Morgana wyszła z internetu i wróciła do mamy, aby pomóc jej pozmywać. Zastanawiała się, co miał jej do powiedzenia Moon. Miała nadzieję, że tym razem nie zabraknie mu odwagi i wszystko jej wyjaśni. Dziewczyna miała już tego dosyć. W ostatnim czasie bardzo się od siebie oddalili. Nawet nie pamiętała kiedy ostatni raz go przytuliła. Nie wiedziała jak mogło się to stać i kiedy się to zaczęło? Dlaczego Moon nie chciał jej powiedzieć prawdy? Nie ufał jej? Nie kochał? Miała setki myśli w głowie. Ruszała się jak marionetka sterowana przez kogoś, była nieprzytomna. Nie wyszło jej to na dobre, bo upuściła talerz i rozbiła go.
- Morgana! Co Ty robisz? - krzyknęła Caroline.
- Och. - oprzytomniała. - Przepraszam. - schyliła się, aby pozbierać szczątki naczynia. Wróciła do poprzedniej czynności. Gdy skończyła, chciała iść do pokoju, ale usłyszała głos matki za plecami mówiący:
- Kochanie, coś nie tak?
- Wszystko w porządku, mamo. Zamyśliłam się.
- Porozmawiajmy.
Obie usiadły przy stole. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiły. Morgana zdrapywała resztki lakieru z paznokci, a Caroline wpatrywała się w nią. W końcu przerwała ciszę.
- O czym myślałaś?
- Mamo, muszę spowiadać Ci się o czym myślę? Naprawdę? - oburzyła się.
- Nie. Nie musisz, ale widzę, że coś Cię gnębi. Powiedz mi o tym. Jeśli się wygadasz, będzie Ci lżej. - uśmiechnęła się. Dziewczyna wahała się, ale postanowiła o wszystkim opowiedzieć.
- Napisał do mnie Moon. Chce się ze mną spotkać. Zgodziłam się, ale teraz cały czas zastanawiam się, co ma mi do powiedzenia. Mam nadzieję, że wyjaśni mi, co się z nim działo. I dlaczego tak nagle się odezwał? Nie wiem, co mam myśleć. - zmartwiła się.
- Spotkaj się z nim i za wszelką cenę wydobądź z niego wszystkie szczegóły. Nawet jeśli będzie to okrutna prawda, ale prawda. Będziesz wiedziała na czym stoisz. Reszta sama się potoczy. Nie podejmuj decyzji pochopnie. Wszystko dobrze przemyśl. Pamiętaj, że każdy musi ponieść konsekwencje swoich czynów. - pogładziła ją po głowie.
- Masz rację, mamo. Dziękuję.
- Jesteś mądrą dziewczyną. Wierzę, że nie zrobisz nic głupiego.
Morgana wstała i poszła do pokoju. Położyła się na łóżku. Starała się zasnąć, ale jakoś nie mogła. Wzięła szybki prysznic, przebrała się w piżamę. Wróciła do łóżka i zaczęła czytać książkę. W końcu udało jej się zasnąć.
Następnego dnia wstała i od razu pobiegła po telefon mamy. Niestety, nie było jej już w domu. Morgana musiała pilnie skontaktować się ze swoim chłopakiem, ale nie miała jak. Nie mogła już wytrzymać. Chciała jak najszybciej wszystkiego się dowiedzieć i mieć to już za sobą. Wpadła z powrotem do swojego pokoju jak huragan i wzięła pierwsze lepsze ubrania z szafy. Włosów nie czesała, związała je w koka. Wyszła z domu i pobiegła do najbliższej budki telefonicznej. Wybrała numer. Pomyliła się, więc dodzwoniła się do jakiejś kobiety. Przeprosiła za pomyłkę i tym razem wybrała poprawny numer. Usłyszała pierwszy sygnał.
- Proszę odbierz. Proszę odbierz.- powtarzała sobie w myślach.
W końcu usłyszała głos chłopaka.
- Moon? Kiedy możemy się spotkać? Dzisiaj? O której? - zalała go lawiną pytań.
- Morgana? Ach, tak. Dzisiaj wieczorem. W kawiarni, tej co zawsze. Około 20. Tylko wtedy mogę. Pasuje Ci? - zapytał.
- Oczywiście. To do zobaczenia. Proszę, nie zawiedź mnie. - rozłączyła się. Wróciła do domu, gdyż zaczął padać deszcz.
