KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ
Niedługo zacznie się rok szkolny. Morgana wybrała się na szkolne zakupy. Musiała kupić podręczniki i zeszyty do klasy 3 liceum. Wstała około 8 rano i szybko przygotowała się do wyjścia. Miała tylko kilka godzin, bo potem razem z matką i Jamesem zaplanowali spotkanie. Mężczyzna miał jakąś niespodziankę.
Najpierw odwiedziła księgarnię i kupiła wszystkie potrzebne książki. Następnie wstąpiła do kilku sklepów, gdzie wybrała zeszyty, plecak, buty i wszystkie potrzebne akcesoria. Potem wróciła do domu, wyprowadziła na spacer swojego pieska. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że nie ma go gdzie zostawić. Pomyślała o Tatianie. Spakowała Czikiego i poszła pod dom znajomej. Na szczęście dziś nie pracowała.
-Cześć, Tatiana. Mam prośbę. Zaopiekujesz się moim pieskiem przez kilka godzin?
-Och, hej. Oczywiście. Jaki słodziak! -ucieszyła się.
Morgana dała jej zwierzaka i jego rzeczy, po czym wróciła do siebie. Nałożyła sukienkę i wysokie szpilki oraz zrobiła ładny makijaż. Zeszła na dół i bardzo się zdziwiła. Caroline stała w normalnych, codziennych ubraniach.
-Mamo, dlaczego się nie szykujesz? Lada chwila przyjedzie James!
-Kochanie, przecież jestem przygotowana. Coś nie tak? -obejrzała swój strój.
-Mamo... Znasz go. Pewnie zabierze nas do jakiejś restauracji albo teatru, a nie do zwykłego parku. Przebieraj się, ale już!
Zaprowadziła matkę do jej pokoju, przegrzebała szafę i wybrała sukienkę oraz dodatki.
-Nałóż to. -podała jej ubranie.
Caroline niechętnie się zgodziła i zniknęła za drzwiami łazienki. W tej chwili nastolatka usłyszała dzwonek do drzwi. Poszła, aby otworzyć. Okazało się, że to oczekiwany gość.
-Witaj. - powiedział z wielkim uśmiechem i pocałował dłoń dziewczyny.
-Dzień dobry. Proszę wejść. -zarumieniła się. Był taki pociągający. Gdyby był młodszy i nie miał jakichś zamiarów wobec jej matki to z całą pewnością mogłaby się z nim spotykać.
Kiedy znaleźli się w kuchni Morgana wskazała, żeby usiadł i poinformowała go, że Caroline się jeszcze przebiera. Po chwili ciszy powiedział:
-Pięknie wyglądasz. Jesteś bardzo podobna do matki.
-Dz-dziękuję.- wydusiła z siebie.- Wiele osób mi to mówi.
Przy nim była taka spięta, nie wiedziała dlaczego. Pewnie dlatego, że chciała zawsze dobrze się przed nim zaprezentować. W tej chwili w pomieszczeniu pojawiła się matka nastolatki. Mężczyzna wstał.
-Wow, przepięknie. -pocałował ją w policzek.
-Och, dziękuję. -zaśmiała się.
Chwilę potem byli już w samochodzie.
-Gdzie nas zabierasz?- zapytała Caroline.
-Niespodzianka.
Jechali w ciszy. Droga zdawała się być bardzo długa, więc Morgana postanowiła jakoś umilić podróż rozmową.
-Mam do Was pytanie. -zaczęła. -Jesteście razem?
Zapadła jeszcze większa cisza. Oboje nie wiedzieli, co odpowiedzieć. W końcu James postanowił wziąć to na siebie i przemówił.
-Jeśli chodzi Ci o to, czy jesteśmy parą to tak. Już od dłuższego czasu.- spojrzał na Morganę przy pomocy lusterka.
-Mamo! Dlaczego mi nie powiedziałaś? -oburzyła się.
-Wybacz, kochanie. Myślałam, że się domyślisz.
Resztę drogi rozmawiali o muzyce i kinie. Wkrótce dotarli do celu. Im oczom ukazała się wielka restauracja. Weszli do środka i usiedli przy zamówionym stoliku. Zamówili danie dnia, czyli pyszne krewetki w sosie. Każdemu bardzo smakowało. Potem napili się szampana i rozmawiali. James podejrzanie co chwila spoglądał na zegarek. Kiedy wybiła 17.00 spojrzał na orkiestrę, która dawała występ na scenie. Po chwili dwóch skrzypków podeszło do ich stolika, wszyscy wyszli z sali, a światło przyciemniało. Było bardzo romantycznie. Osiemnastolatka poczuła się niezręcznie siedząc przy nich, bowiem nie chciała im przeszkadzać. Postanowiła ich opuścić przynajmniej na chwilę.
-Ymm...Przepraszam, muszę iść do toalety. -skrzywiła się i wstała, jednak James chwycił ją za rękę.
-Chcę, żebyś tu z nami była w tym momencie.
Zniesmaczona usiadła. Jeszcze przez kilka minut wsłuchiwali się w piękną muzykę, po czym mężczyzna dał znak, żeby przerwali. Wziął w swoje ręce dłoń Caroline, a potem podniósł się.
-Caroline, kochanie.
-Tak, słucham Cię. -powiedziała zdezorientowana.
-Caroline... -ukląkł przed nią i puścił jej dłoń. Z kieszeni marynarki wyjął czerwone pudełeczko i otworzył je.- Czy zechciałabyś zostać moją żoną?
Kobieta zakryła twarz dłońmi i wyszeptała: ,,O mój Boże...". Spojrzała na córkę. Ta, ze łzami w oczach pokiwała głową.
-Oczywiście, że tak. - z jej oczu poleciały łzy. James wyjął pierścionek z pudełka i włożył go na palec swojej ukochanej, po czym wstał i uściskał nową narzeczoną. -Kocham Cię. -powiedział.
-Ja Ciebie też. -odpowiedziała.
-Gratuluję. -powiedziała przez łzy Morgana.
Po wyjściu z restauracji udali się nad jezioro. Akurat zachodziło słońce.
-Zostawię Was samych.-powiedziała nastolatka.
-Zostań. -powiedzieli chórem.
-Nie, naprawdę nie chcę Wam przeszkadzać. Przejdę się i za godzinę wrócę.
Odeszła kilka metrów i wyciągnęła z torebki telefon. Wybrała numer Dante'go. Kiedy odebrał powiedziała:
-Cześć. Co słychać?
-O, hej. Nic ciekawego, siedzę z Fabianem i gramy na kompie, a co u Ciebie?- zapytał radośnie.
-Spaceruję wokół jeziora. Niedawno byłam w restauracji, gdzie James oświadczył się mamie.
-To gratulację. Może wpadnę jutro do Ciebie?
-Dobry pomysł.- zaśmiała się.
-Sam czy z Black Roses? -zapytał.
-Może weź ich ze sobą. Dawno się nie widzieliśmy.
Pogadali jeszcze chwile o Czikim, a potem skończyli rozmowę. Wtedy Morgana zauważyła, że kiedy rozmawiała z Dante dzwonił do niej... Moon! Szybko oddzwoniła.
-Hej! Co się stało, że dzwonisz? -mówiła bardzo szybko.
-Cześć. Pomyślałem o Tobie i zadzwoniłem, żeby sprawdzić jak się masz.
-U mnie wszystko dobrze, ale lepiej mów co u Ciebie?- była ucieszona tym telefonem.
-Trzymam się jakoś. Przepraszam, ale muszę już kończyć. Na razie. -rozłączył się.
-Co? Halo! Halo! Moon... -zasmuciła się. Schowała telefon i popatrzyła na wodę. Usiadła na pobliskiej ławce i zaczęła rozmyślać.
Dlaczego się tak szybko rozłączył? Może odzyskają kontakt, skoro do niej zadzwonił? Może nie wszystko stracone? Myślała długo, ale w końcu doszła do wniosku, że nic z tego nie będzie. Ich historia dobiegła końcowi i nie ma odwrotu. Nie wierzyła, że zdołają to naprawić, a szczególnie na odległość. Wpatrywała się w wodę, gdy nagle zadzwonił jej telefon. Odebrała.
-No gdzie Ty jesteś? Już dawno minęła godzina. Miałaś wrócić.- powiedziała Caroline.
-Ach, przepraszam. Nie zauważyłam. Już idę. -zakończyła połączenie. Wstała i szybkim krokiem poszła w stronę matki i Jamesa. Wrócili do domu, a Morgana poszła po swojego pieska do Tatiany.
Następnego dnia dziewczynę odwiedziło Black Roses. Morgana dowiedziała się, że Ellen umawia się z Jeffem, Fabian też znalazł dziewczynę, a o względy Dagmary zabiegał pewien chłopak.
Niestety było to ich ostatnie spotkanie, gdyż postanowili, że teraz wchodzą w dorosłe życie i nie będą mieli czasu na spotkania. Black Roses zostało rozwiązane. Obiecali sobie, że o sobie nie zapomną i będą się kontaktować. Potem opuścili dom Morgany.
Od tego czasu dziewczyna bardzo zbliżyła się do Dante'go. Codziennie pisali lub rozmawiali przez telefon. Chłopak często przyjeżdżał do Morgany i zabierał ją w różne miejsca. Pewnego dnia stało się najgorsze. Podczas podróży do domu dziewczyny Dante miał wypadek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz