny, dostaje dziwnych ataków. Potem znowu znika. I tak w kółko. W międzyczasie przychodzi i mnie przeprasza, ale potem jest to samo. Ostatnio powiedział, że zabiera mnie na wakacje do Hiszpanii. Kiedy czekałam na niego w dniu wyjazdu nie pojawił się i zadzwonił, że wszystko odwołane. Mam go dosyć. Nie będę się do niego odzywała. Bardzo mnie rani. - zasmuciła się.
- Zerwij z nim. - powiedziała Teresa. 
- Nie mogę. Za bardzo go kocham. To mój pierwszy chłopak i nie wierzę, że to się tak tragicznie skończy. Wciąż mam nadzieję, że będzie tak, jak dawniej. 
- Jak to jest? Kochasz go i nienawidzisz jednocześnie? - zdziwiła się. 
- Tak, coś w tym stylu. Jestem na niego wściekła, ale w głębi duszy nadal mi na nim zależy.- miała łzy w oczach. 
- Nie przejmuj się. Trzeba czekać i pozwolić, aby to wszystko samo się potoczyło. - przytuliła przyjaciółkę. Potem przyniosła lody na poprawienie humoru Morgany i włączyła jakąś komedię. Siedziały aż do rana. 

Jak zwykle proszę o pisanie opinii. 
Pamiętajcie o asku i Facebooku :3 
Pozdrawiam.
 

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 24

Następnego dnia w szkole znowu nie było Moon'a. Zdenerwowało to Morganę, która za wszelką cenę chciała dowiedzieć się, co miał jej do powiedzenia. Jutro już koniec roku. Może jutro wyciągnie go na miasto i uda jej się coś więcej ustalić?
Postanowiła jeszcze dziś do niego zadzwonić i zapowiedzieć, żeby nic nie planował, ale on nie odebrał. Po kilku próbach dodzwonienia się zrezygnowała.
Po szkole pojechała do jego domu. Drzwi otworzyła jej pani Kate.
- O, witaj Morgana. Coś się stało? - powitała ją serdecznie.
- Dzień dobry. Jest w domu Moon? Chciałabym z nim porozmawiać. - zapytała patrząc na wycieraczkę.
- Niestety go nie ma. Wejdź. Chcę Ci o czymś powiedzieć. - powiedziała smutno Kate. Serce Morgany zaczęło bić zdecydowanie za szybko.
Weszły do kuchni. Matka chłopaka zaparzyła im herbatę i wspólnie usiadły przy stole. Zaczęły rozmawiać.
- Posłuchaj. Z Moon'em dzieje się coś złego. Ostatnio znika często z domu i pewnie dlatego nie ma go w szkole. Kiedy wraca jest jakby nieobecny. Nic nie mówi, mało je. Nie zwraca na nic uwagi. Siada przed ścianą i patrzy na nią godzinami. Potem dostaje ataku albo agresji albo paniki. Kiedy jest agresywny niszczy wszystko, co spotka. Raz chciał uderzyć nawet mnie. Kiedy następuje atak paniki boi się wszystkiego. Słyszy najmniejszy odgłos i prawie płacze. Zwija się pod kocem na kanapie i leży tak, aż mu przejdzie. Martwię się o niego. - zasmuciła się.
- O, nie. - wyszeptała Morgana.
Przez chwilę siedziały w ciszy. W końcu osiemnastolatka zapytała:
- Co mówi kiedy wynormalnieje?
- Nic. Nic nie mówiąc wychodzi z domu i znowu znika na kilka godzin, albo dni. - westchnęła Kate.
- Nie może go pani jakoś zatrzymać? - trochę się zdenerwowała.
- To nie jest takie proste. Moon jest już pełnoletni i nie mam nad nim kontroli. Robi, co chce. Gdy chcę go zatrzymać to zaczyna krzyczeć i wścieka się. - z jej oczu poleciała łza.
- Ja też się o niego martwię. Nie pojawia się w szkole, nie odbiera, a kiedy już się pojawi to jest jakby nieprzytomny. - zamyśliła się. -No cóż... Dziękuję za tą rozmowę. Proszę mnie poinformować, jeśli zjawi się dziś w domu. Muszę już uciekać. Do widzenia. - przytuliła kobietę na pożegnanie i wyszła.
Szła do domu spacerkiem. Kiedy była już pod swoimi drzwiami dostała niepokojący telefon od jej chłopaka.
- Morgana! Ja umieram. Umieram!! - darł się do słuchawki.
- Moon, kochanie! Gdzie jesteś? Słyszysz?! Powiedz coś! - rozpłakała się.
- To już koniec! Umieram! - był u kresu wytrzymania.
- Gdzie jesteś?! - krzyczała płacząc, ale on rozłączył się. Rzuciła plecak na schody i szybko pobiegła we wszystkie znane miejsca, gdzie mógł znajdować się osiemnastolatek. Nigdzie go nie było. Pobiegła do wszystkich szpitali w pobliżu, ale tam także nikt nie widział chłopaka. Usiadła w zaułku jednej z ulic, skuliła się i płakała. W głowie miała obraz umierającego ukochanego. Wtedy ponownie zadzwonił jej iPhone. Dzwonił Moon. Szybko odebrała.
- Halo? - odezwał się jakiś mężczyzna. Z całą pewnością nie był to jej chłopak.
- Słucham. - odezwała się, próbując się uspokoić.
- Twój koleżka jest całkowicie bezpieczny. Nic się mu nie stało. Jest cały i zdrowy. Nie szukaj go. Niebawem wróci. - usłyszała dźwięk zakończonego połączenia. Trochę jej ulżyło, ale tylko trochę. Nadal nie wiedziała, gdzie jest i co się z nim dzieje. I kim był ten facet?
Wróciła do domu wieczorem. Wyjęła z szafy galową sukienkę i wyprasowała, aby jutro się z tym nie męczyć. Wzięła prysznic i skuliła się w łóżku, myśląc tylko o nim.
Rano obudziła ją mama. Wstała i ubrała się. Razem pojechały na zakończenie roku szkolnego. Bardzo jej się nudziło. Najpierw odbyło się pożegnanie absolwentów szkoły, potem rozdanie nagród. Łącznie wszystko trwało około dwóch godzin. O dziwo, pojawił się tu także Moon, ale jak zwykle był nieobecny i nie dało się z nim dogadać.
Następnego dnia, gdy Morgana jadła śniadanie usłyszała dzwonek do drzwi. Wstała i otworzyła. Jej oczom ukazał się Moon z bukietem kwiatów w dłoni. Wpuściła go niechętnie, bo wiedziała, że po raz kolejny będzie ją przepraszał, ale to i tak nic nie zmieni.
- Cześć. - powiedział. - Proszę, to dla Ciebie.- wręczył jej kwiaty.
- Dzięki. - odpowiedziała bez entuzjazmu.- Usiądź sobie. - wstawiła bukiet do wazonu i usiadła naprzeciwko. Siedzieli w ciszy. Dziewczyna totalnie go olała i wyciągnęła komórkę, po czym zaczęła grać w jakąś grę.
- Ekhem... - odkaszlnął, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Oderwała wzrok od telefonu i spojrzała na niego.
- Co tym razem chcesz mi powiedzieć? Jak zwykle przeprosić, a potem dalej robić to samo? Jeśli tak to daruj sobie i możesz już iść. - wróciła do poprzedniej czynności.
- Nie. Chciałbym Ci powiedzieć, że mam dla nas dwa bilety na wakacje. Do Hiszpanii. Polecisz tam ze mną? - zapytał nieśmiało.
- Cooo?! Oczywiście! - w tej chwili zrobiło jej się głupio, że tak go potraktowała. Może w tym czasie pracował i zarabiał na ten wyjazd? Znowu stał się jej ideałem.
- Lecimy za trzy dni. Przyjadę po Ciebie o 15, bo o 19 lecimy, a musimy jeszcze dojechać. Czekaj gotowa. - wstał, pocałował ją w czoło i wyszedł dumny z siebie.
Przez kolejne dni nie odzywał się, ale nie zmartwiło to Morgany, bo mieli wszystko ustalone. Dziewczyna spakowała już walizki i przygotowywała Caroline na swoją nieobecność, ponieważ matka twierdziła, że nie wytrzyma bez niej.
W dniu wyjazdu osiemnastolatka chodziła jak na szpilkach. Cały czas się stresowała. Kiedy wybiła 14.30 wystawiła bagaże przed dom i czekała. Była już 15.00, a Moon'a wciąż nie było pod jej domem. Zaczęła się martwić, ale uspakajała się myślą, że może coś mu jeszcze wypadło. O 17.00 odezwał się iPhone dziewczyny.
- Słuchaj, skarbie. Wakacje odwołane. Nie lecimy. Przepraszam. - powiedział na starcie.
- Ale jak to?! Ja czekam na Ciebie od dwóch godzin z walizkami. Dlaczego?! - była bardzo zawiedziona.
- Coś mi wypadło. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.- wcale się tym nie przejmował.
- Nienawidzę Cię!! - krzyknęła, płacząc i rozłączyła się. Rzuciła komórką o trawę. Na nieszczęście trafiła ona na kamień i cała się potłukła. Dziewczyna zaczęła krzyczeć i płakać. Była taka zawiedziona. Jak on mógł jej to zrobić? Co się z nim działo?!
Nagle z domu wyszła Caroline, którą zaniepokoiły krzyki z zewnątrz. Ujrzała córkę siedzącą na walizce, całą zapłakaną i rozmazaną. Nie pytając o nic zabrała ją do salonu.
- Kochanie, co się stało? Dlaczego nie jesteś w trakcie podróży? - zmartwiła się.
- Moon... On odwołał wszystko na ostatnią chwilę. Miało być tak idealnie!- płakała.- A wiesz co jest najgorsze? To, że on wcale się tym nie przejmował! Nienawidzę go! - matka przytuliła ją do siebie.
- Ciii... Nie płacz. Na pewno jest mu przykro. Musiało wypaść mu coś ważnego, że odwołał to tak nagle. Moon to mądry chłopak, nie zrobiłby czegoś głupiego. - uspakajała ją.
- W dodatku pobiłam telefon. - rozpłakała się na nowo.
- To nic. Kupimy nowy. Mam trochę oszczędności. - siedziały tak przez kilka godzin. Potem Caroline włączyła telewizor i zaparzyła herbatę. Oglądały filmy aż do nocy. Potem Morgana zasnęła na kanapie. Matka okryła ją kocem i także poszła spać.

wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 23

Następnego dnia Morgana wstała rano i z niecierpliwością czekała na jakiś znak od Moon'a. Miał po nią przyjechać i coś jej powiedzieć. Właśnie dzisiaj miała rozwiązać się zagadka, nad którą tak myślała. Dziś uzyska odpowiedź na pytania: co się stało?, dlaczego Moon się tak zachowywał? Po kilku godzinach miała już dosyć czekania. Przez to opuściła kolejny dzień w szkole. W końcu postanowiła, że do niego zadzwoni.
- Halo? Moon?- odezwała się, gdy odebrał.
- Yyymm... Tak, tak. -odpowiedział zniesmaczony. Chyba był zajęty, a dziewczyna mu przeszkodziła.
- Miałeś po mnie przyjechać. Kiedy będziesz? - zapytała lekko rozdrażniona.
- Co? A, zapomniałem. Przepraszam, nie mam teraz czasu. Zadzwoń za godzinę.- rozłączył się.
Morgana zaczęła się poważnie martwić. Co mu było? Miał jakieś problemy? Ostatnio był nieczuły, nie starał się kontaktować ze swoją dziewczyną, na której tak mu zależało. Przestał ją kochać? Oby nie.
Po godzinie osiemnastolatka ponownie zadzwoniła, ale tym razem nie odebrał. Teraz strach zamienił się w złość. Postanowiła sobie, że dzisiaj już do niego nie zadzwoni. To on chciał jej coś powiedzieć, a nie ona. Chociaż z drugiej strony bardzo chciała się dowiedzieć, co ma jej do przekazania.
Około 18.00 zadzwonił iPhone Morgany. Szybko odebrała.
-Tak, słucham. - powiedziała zadyszana, ponieważ musiała dobiec do telefonu.
-Właśnie wyjeżdżam z domu. Niedługo u Ciebie będę. - i nie czekając na odpowiedź, rozłączył się.
Dziewczyna rzuciła komórkę na łóżko i wyciągnęła z szafy pierwsze-lepsze ubrania. Związała na czubku głowy kok i zeszła na dół. Akurat pod dom podjechał samochód. Wybiegła z budynku i wskoczyła na miejsce pasażera.
- Cześć. Nareszcie jesteś. - dała mu buziaka w policzek. - A od kiedy Ty masz prawko?
- Nie mam. Zapnij pasy. - odpowiedział patrząc na kierownicę i mocno ją ściskając, aż opuszki palców stały się białe. Przekręcił kluczyk i gwałtownie ruszył. Dziewczyna nawet nie zdążyła wykonać jego polecenia. Wyjechał z podwórka i od razu zaczął nabierać prędkości. Bała się. Wiedziała, że w każdej chwili może stać się coś złego. Przecież on nigdy nie prowadził samochodu!
- Słuchaj, gdzie jedziemy? - zapytała przerażona, gdy zobaczyła, że wjeżdżają na nieznaną jej drogę.
- Zobaczysz. - nawet na nią nie spojrzał.
Znaleźli się na wąskiej, wyboistej i piaszczystej drodze. Chłopak nie zwolnił. Morgana popatrzyła na licznik i zobaczyła, że jadą 150 km/h. Jechać z taką prędkością po takiej drodze to szaleństwo! Zaczęła wydzierać się na niego, aby zwolnił, ale udawał, że nie słyszy.
- Zatrzymaj się! Zabijesz nas! - krzyczała ze łzami w oczach. A on? Uśmiechnął się, jakby jej strach sprawiał mu przyjemność. Jechali tak przez pół godziny. Morgana zamknęła oczy, żeby nie patrzeć na to. W końcu poczuła ostre hamowanie i przypomniała sobie, że nie zapięła pasów. Uderzyła twarzą o tapicerkę. Poczuła jak z łuku brwiowego spływa jej krew. Spojrzała wystraszona na Moon'a. Tym razem w jego oczach też był lęk. Patrzył na nią przez chwilę, a potem wysiadł z pojazdu i pobiegł do niej. Ze schowka wyciągnął jakąś szmatkę i przyłożył dziewczynie do brwi.
- Przepraszam. Tak bardzo przepraszam. Nie chciałem zrobić Ci krzywdy. - szeptał opierając głowę o jej ramię. Ona płakała. Tusz do rzęs rozmazał się jej na całych policzkach. Nic nie mówiła. Patrzyła na niego zawiedziona. Nie chciał zrobić jej krzywdy, ale zrobił.
- Jedźmy już. - wyszeptała. Jakby na rozkaz, wstał i wrócił na swoje miejsce. Ruszył, ale tym razem jechał ostrożnie. W końcu dojechali na miejsce. Okazało się, że to dom jego babci.
- Po co mnie tu zabrałeś? Nie mogliśmy porozmawiać w jakimś parku, albo coś? - zapytała.
- Tu jest wyjątkowo. Chciałem pokazać Ci to miejsce. - chwycił ją za rękę, ale wyszarpnęła ją.
Weszli do środka. Przywitali się z panią Marią, babcią Moon'a, która zaprosiła ich na herbatę.
W całym domu pachniało maślanymi ciasteczkami i starością. Chatka była cała z drewna. Wszystko było zadbane i wysprzątane.
Kiedy skończyli pić, Morgana zapytała czy może zwiedzić dom. Oczywiście zapewniała, że nic nie ukradnie i nie będzie niczego dotykać. Pani Maria zgodziła się, bo widziała, że Morgana jest dobrym człowiekiem.
Całe mieszkanie urządzone było staroświecko. Dziewczyna zauważyła, że nie było tu żadnej elektryczności. Zamiast świateł wszędzie stały świeczki. Na ścianach wisiały stare, wartościowe ozdoby. Dom bardzo spodobał się Morganie. Na koniec znalazła się w małym pokoiku, gdzie stało mnóstwo półek z książkami, dwa bujane krzesła i wielki kominek. To pomieszczenie najbardziej przypadło jej do gustu. Postanowiła, że usiądzie sobie na chwilę i zagrzeje się, bo w budynku panował chłód. Przycupnęła na krześle i zamknęła oczy, rozkoszując się zapachem starości. Miała wrażenie, że w tym domu jest tyle miłości. Mimo, że było w nim zimno, można było poczuć ciepło domowego ogniska. Nagle usłyszała jakieś głosy. Zorientowała się, że za ścianą musi być kuchnia. Postanowiła trochę podsłuchać rozmowę Moon'a z babcią.
- Babciu, już nie daję rady. Nie chcę jej stracić, bo bardzo ją kocham. To miłość mojego życia. Uszczęśliwia mnie tym, że żyje, ale ja mam już dość. Co mam robić? Wiem, że zranię ją przez to, a tak bardzo tego nie chcę. - chłopak wyraźnie płakał.
- Kochanie, rób co każe Ci serce. To, co robisz nie jest dobre, ale to Twój wybór, jaką ścieżką podążasz. Chodź tu do mnie. - chyba go przytuliła.
O czym rozmawiali? Szkoda, że nie słyszała początku ich rozmowy. Wtedy wszystko byłoby jasne.
- Pójdę jej poszukać. - usłyszała zza ściany. Chwilę potem do pokoju, w którym siedziała wszedł jej chłopak. Usiadł na drugim fotelu i patrzył w ogień.
- Czujesz tą miłość? Tu spędziłem całe moje dzieciństwo. Kiedy byłem mały rodzice wyjeżdżali za granicę do pracy i oddawali mnie pod opiekę babci. Czuję się tu taki kochany. Zawsze jak mam problem to przyjeżdżam i opowiadam wszystko Marii. Ona zawsze mnie wysłucha. Nie skrytykuje, ale wyrazi swoje zdanie i da mi dobre rady. Za to ją najbardziej kocham. - mówił wspominając.
- Co chciałeś mi powiedzieć? - nie skomentowała jego wypowiedzi. Widać, że boi się to powiedzieć.
- Ja... Chciałem Cię tylko przeprosić za moje zachowanie. Kocham Cię nad życie i nie chcę Cię ranić, chociaż i tak to pewnie robię. Postaram się zmienić, ale nie wiem czy mi się uda, bo...- zawahał się.- W każdym razie chcę, żebyś wiedziała, że naprawdę Cię kocham i nigdy w to nie wątp.- zatrzymał się i spojrzał na zegarek. - Już 20.00. Wracajmy.
Oboje wstali i poszli do kuchni. Pani Maria zaopatrzyła ranę Morgany i wrócili do domu.
Dziewczyna wiedziała, że Moon miał jej do powiedzenia coś więcej, ale nie miał na to odwagi. Miała tylko nadzieję, że kiedyś dowie się prawdy.


Co sądzicie o rozdziale? Piszcie swoje opinie na:
Ask'u ---> KLIK
Facebook'u ---> KLIK
Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do polubienia strony na Fb podanej wyżej :)
Miłego :D