Ojej, jest dopiero 13.46. Jak ona wytrzyma do 20.00? Musiała zająć swoje myśli czymś innym i znaleźć jakieś zajęcie, dzięki któremu ten czas szybko zleci. Przeczytała kilka stron książki. Spojrzała na zegarek. 13. 53. Za wolno. Usiadła przed komputer i włączyła grę. Wciągnęła się. Kiedy zaczęły boleć ją plecy wyłączyła i znowu sprawdziła godzinę.
- Co? - powiedziała cicho sama do siebie. Była 16.00.
- Jeszcze tylko 4 godziny.- pomyślała.
Postanowiła zdrzemnąć się, aby mieć siłę przyjąć prawdę. O dziwo, zasnęła szybko. Kiedy się obudziła, zobaczyła, że została tylko godzina. Wstała i wybrała odpowiednie ubrania. Przecież nie pójdzie w starych, rozciągniętych ciuchach do kawiarenki. Postanowiła założyć rurki i do tego miękki sweterek. Dokładnie poczesała włosy, ułożyła je tak, aby pięknie leżały na jej ramionach. Umyła zęby i zeszła na dół. Zostało pół godziny, więc wyszła z domu i spacerkiem dotarła w umówione miejsce. Moon'a jeszcze nie było. Zajęła stolik w kącie i zamówiła kawę. Chłopak pojawił się punktualnie o 20.00. Kiedy zauważył nastolatkę od razu do niej podszedł i usiadł. Także zamówił kawę.
- Hej.- powiedział nieco zdenerwowany.
- Cześć. Co u Ciebie? - odpowiedziała. Rozmowa była sztywna, jakby było to ich pierwsze spotkanie.
- Nie najlepiej, ale lepiej mów co u Ciebie.
- Po staremu. - zamieszała swój napój.
- Na początku chciałbym Cię bardzo przeprosić. Tym razem szczerze. Teraz wszystko się zmieni. Naprawdę Cię kocham i nigdy nie przestałem. Wiem, że zawaliłem na całej linii. Jesteś miłością mojego życia i nigdy o Tobie nie zapomnę. - zasmucił się. W jego oczach pojawiły się łzy.
- Co masz na myśli? O czym Ty mówisz? - zmartwiła się.
- Mam coś dla Ciebie. - wyjął z kieszeni małe pudełko i podał je dziewczynie. Otworzyła i zobaczyła naszyjnik z wisiorkiem w kształcie księżyca. Chłopak wyjął go i nałożył Morganie.
- Księżyc, żebyś zawsze o mnie pamiętała.
- Dziękuję. Musisz mi wszystko wyjaśnić.
- Oczywiście, ale nie tutaj. Za dużo ludzi. Wypij kawę i przejdziemy w inne miejsce.- powiedział.
W tym czasie rozmawiali o życiu dziewczyny, o rozwodzie rodziców, o Davidzie. Wspominali czasy, w których wszystko się układało. Kiedy skończyli pić, zapłacili i wyszli. Poszli nad jezioro, czyli tam, gdzie rozmawiali pierwszy raz. Usiedli naprzeciwko sobie i Moon od razu zaczął.
- Jest mi naprawdę przykro, że muszę Ci to mówić, ale musisz to wiedzieć. Kilka miesięcy przed tym, jak zacząłem się tak zachowywać spotkałem pewnego chłopaka. Był miły, sympatyczny i zawsze wesoły. Zaprzyjaźniłem się z nim. Pewnego dnia zabrał mnie do jakiegoś starego domu. Wtedy wyjaśniło się czemu taki był. Zobaczyłem tam grupkę ludzi, którzy palili marihuanę. Jim, bo tak miał na imię, namówił mnie do spróbowania. Pomyślałem, że nie zaszkodzi mi to, więc się zgodziłem. Spodobało mi się i wkrótce uzależniłem się. Wtedy Jim pokazał mi coś nowego. Heroinę. Nie byłem co do tego przekonany i na początku nie chciałem, ale uległem i to był błąd. Razem z Jimem chodziliśmy do pracy i zarabialiśmy na działki. Kiedy byliśmy naćpani nie mieliśmy sił i nie myśleliśmy logicznie. Zaczęliśmy kraść, żeby kupować towar. Za każdym razem udawało się nam uciec od policji. Pewnego ranka znalazłem Jima martwego. Przedawkował. Jego znajomi zrobili pogrzeb, a ja nawet na niego nie poszedłem, bo okradałem wtedy sklep. Jaki ja jestem okrutny... - z jego oczu poleciały łzy. - Po jego śmierci załamałem się. Jeszcze bardziej się w to wciągnąłem i uzależniłem się. Czułem, że umieram, kiedy nie wziąłem czegoś w odpowiednim czasie.
- Stąd ten telefon, ale kim był mężczyzna, który potem do mnie dzwonił? - przerwała mu.
- To mój diler. Wkrótce nie miałem sił sam okradać i nie wiedziałem, skąd wziąć towar. Wtedy mnie znalazł na ulicy. Cierpiałem z głodu narkotykowego. Zabrał mnie ze sobą i dał, czego potrzebowałem. Potem zgodziłem się na jego umowę. Miałem namawiać dziewczyny do prostytucji, a w zamian on za darmo dawał mi herę. Za każdą dziewczynę dostawałem kilka działek. Pewnego dnia, kiedy wziąłem trochę za dużo, myślałem, że to już koniec. Jednak przeżyłem i zrozumiałem, że przez to świństwo mogę stracić Ciebie. Postanowiłem, że nigdy więcej nic nie wezmę i poddałem się odwykowi. Teraz jestem czysty. Nie wstrzykiwałem sobie nic od tygodnia i czuję się lepiej. Nie powiedziałem Ci tego, bo nie chciałem Cię stracić. Teraz oddam się w ręce policji i niech robią co chcą. - płakał.
- Jak mogłeś się tak stoczyć? - rozpłakała się.
- Zmieniłem się dla Ciebie. Wybacz mi, proszę. - błagał.
Po zastanowieniu się postanowiła mu wybaczyć.
- Dobrze, ale co miałeś na myśli mówiąc, że nigdy o mnie nie zapomnisz?
- Przyznałem się do wszystkiego mamie. Uwierzyła mi, że nic już nie biorę, ale wiedziała, że wystarczy tylko odrobina jakiegoś narkotyku i znowu wpadnę w ten nałóg. Postanowiła, że od tej pory będę mieszkać u dziadków na wsi. Z daleka od tego wszystkiego. Pomyślałem, że tak będzie najlepiej i zgodziłem się. Za trzy dni wyjeżdżam na drugi koniec kraju. Myślę, że nasz związek nie ma już sensu, ale pamiętaj, że nigdy nie przestanę Cię kochać. - przytulił ją.
- Też tak myślę. Nigdy o Tobie nie zapomnę. - rozpłakała się.
Siedzieli w ciszy. Potem Morgana nagle powiedziała:
- Za cztery dni Twoje urodziny. Nie zdążę Ci dać prezentu.
- Nie musisz. Ty jesteś najwspanialszym prezentem jaki mogłem dostać od życia. Dziękuję Ci za każdą chwilę, którą ze mną spędziłaś. To były najpiękniejsze dni w moim życiu. Przepraszam za wszystkie błędy. Kocham Cię. - miał całe mokre policzki. Morgana pierwszy raz widziała jak płacze.
- Ja Ciebie też kocham.
- Daj mi swój telefon. - powiedział stanowczo. Bez namysłu wykonała jego polecenie. Wybrał czyjś numer i zadzwonił. Przysłuchiwała się rozmowie.
- Halo, Dante? To ja, Moon. - powiedział.
- Siema. Co chcesz? - usłyszał w odpowiedzi.
- Mam do Ciebie wielką prośbę. Zawaliłem na całej linii i w dodatku muszę wyjechać. Oddaję Morganę pod Twoją opiekę. Jest Twoja. Dbaj o nią jak o skarb, bo nim jest. Pamiętaj, że jeśli ją skrzywdzisz, tak jak ja to zrobiłem, to kiedyś Cię spotkam i własnoręcznie uduszę. - zaśmiał się. - Wiem, że nigdy za sobą nie przepadaliśmy, ale zrób to dla mnie, a jeśli nie dla mnie to dla niej, i opiekuj się nią najlepiej, jak tylko potrafisz. Traktuj jak księżniczkę, bo zasługuje na to w 100%. - starał się mówić powoli i spokojnie, z pełną powagą.
- Jasne, stary. Obiecuję Ci to. Powodzenia w dalszym życiu.- odpowiedział, jak do najlepszego kumpla. Moon rozłączył się.
Posiedzieli jeszcze chwilę i powspominali. Wkrótce postanowili wracać.
- A więc widzimy się ostatni raz? - zapytała Morgana.
- Tak, niestety. Nasz kontakt bez wątpienia się urwie, ale pamiętaj o mnie.
- Ty o mnie też.
- Nie mógłbym inaczej.
Wrócili do swoich domów. Dziewczyna opowiedziała Caroline tylko o wyjeździe Moon'a. Resztę zachowała dla siebie. Wykąpała się, przebrała i wskoczyła do łóżka. Zalała się łzami.
Piszcie, co sądzicie.
Cieszycie się, że Moon odchodzi, czy wręcz przeciwnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz