sobota, 30 maja 2015

Rozdział 6

Rano na Morganę czekało wiele niespodzianek. Obudziła się i zobaczyła, że ma 4 nieodebrane SMS'y. Postanowiła na razie ich nie odbierać, wolała w spokoju przygotować się do szkoły. Ubrała się, umalowała i zeszła na śniadanie. Zdziwiła się, że jej tata jeszcze śpi, bo zawsze wstaje bardzo wcześnie. Myliła się jednak. Caroline, która weszła właśnie do kuchni, wszystko jej wyjaśniła. David pojechał na dworzec, aby odebrać babcię Morgany. W dzieciństwie dziewczyna bardzo kochała starszą kobietę, potem ich relacje trochę się pogorszyły, ale nadal się rozumiały. Morgana nawet ucieszyła się na tą wiadomość.
- Chyba tylko Twój ojciec nie cieszy się z jej przyjazdu, w końcu to jego teściowa. - zaśmiała się Caroline.
- Kiedy przyjadą? - zapytała dziewczyna smarując sobie chleb masłem.
- Pewnie niedługo, ale Ty zobaczysz babcię dopiero po szkole.
- Szkoda. - położyła na kanapkę plaster szynki i zaczęła ją jeść.
- Pospiesz się, bo zaraz przyjedzie autobus. - poganiała mama. Morgana nie odpowiedziała i poszła po plecak. Wyszła przed dom i w oczekiwaniu na autobus odebrała SMS'y. Jeden był od Dagmary.
*Tak się cieszę, a Ty?*
Dziewczyna nie wiedziała o co chodzi, więc odebrała następną wiadomość. Od Teresy.
*Jak podoba Ci się nasz pomysł? Już nie mogę się doczekać.*
Hmmm... O co chodzi? Zakłopotana Morgana przeczytała następnego SMS'a. Ten był od Dante'go.
*Hej, Morgana. Pomyśleliśmy, że przyjedziemy do Ciebie jutro. Już wszystko ustalone. Nie chcemy robić problemu Twoim rodzicom, więc pójdziemy w jakieś fajne miejsce. Jak dawniej. Do zobaczenia.*
Ach! O to chodzi! Cała paczka chce spotkać się z nią. Morgana ucieszyła się, ale potem pomyślała o babci. Miała spędzać z nią jak najwięcej czasu, bo dawno jej nie widziała i babcia nie była już najmłodsza. Nie wiadomo, ile zostało jej życia, więc siedemnastolatka chciała wykorzystać tą wizytę maksymalnie. No cóż, trzeba będzie to jakoś zaplanować.
Ostatnia wiadomość była od Moon'a.
*Mam dla Ciebie niespodziankę. Do zobaczenia w...*
Kolejna zagadka? W tej chwili podjechał autobus. Dziewczyna zobaczyła, że na tylnym miejscu siedzi... Moon.
- Autobusie. Do zobaczenia w autobusie. - pomyślała Morgana przypominając sobie treść SMS'a. Chłopak pomachał do niej i dał znak, żeby usiadła z nim. Ruszyła w jego kierunku.
- Jak tam? - znowu udawała miłą.
- No, a jak myślisz? Słabo, a u Ciebie?- trochę się zasmucił, ale tylko na chwile. W końcu siedziała przy nim dziewczyna, która podobała mu się.
- W porządku. Co Ty tutaj robisz? Myślałam, że masz niedaleko od szkoły.- zapytała.
- Przyjechałem po Ciebie. Wsiadłem rano w autobus i przyjechałem. To źle?- uśmiechnął się trochę zmieszany.
- To miłe, ale nie musiałeś. - założyła słuchawki, żeby go nie słuchać. Po chwili wyciągnął je jej z uszu.
- Będę miał do Ciebie prośbę na długiej przerwie. Liczę na Ciebie. - i oddał słychawkę. Dojechali do celu.
Morgana przez cały czas zastanawiała się, co może od niej chcieć chłopak, którego ledwo zna. Na długiej przerwie podszedł do niej.
- No co tam chciałeś? - nareszcie mogła zadać mu te pytanie.
- Musisz ze mną iść. - powiedział stanowczym głosem i spojrzał na nią wzrokiem, mówiącym ,,albo ze mną pójdziesz, albo zaciągnę Cię siłą".
- Gdzie? - nie dała po sobie poznać zaniepokojenia.
- Na cmentarz. - szepnął. - Teraz.
- Co?! Nie ucieknę z lekcji, żeby iść z Tobą na cmentarz! - krzyknęła.
- Cicho! Nie krzycz. - zatkał jej usta. - Do taty. - spojrzał na nią proszącym wzrokiem. Zdjęła jego rękę ze swoich ust.
- Rozumiem, ale nie mogę opuszczać lekcji kiedy mi się chce. - próbowała się z tego wyplątać.
- Tylko raz. Chodź.- nie odpuszczał.
- Dobra. - szybko pobiegli do szatni, przebrali się i wybiegli ze szkoły. Mieli szczęście, że była to przerwa obiadowa i na korytarzu panowało zamieszanie.
Przed szkołą stał motor Moon'a. Chłopak wsiadł na niego.
- Wskakuj. - powiedział i podał jej kask.
- Chyba nie myślisz, że wsiądę z Tobą na motor. Oszalałeś? Lubię motory, ale kto wie, co przyjdzie Ci do głowy. - odsunęła się o krok od pojazdu.
- Nie marudź. Obiecuję, że nic Ci się nie stanie. Zaufaj mi. - uległa namowom, mimo, że nie ufała ludziom. Wsiadła.
- Za kask podziękuję. - zaprotestowała.
- Na pewno?
- Tak, tylko jedź ostrożnie.
- Złap się mnie. - odwrócił głowę w jej stronę. Zrobiła to niechętnie, ale wiedziała, że tak będzie bezpieczniej. Ruszyli. Jadąc, Morgana zauważyła, że cmentarz jest niedaleko jej domu. Przejechali przez ciemny las, prowadzący w to miejsce. Gdy dotarli, Moon odstawił swoją maszynę i chwycił Morganę za rękę. Jak ona tego nie lubiła... Prowadził ją przez wąskie ścieżki między grobami. W końcu doszli do celu.
- To tutaj. - powiedział i rozpoczął modlitwę. Morgana nie była wierząca, ale nie zaprzeczała, że Bóg istnieje. Nie uczyła się nigdy modlitw, więc pomyślała tylko:
- Niech spoczywa w pokoju. - i patrzyła jak chłopak z wielkim skupieniem coś szepcze. Z jego oczu leciały łzy. Kiedy skończył modlitwę spojrzał na Morganę. Ona podeszła i wytarła jego mokre policzki rękawami bluzy.
- Wybacz, nie jestem katoliczką. Nie nauczono mnie żadnej modlitwy.- powiedziała z opuszczoną głową. Chwycił jej podbródek i uniósł tak, aby móc spojrzeć jej w oczy.
- Nie szkodzi. Tata na pewno doceni to, że przyszłaś tu ze mną. Dziękuję.
- OK. Nie ma sprawy. Wracamy?- zapytała.
- Ile masz dziś lekcji? - zmienił temat.
- Pięć. Nie chodzę na dodatkowe zajęcia z matmy i mogę wrócić szybciej do domu. - odrzekła zadowolona z siebie.
- To nie opłaca Ci się wracać do szkoły. Odwiozę Cię.
Kiedy podjechali pod jej dom zeszła z motoru i ruszyła w stronę drzwi. Moon chwycił ją za rękę i zatrzymał.
- Tak wiele dla mnie robisz. Dziękuję. Nie spotkałem jeszcze tak miłej i tak pięknej dziewczyny, jak Ty. - powiedział z uśmiechem.
- Nie podrywaj mnie. I tak Ci się to nie uda. - powiedziała obojętna.
- Nawet nie próbuję. - zaśmiał się i przyciągnął dziewczynę do siebie. Chyba chciał ją pocałować, ale pomyślał, że może go za to znienawidzić. Dał jej tylko całusa w policzek.
- Dziękuję. Do jutra. - puścił ją.
- Nie będzie mnie jutro w szkole. - odeszła.
- Dlaczego? Hej! To spotkajmy się po szkole! - wołał za nią, ale ona poszła do domu.
Najpierw pobiegła odłożyć plecak, a potem poszła przywitać się z babcią. Wchodząc do kuchni ujrzała sędziwą staruszkę siedzącą na wózku.
- Cześć, babciu. Tęskniłam za Tobą bardzo. - podeszła i przytuliła kobietę.
- Cześć, wnuczusiu. Kocham Cię. - cicho szepnęła jej do ucha.
- Zjesz z nami obiad? - zapytała Caroline.
- Oczywiście. - odparła. Przy obiedzie dużo rozmawiali. Potem Morgana zawiozła babcię do ogródka i długo z nią rozmawiała. Stwierdziła, że to niezwykle mądra kobieta.
- Babciu, jutro przyjeżdżają do mnie znajomi ze starej szkoły. Chcieliby się ze mną spotkać, bo dawno ich nie widziałam. Jeśli chcesz, żebym została z Tobą to powiedz.
- Nie, kochanie. Spotkaj się z nimi. W Twoim wieku też uwielbiałam spotkania z przyjaciółmi.
- Kocham Cię, babciu. - wstała z trawy i odwiozła ją do domu. Poszła do swojego pokoju. Odpisała na SMS' od Dante'go.
*Super! Cieszę się. Mam już nawet miejsce, gdzie się spotkamy. Nie pójdę do szkoły. Czekam.*
Po kilku minutach Dante odpisał.
*Przyjedziemy przed południem. Trzymaj się i czekaj na nas.*
Nareszcie ich zobaczy! Wszystkich! Całą paczkę! Przyszła kolejna wiadomość.
*To jak? Spotkasz się jutro ze mną?*
Nadawcą był Moon.
*Nie. Mam już plany. Jestem umówiona.*
*Myślałem, że nie masz chłopaka...*
*Bo nie mam. Nie umawiam się z chłopakiem.*
Minęło kilka minut zanim odpisał.
*W takim razie z kim?*
Uznała, że nie jest mu potrzebna ta informacja, więc odpisała mu:
*Nie interesuj się tak, bo kociej mordki dostaniesz. :))*
Odłożyła telefon. Potem poszła na spacer. Myślała o Moon'ie. Lubiła go, a to dziwne. Nie chciała jednak mieć z nim bliższych kontaktów. Pomyślała też o Dante. Może nadal go kochała? Nie, raczej nie. Po prostu miał w sobie coś, co ją przyciągało. Wiedziała jedno. Nie zamierzała się umawiać z żadnym z nich.
Wieczorem wróciła do domu i nie miała ochoty nic robić. Napisała do kogoś z klasy na Facebook'u, aby zapytać co robili na lekcji, z której uciekła. Odrobiła zaległości i poszła się wykąpać. Tym razem napuściła wody do wanny. Położyła się i rozmyślała. Kiedy skóra na palcach zmarszczyła jej się, jak u staruszki postanowiła wyjść z wody. Ubrała piżamę i poszła do łóżka. Była już 23.38. Włączyła muzykę na słuchawkach i nawet nie zauważyła kiedy zasnęła. Śniło jej się, że Moon i Dante kłócą się o nią. Tego za wiele. Nie mogła pozwolić wciągnąć się takiej paranoii. Przebudziła się w środku nocy. Wstała i otworzyła okno. Zapaliła papierosa. Następnie wróciła do łóżka i poszła spać dalej.

Zapraszam do czytania.
Z okazji tego, że mam już około 500 wyświetleń na blogu (ponad 200 dzisiaj!), chciałabym podziękować każdemu, kto kiedykolwiek odwiedził mojego bloga. A szczególne podziękowania należą się moim wiernym ,,fankom", które zawsze czekają na kolejne rozdziały. Są to m.in. Ola, Natalka, Dominika, Oliwia, Laura. Dziękuję dziewczyny, że mnie wspieracie w tym, co robię <3

czwartek, 28 maja 2015

Rozdział 5

W poniedziałek Morgana poszła do szkoły. Miała całkiem dobry humor. Rano poszła do szatni. Spotkała tam natrętnego chłopaka. Zawsze przebywał w dużej grupce kolegów i zakochanych nastolatek, teraz jednak siedział sam. Miał słuchawki w uszach i wydawał się być przygnębiony. Chciała podejść do niego i zapytać, co się stało. Pomagała ludziom jeśli tego chcieli, ale w stosunku do niego miała jakieś opory. Zniechęcił ją do siebie swoim kretyńskim zachowaniem. Na każdej przerwie widziała go siedzącego samotnie. Zaczęło ją to zastanawiać. Czemu wszyscy go opuścili? Dlaczego siedzi sam? Czemu jest smutny? A może chce być samotny? Co mogło się stać?
Po lekcjach, wychodząc ze szkoły i przechądząc przez bramę, zauważyła, że siedzi pod murkiem. Już miała sobie iść, gdy nagle ujrzała, że na nią patrzy. Zatrzymała się. Iść, czy porozmawiać z nim? Zastanowiła się. Wybrała rozmowę. Zebrała w sobie siły, aby być uprzejmą. Podeszła do niego i usiadła. Zignorował ją. Wyjęła z jego ucha słuchawkę i wsadziła do swojego. Gdy usłyszała kilka pierwszych dźwięków zrobiła wielkie oczy i lekko otworzyła usta ze zdziwienia.
-Hej! To moja ulubiona piosenka! - była zszokowana. Przez chwilę nic nie odpowiadał. Potem odwrócił głowę i spojrzał na nią. W jego oczach była jakaś pustka, jakby był nieobecny. Po chwili lekko uniósł kąciki ust w sztucznym uśmiechu i cicho odrzekł:
- Hmm...moja też.- a potem znowu patrzył przed siebie.
- Chodź. - wstała, chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą. Nie opierał się, ale też nie spieszył. Morgana zaprowadziła go do pobliskiego parku i posadziła na ławkę. Wyjęła słychawki z jego uszu.
- Mów, co się stało. - powiedziała stanowczym głosem, ale on nadal był nieobecny.
- Pięknie tu. - zmienił temat.
- Tak, bardzo ładnie. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek o to zapytam. - westchnęła. - Jak masz na imię?
- Moon. - odrzekł cicho i spojrzał jej głęboko w oczy. Już nie było w nich pustki. Teraz błyszczały się. Widać było, że niedawno leciały z nich łzy.
- Powiesz mi co się stało? Zawsze jesteś w gronie znajomych, a teraz jesteś sam. Ostatnio nie przychodziłeś do szkoły. - zaczęła od początku. Zdziwił się. Zrozumiała, dlaczego. Pewnie pomyślał, że martwiła się o niego i ciągle o nim myślała. Szybko dodała:
- Nie żebym się tym specjalnie martwiła. Jeszcze nie zawiodłam niczyjego zaufania, więc zostanie to między nami.- bardziej ją to ciekawiło, niż żeby się martwiła.
- Nie chodzi tu o znajomych. Powiedziałem im, że wolę być sam.- odrzekł po chwili.
- Dlaczego? - nie poddawała się. Myślał przez chwilę.
- Umarł mi tata. Tylko on naprawdę mnie rozumiał. Był moim prawdziwym, najlepszym przyjacielem. Teraz nigdy już go nie zobaczę...- z jego oczu popłynęły łzy. Szybko otarł je rękawem i odwrócił głowę, aby Morgana nie widziała jak płacze.
- Przykro mi. - chwyciła jego rękę. - Nie wstydź się łez. Nie są oznaką słabości. - ponownie na nią spojrzał. Uśmiechnął się. Ona odwzajemniła uśmiech. Opuścił wzrok na ich ręce, które nadal były złączone. Zaśmiał się.
- Może jednak dasz się poderwać.- puściła go.
- Ekhem... Co to to nie. Chciałam być miła. Powinnam już iść. - odsunęła się i wyprostowała.
- Nie idź, proszę. Nie tak to miało wyjść. Przepraszam. - zaczął ją zatrzymywać.
- Dobrze. Nie wierze w miłość. Co chcesz robić? - zapytała.
- Przespacerujemy się?
- OK. - odpowiedziała i podniosła się z ławki. On zrobił to samo. Poszli na spacer wokół jeziora. Zbliżał się wieczór. Chodzili i podziwiali piękny widok. W końcu usiedli na pomoście i długo rozmawiali. Zaczął się zachód słońca. Moon dał dziewczynie swoją skórzaną kurtkę, aby nie było jej zimno. Coraz bardziej się do niej przybliżał, a ona nie zauważyła tego. Spojrzeli na siebie. Było blisko, aby się pocałowali, lecz ona odsunęła się.
- Nie mogę, wybacz. Wiesz co sądzę na temat miłości. Wolę jej unikać. - powiedziała.
- Przepraszam, to moja wina. Późno już. Odprowadzę Cię do domu. - uśmiechnął się.
- Kolejny sposób na poderwanie? - zaśmiała się.
- Nie, po prostu chcę być miły. No i nie chcę, żeby ktoś mi Cię ukradł. - oboje się zaśmiali. Patrzyli sobie głęboko w oczy. Przez chwilę siedzieli w ciszy podziwiając zachód. W końcu Morgana przerwała ciszę:
- Dziękuję za miły wieczór.
- To ja dziękuję. Wiele dla mnie zrobiłaś. Dzięki Tobie nie myślałem przynajmniej przez chwile o tacie. Dziękuję, Morgana.- uśmiechał się, ale w oczach miał smutek. Rozmawiali jeszcze chwilę, wymienili się numerami.
-Chodźmy już. Późno trochę. - nagle zaczął dzwonić jej IPhone. Odebrała.
- Tak, mamo?
- Morgana! Gdzie Ty się podziewasz?! Powinnaś być dawno w domu! - krzyczała zaniepokojona Caroline.
- Spokojnie, mamo. Jestem bezpieczna.- spojrzała na Moon'a i uśmiechnęła się. - Już wracam do domu. Niedługo będę.- i nie czekając na odpowiedź zakończyła połączenie.
- Mamusia się martwi o córeczkę? I bardzo dobrze, bo córeczka niegrzeczna jest. - wyszczerzył swoje białe zęby.
- Chyba dawno nie dostałeś.
- O, i umiesz się bić? Coraz bardziej Cię lubię. - zaśmiał się. Szli w milczeniu. Nagle Morgana zapytała:
- Masz może papierosy? Skończyły mi się.
- Proszę. - podał jej paczkę. Szli dalej. W pewnym momencie Moon delikatnie chwycił Morganę za rękę. Chciała już na niego nakrzyczeć i dać mu wykład na temat jej zdania o miłości, ale popatrzył na nią tak, że darowała mu to. Wzięła tylko głęboki oddech i szła dalej. Uznała, że to tylko przyjacielski spacer, ale wiedziała, że dla niego znaczy to o wiele więcej. W końcu dotarli pod jej dom.
- Dziękuję jeszcze raz za wszystko. - powiedział.
- Dzięki, że mnie odprowadziłeś.- uśmiechnęła się. Przytulił ją. Stała sparaliżowana. Co to miało być?! Bez słowa weszła do domu. Od progu dopadła ją mama.
- Dlaczego tak późno wracasz? Co się z Tobą dzieje? - prawie płakała z nerwów.
- Poznałam kogoś. Zmarł mu tata i pomagałam mu poradzić sobie z tym. Przepraszam. - mama zadawała jej mnóstwo pytań na jego temat, ale ona poszła do siebie. Cieszyła się, że ma własną łazienkę i nie musiała iść na dół i słuchać ciekawskiej Caroline.
Wzięła prysznic i przebrała się w piżamę. Położyła się do swojego wielkiego łóżka, włączyła muzykę i próbowała zasnąć, ale na marne. Setki myśli zalewały jej głowę. Usłyszała, że przyszła jej jakaś wiadomość.
*Hej. To ja, Moon. Śpisz?*
Odpisała po chwili.
*Nie śpię. Myśli mi na to nie pozwalają.*
*Też nie mogę zasnąć. Wspaniały dzień. :)*
Ona nie widziała w nim nic szczególnego, ale nie chciała zranić jego uczuć.
*Tak, fajny.*
Napisał:
*Będziesz jutro w szkole?*
No i się zaczęło. Zacznie o nią zabiegać i ją podrywać. Zaczynała żałować, że zdecydowała się z nim pogadać. Nie odpisała mu na tego SMS'a. Przyszedł następny.
*Dobranoc. Jestem Ci bardzo wdzięczny.*
Odpisała:
*Dobranoc.*
Odłożyła telefon pod poduszkę. Usiłowała zasnąć. Po pewnym czasie ponownie usłyszała cichy dźwięk i wibracje IPhone'a.
- Co on znowu chce? - pomyślała. Bardzo się zdziwiła, gdy zobaczyła, kto jest nadawcą wiadomości. Dante. Odczytała SMS'a.
*Dobranoc, księżniczko. Tęsknię.*
Nie odpowiedziała.
-Jeszcze lepiej. Tego już za wiele.
Wkrótce udało jej się zasnąć.

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 4

Trzy dni później nadszedł wreszcie piątek. Dzisiaj miała się odbyć szkolna dyskoteka z okazji przybycia nowej uczennicy do szkole. Ta szkoła zawsze tak świętowała powiększenie się grona uczniów. Morgana cały czas zastanawiała się czy na nią iść. Dzisiaj miała przyjechać także przyjaciółka Morgany - Teresa. Dziewczyny miały zaplanowane wspólne pójście na impreze oraz nocowanie w nowym domu Morgany.
O 5 rano dziewczyna była już na nogach. Mimo, że Teresa miała ją odwiedzić dopiero po szkole, ona już od rana przygotowywała pokój.
Dyskoteka miała rozpocząć się o 17, tak więc Morgana miała czas, aby wrócić do domu, przebrać się i wrócić do szkoły.
Tym razem podwiózł ją tata. Tego dnia miała wyjątkowo dobry humor, co u niej było bardzo dziwne. W szkole była dla każdego miła i uprzejma. Niezwykle cieszyła się z przyjazdu najlepszej przyjaciółki. Dopiero teraz zauważyła, że przez ostatnie dni oraz dzisiaj natrętnego chłopaka nie było w szkole. Nie zastanawiała się jednak nad tym zbyt długo.
Lekcje szybko mijały. Morgana przez swój dobry humor zaczęła zgłaszać się na zajęciach i zyskała tym duże plusy u nauczycieli.
Po skończonych lekcjach udała się na przystanek. Znowu usłyszała głos:
- To może dziś pójdziemy na kawę? - odwróciła się. Stał za nią wysoki chłopak o blond włosach i brązowych oczach. Był ubrany jak zwykły nastolatek. Nie było w nim nic szczególnego.
- Wybacz, ale teraz też nie mogę. Spieszę się. Dziś dyskoteka. Jesteś z mojej szkoły? - odpowiedziała z uśmiechem.
- Tak. Niestety, nie mogę przyjść. A tak poza tym to masz bardzo ładny uśmiech.
- Och, dziękuję. - Morgana odparła spokojnie. Nie zareagowała agresją jak zawsze. W tej samej chwili podjechał autobus. Wsiadła do niego i ruszyli w stronę jej domu. Gdy dojechali do celu zobaczyła na podwórku nieznajomy samochód.
- To Teresa! - ucieszyła się w duchu. Szybko wbiegła do domu. Przyjaciółki nie było na dole, więc pobiegła do siebie.
- Morgana, kochanie! Cześć! - przywitała ją radośnie przyjaciółka.
- Cześć, Tereso! Nareszcie się spotkałyśmy. - przyjaciółki wpadły sobie w ramiona. Caroline i David nie wrócili jeszcze z pracy. Oboje musieli zostać dłużej. Firma miała małe problemy.
- Chodźmy do kuchni. Pogadamy przy kawie. - zaproponowała Morgana. Zeszły na dół. Morgana wyjęła dwa duże kubki, wstawiła wodę i zasypała kawę. W oczekiwaniu na zagotowanie się wody zapytała:
- Co u Ciebie? Opowiadaj. Jak poszła rozmowa z ekipą?
- U mnie wszystko w porządku. Nic się nie zmieniło, a rozmowa poszła dobrze. Zgodzili się na zmianę zasad. Tylko, że... pozbyliśmy się kogoś.- sciszyła głos.
- Czyżby Matt'a ?
- Tak. Nie jesteś zła? - zapytała nieśmiało Teresa.
- Nareszcie! Ja mam być zła? Od dawna miałam go dość.
- Cieszę się. A, zapomniałabym. Masz pozdrowienia od Dante'go. - uśmiechnęła się.
Dante... Chłopak z paczki, w którym Morgana była kiedyś zakochana. Przeżywała swoje pierwsze zauroczenie. Jednak oboje uznali, że nie mogą się spotykać będąc w jednej paczce i zostali przyjaciółmi. Dante nie przestał kochać Morgany, ale nie okazywał jej tego, bo wiedział, że nic z tego nie będzie.
- Dziękuję, miło z jego strony. - odpowiedziała po chwili namysłu.
Wypiły kawę i poszły na górę.
- Czas szykować się na tańce! - Teresa lubiła takie zabawy. Wyjęła z walizki sukienkę, którą zamierzała nałożyć.
- Co o niej sądzisz? - Morgana chwilę ją pooglądała i powiedziała z zachwytem:
- Cudowna... Piękna. Będziesz w niej wspaniale wyglądać.
- Dziękuję, a co Ty przygotowałaś? - uśmiechnęła się.
- Może jakieś spodnie?
- Nie mówisz poważnie?! To dyskoteka z okazji TWOJEGO przyjścia, więc musisz wyglądać wystrzałowo! - wykrzyczała Teresa. - Pokazuj swoje sukienki!
Morgana otworzyła szafę. Wisiała w niej tylko jedna sukienka, która była przeznaczona na pogrzeby. Dziewczyny posłały sobie spojrzenia.
- Nie nadaje się. Na szczęście masz mnie. Wzięłam jeszcze jedną. Spójrz! - Teresa wyciągnęła z walizki powiewną czarną sukienkę z ćwiekami i cienkim, skórzanym paskiem. Morgana była zachwycona. Przebrały się, umalowały i wyszły z domu. Musiały dojść do szkoły pieszo. Nagle zatrzymał się koło nich samochód nauczyciela.
- Podwieźć Was, dziewczynki?
- Chodź, Teresa. To mój nauczyciel.
Wsiadły do samochodu. Dojechali pod szkołę. Była już 17.10. Trochę się spóźniły. Weszły na salę.
- Jest nasza gwiazda wieczoru! Zaczynamy! - wykrzyknął jakiś chłopak. Dyskoteka zaczęła się. Grała głośna muzyka i wszyscy tańczyli. Na początku Morgana nie chciała brać w tym udziału, ale Teresa zmusiła ją do tego. Po godzinie tańca na scene weszła dyrektorka.
- Morgano Wrong. W imieniu wszystkich uczniów i nauczycieli serdecznie witam Cię w naszej szkole. Mamy nadzieję, że będziesz się tu dobrze czuła. Przygotowaliśmy dla Ciebie prezent.- starsza pani poprosiła chłopaków, aby przynieśli karton z prezentem na scene.- Podejdź do mnie, drogie dziecko.- zszokowana dziewczyna weszła na scenę.
- Może zechciałabyś coś powiedzieć? - zapytała dyrektorka i podała jej mikrofon.
- Dziękuję, pani dyrektor. Chciałabym powiedzieć, że bardzo mi miło i serdecznie dziękuję za prezent, cokolwiek to jest.- wykrztusiła, spoglądając na pudełko. Na scene wszedł nauczyciel i podał jej prezent. Dziewczyna przyjęła go, jeszcze raz dziękując, i zeszła z podwyższenia. Ruszyła w kierunku przyjaciółki.
- Chodźmy do szatni.- powiedziała. Udały się w tym kierunku. Usiadły na ławce i rozmawiały. Po chwili podszedł do nich jakiś chłopak. Był przeciętnie przystojny, ale Teresa była nim zachwycona. Szybko się zakochiwała.
- Cześć, Morgana. Witamy w szkole. A Ty? Jak masz na imię? - zwrócił się w strone towarzyszki Morgany.
- Teresa, miło mi. - próbowała ukryć swój zachwyt.
- Jestem Błażej. Jesteś taka piękna. Mam ochotę Cię pocałować. - zbliżył się. Teresa wstała i podeszła do niego. Byli bardzo blisko siebie. Patrzyli sobie w oczy i zaczęli się całować. Morgana odwróciła wzrok, by uniknąć tego widoku.
Po zakończeniu dyskoteki dziewczęta wyszły na plac szkolny.
- Mam jego numer! - krzyknęła zadowolona Teresa.
- Chodź do domu. Jestem taka zmęczona...- Morgana ją zignorowała i spojrzała na zegarek.- O matko! Już północ!
- Spokojnie. Na pierwszą będziemy w domu, haha. Nie mów, że się boisz iść nocą.
- Nie boję się, ale bolą mnie nogi. Szkoda, że taksówki nie jeżdżą. No cóż, trzeba iść. - w tej chwili podjechał motor. Chłopak zaproponował Morganie podwiezienie, jednak ta odmówiła, bo nie chciała zostawiać koleżanki.
- Wszyscy jesteście tu tacy mili, ale nie mogę zostawić Teresy. Paa ! - powiedziała.
W końcu dziewczyny dotarły do domu. Wykąpały się i rozpakowały podarunek. W pudle znajdowała się koszulka z ulubionym zespołem Morgany oraz dwie płyty.
- Skąd wiedzieli!? Wow, super! - wykrzyknęła. Wkrótce okazało się, że to rodzice podpowiedzieli dyrekcji.
Dziewczyny były tak zmęczone, że od razu zasnęły. Następnego dnia wyszły na zakupy i kupiły sobie wiele ubrań. Poszły też na pizze i lody. W niedziele rano Teresa musiała jechać.
- Będę tęsknić, słonko.
- Ja też. - Morgana przytuliła przyjaciółkę. Teresa odjechała.
Kilka godzin później przyszedł SMS od nieznanego numeru.
*Teresa przekazała pozdrowienia?*
Odpisała:
*Dante?*
*He, tak. To jak?*
Dziewczyna uśmiechnęła się.
*Przekazała. Dziękuję.*
*Jak u Ciebie?*
*Dobrze, a u Ciebie?*
Kilka minut potem przyszedł SMS.
*Tęsknie za Tobą.*
Dziewczyna nie odpisała już. Poszła na spacer.

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 3

Następnego dnia Morgana wstała niewyspana. Siedziała do 5.00 rano czytając książkę. Chciała ubłagać rodziców, aby zostać w domu, ale od początku wiedziała, że to się nie uda.
Dziewczyna wstała o 6.50 i musiała bardzo się pospieszyć, żeby nie spóźnić się na autobus. Jak na złość, przyjechał dziś pięć minut wcześniej, więc nie zdołała już wypić kawy ani zjeść śniadania. Nie spakowała nawet wszystkich książek. Szybko wybiegła z domu. Kierowca powitał ją uśmiechem.
- Musiał pan tak wcześnie? Zdecyduj się, o której będziesz przyjeżdżał! Może niedługo o piątej rano podjedziesz?! - ten kierowca zepsuł jej już cały dzień.
Tym razem w autobusie było tłoczno. Nie miała gdzie usiąść, jedyne wolne miejsce było obok Borysa. Usiadła przy nim nic nie mówiąc. Widać było w jego oczach strach, a jednocześnie radość.
- Mam nadzieję, że nigdy już go nie spotkam. -pomyślała.
Do szkoły weszła nic nie mówiąc. Zazwyczaj była kulturalna, ale dziś nie miała ochoty nawet otwierać ust, by kogoś powitać. Może była taka nie w humorze przez kierowcę, a może dlatego że zaczynała tęsknić za przyjaciółmi. Na dodatek w szatni spotkała wczorajszego podrywacza.
- Masz niezłe ciosy, mała. -zaśmiał się. Nie był to jednak taki śmiech jak ostatnio. Teraz był serdeczny, koleżeński. Wczoraj- kpiący.
Dziewczynę przeraziło to, że dostrzegła w nim coś ładnego. Szybko jednak się otrząsnęła i odpowiedziała bez namysłu:
- Dzięki, ymmm...
- Jednak przyda Ci się moje imię. Nazywam się...
- Nie! Nie obchodzi mnie ono.
- Spokojnie... - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale ona już odeszła. Najwidoczniej miała go dosyć.
Lekcje mijały raczej opornie. Przez cały dzień miała zły humor. Po zajęciach, w oczekiwaniu na autokar, ustała na przystanku.
- Może dasz się zaprosić na kawę?- usłyszała zza ramienia. Chciała się odwrócić i nawrzeszczeć na chłopaka. Myślała, że jest to ten natręt. Zorientowała się jednak, że ma inny głos.
- Nie dzisiaj. - odpowiedziała, nie odwracając się. Po chwili koło przystanku pojawił się samochód jej ojca. Wsiadła.
- Cześć, skarbie. Dzisiaj wypuścili mnie wcześniej z pracy, ale mama musiała zostać po godzinach. Jak tam w szkole? -zapytał David.
- Normalnie. - odparła cicho Morgana.
- Coś się stało? - zapytał zaniepokojony.- Dzisiaj jesteś wyjątkowo przygnębiona.
- Nie, nic mi nie jest. Tęsknie trochę za przyjaciółmi, to tyle. - dziewczyna zasmuciła się jeszcze bardziej na myśl o nich.
- Napisz do nich, albo zadzwoń. Może w weekend się spotkacie?
- Bardzo bym chciała, ale myślę, że będę musiała iść na szkolną impreze. Jest organizowana tylko po to, aby mnie powitać. I wyprzedzę Twoje pytanie. Nie, nie cieszę się z tego.
Wracali do domu w milczeniu. Gdy dotarli do domu, Morgana wysiadła i pobiegła na górę. Ucieszyła się, kiedy dostała SMS'a.
*Cześć. Tu Matt. Co u Ciebie?*
To była kolejna osoba z ich paczki.
*Cześć. Strasznie tęsknie za Wami i za naszymi spotkaniami. A co u Was?*
Na odpowiedź musiała trochę poczekać.
*U nas wszystko okey. Masz pozdrowiania od ekipy. Spotkamy się w weekend?*
*Raczej nie.*
*Dlaczego?*
Morgana nie chciała mu tego tłumaczyć. Matt był w ekipie tylko ,dlatego że był podobny do całej reszty. Dziewczyna, tak jak i inni z paczki, nie przepadała za nim. Mieli zamiar się go pozbyć. Nie przychodził na spotkania i do wszystkich miał pretensje. W końcu odpisała.
*Będę zajęta.*
*Ooo. Masz już nowych znajomych? A może masz ważniejsze zajęcia niż spotkanie z przyjaciółmi?!*
Nie miała ochoty się z nim kłócić.
*Nie pisz do mnie więcej. Nikt ani nic nie jest ważniejsze od naszej paczki.*
Chłopak nie odpisał już nic więcej.
Morgana odrobiła lekcje i zjadła obiad. Potem skończyła czytać książkę. Niedługo po tym zaczął dzwonić jej IPhone. Spojrzała na niego. Dzwoniła Teresa - dziewczyna, z którą Morgana była najbardziej zaprzyjaźniona. Odebrała.
- Haalo, słońce. Czemu tak źle traktujesz naszego najwspanialszego Matt'a? - zaśmiała się. Miała taki delikatny głosik... Zawsze wiedziała jak poprawić Morganie humor.
- Najwspanialszego? Zdecydowanie. - obie zaczęły się śmiać. Po chwili nastała cisza, lecz w końcu Teresa ją przerwała.
- Jak ja za Tobą tęsknie...- i zasmuciła się.
- Ja za Tobą też. Nawet nie wiesz jak bardzo. Przyjedziesz do mnie w piątek? Nocowałabyś do niedzieli. - zaproponowała.
- Słyszałam, że masz już plany. Jakaś impreza, czy coś. To prawda?
- Tak, ale poszłabyś ze mną. Nikogo nie znam w szkole. Na pewno byś mogła.
- Nie mogę. To byłoby wbrew naszym zasadom. Spotykamy się wszyscy, pamiętasz?- Teresa wciąż mówiła przygnębionym głosem.
- Pamiętam, ale oni nie muszą się o tym dowiedzieć. Proszę, zrób to dla mnie. Myślałam, że mogę na Ciebie liczyć.
- Bo możesz. Zobacze co da się zrobić, ale nie będę kryła tego przed resztą. Myśle, że skoro zmieniła się nasza sytuacja, a szczególnie Twoja, to można zmienić zasady. Pogadam z nimi.
- Dziękuję. Kochana jesteś.
- Przykro mi, ale muszę już kończyć. Trzymaj się, kochanie. Zadzwonie niedługo i powiem Ci co i jak. Do usłyszenia.
- Pa. - odpowiedziała Morgana i rozłączyła się. Było już późno. Wykąpała się i wskoczyła pod ciepłą kołderkę. Tym razem szybko poszła spać.

Zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że się spodoba. Liczę na komentarze i obserwacje :)

piątek, 22 maja 2015

Rozdział 2

Morgana wstała wcześnie rano przed budzikiem. Śniło jej się, że została porzucona przez rodziców i zaopiekował się nią starszy pan, który okazał się być demonem. W momencie kiedy chciał z niej wyssać duszę obudziła się. Dziewczyna często miewała takie sny. Przestała się ich bać dawno temu. Twierdziła, że najgorsze co jej się śniło to to, że została sama. Odeszli od niej wszyscy, a ona zwariowała i była dzikuską. Sama nie wiedziała, dlaczego tak ją to przerażało.
Gdy się obudziła na zegarku widniała godzina 5.47. Budzik miał zadzwonić o 6.30. Nie mogła już zasnąć. Wstała i ubrała się, jak zawsze, w ciemne ubrania. Tylko takie miała w szafie. Zeszła na dół, zaparzyła sobie kawę. Usiadła przy stole i rozmyślała. Po jakimś czasie do pomieszczenia wszedł David.
- Hej, córcia. Co Ty tu robisz tak wcześnie? Nie śpisz już?
- Hmmm... Jak widać nie. Obudziłam się i nie mogłam już zasnąć. O której przyjedzie ten autobus po mnie?
- Zdaje mi się, że miał być o 7.00. Będziesz miała jeszcze sporo czasu, żeby kogoś poznać przed lekcjami. -ojciec uśmiechnął się serdecznie.
- Taaa...- dziewczyna odpowiedziała zniechęcona. Nie miała ochoty nikogo poznawać. Nie potrzebni byli jej nowi znajomi. Zanim przyjechał autobus Morgana rozmawiała z tatą o muzyce.
Kiedy wybiła 7.00 pod dom podjechał autobus.
- Och, jacy punktualni. - powiedziała z ironią. Wzięła plecak i wyszła z domu żegnając się z ojcem. W drodze do szkoły słuchała swoich ulubionych piosenek. Siedziała z tyłu autobusu. W pewnym momencie do pojazdu wsiadł jakiś mężczyzna. Podszedł do miejsca, w którym siedziała Morgana. Dziewczyna widziała, że coś do niej mówi, jednak nie słyszała przez muzykę. Zdjęła słuchawki i powiedziała :
- Proszę? Przepraszam, nie słyszałam.
- Mogę tu usiąść? -zapytał. Była zdziwiona tym pytaniem, bo autobus był prawie pusty.
- Spoko, ale jest wiele miejsc wokół...
- Chciałem usiąść przy Tobie, piękna. Nazywam się Borys, a Ty?
- Morgana...- nie miała ochoty na rozmowę. Chłopak nie grzeszył urodą i zdawało się, że inteligencją też.
- Ooo! Jakie piękne imię, jak i jego właścicielka. Masz takie śliczne oczy i włosy. Może się kiedyś spotkamy? - puścił jej oczko.
- Słuchaj koleś. Nie jestem z tych, które umawiają się z każdym, a szczególnie z debilami. Jeśli masz zamiar mnie podrywać w tak perfidny sposób, to lepiej sobie idź!
- Skarbie, spokojnie. Kwiatuszku, nie złość się... - uśmiechnął się. Wtedy nie wytrzymała.
- Spadaj stąd!- i uderzyła go w twarz. Nie lubiła takich chłopaków. Borys szybko podniósł się z miejsca i przesiadł się jak najdalej. Reszta drogi przebiegła spokojnie. W końcu dotarli do szkoły. Morgana wzięła głęboki wdech i westchnęła:
-Ech... Zaczyna się...
Wysiadła z pojazdu i nie rozglądając się nigdzie poszła prosto do wejścia. W środku woźna udzieliła jej wskazówki, gdzie ma iść, aby się przebrać. Potem udała się pod salę lekcyjną. Podchodziło do niej wiele dziewczyn, ale każda z nich była radosna, szczęśliwa, nie w typie Morgany. Po skończonych lekcjach wyszła przed szkołę i zapaliła papierosa. To jedyny jej nałóg, oprócz rock'a. W pewnej chwili podeszła do niej grupka chłopaków. Zaczęli rozmowę.
- Hej, laseczko. Palisz? Oj, niegrzeczna dziewczynka. - po czym zaczęli się śmiać. Podszedł do niej bliżej jeden z nich.
- No cześć. Jak masz na imię? Poczęstujesz mnie papieroskiem?
- Morgana. Masz i odejdź. - próbowała jak najszybciej się ich pozbyć. Grupka po chwili odeszła, ale on został. Zapalił papierosa, zaciągnął się, wypuścił dym i spojrzał na nią.
- Ja jestem... -zaczął, ale Morgana nie dała mu skończyć.
- Nie obchodzi mnie to, kim jesteś i jak się nazywasz. Wolałabym, żebyś nigdy nie pojawił się w moim życiu. Idź już sobie. Zaraz jadę do domu. -jednak chłopak udawał, że nie słyszy.
- Śliczna, złość piękności szkodzi. - w tej chwili zbliżył się do niej i próbował ją pocałować, ale ona z całej siły go odepchnęła.
- Spadaj kretynie! - uderzyła go, tak samo jak poprzedniego adoratora, zgasiła papierosa i odeszła. Niedługo potem przyjechał autobus i odjechała do domu. Rodzice byli jeszcze w pracy. Poszła do swojego pokoju zdenerwowana. W poprzedniej szkole dosyć dobitnie uświadomiła wszystkim, że nie życzy sobie podrywania i prób zbliżenia się.
Usiadła przy biurku. Zaczęła odrabiać lekcje. Szło jej to sprawnie, ponieważ dobrze radziła sobie z nauką, chociaż nigdy specjalnie się nie starała. Gdy skończyła, wyjęła z szafki książkę i zaczęła czytać. Po kilku godzinach wrócili Caroline i David.
- Kochanie! Jesteśmy!
Nastolatka zeszła do nich.
- Hej, mamo. Hej, tato. Jak tam w pracy? - próbowała ukryć złość i starała się być miła.
- Tak jak zwykle. Nowa siedziba jest naprawdę piękna. Lepiej opowiadaj, co tam u Ciebie? Jak pierwszy dzień w szkole? -odpowiedziała Caroline.
- Nic specjalnego się nie działo. Nauczyciele są mili, sympatyczni. Orientuję się już, gdzie co jest.
- A koledzy?
- Mamo, przecież wiesz, jakie mam do tego podejście.
- Myślałam, że może jednak... Zjesz obiad? -zmieniła temat.
- Nie jestem głodna, dziękuję. Pójdę już do siebie.
Wróciła do pokoju i oddała się czytaniu.


Zapraszam :))

środa, 20 maja 2015

Rozdział 1

20 maja. Do miasteczka Greenwhit wprowadziła się rodzina Wrong - małżeństwo David i Caroline wraz z córką Morganą. Postanowili przeprowadzić się z powodu przeniesienia siedziby firmy, którą prowadzili. Morgana nie była tym zachwycona, gdyż musiała zmienić szkołę. Z resztą ona nigdy nie była zachwycona. Lubiła siedzieć sama w pokoju, słuchając rock'a na słuchawkach. Miała tylko kilku znajomych. Nie chodzi o to, że nikt jej nie lubił. To ona nie lubiła ludzi. Zdobyć jej sympatie było naprawdę trudno.
Ubierała się przeważnie na czarno. Włosy farbowała na ognisty czerwony. Wiele razy rodzice i nauczyciele zwracali jej uwagę, ale ona udawała, że nie słyszy. Miała raczej dobry kontakt z rodzicami, ale nie rozmawiała z nimi za wiele. Miała własny świat. Cieszyła się, że nie przeprowadzili się bardzo daleko od poprzedniego miejsca zamieszkania, bo mogła nadal spotykać się z przyjaciółmi. Oczywiście, nie tak często jak wcześniej.
Morgana nigdy nie miała chłopaka, mimo, że była naprawdę ładną siedemnastolatką. Uważała, że miłość nie jest dla niej, że zakochują się tylko głupie nastolatki uwielbiające każdego chłopaka, który tylko na nie spojrzy.
Wiele ludzi uważało ją za dziwaczkę, bo nie latała za chłopakami i nie chodziła na imprezy. Sądziła, że to idiotyczne.
W dzień przeprowadzki poszła ostatni raz w miejsce, w którym spotykała się z przyjaciółmi. Były to opuszczone ruiny jakiegoś starego domu. Spotykali się tam wieczorami, aby nikt ich nie zobaczył. Mimo, że otoczenie było dosyć ponure oni nie bali się tam przebywać. Znajomi Morgany byli bardzo podobni do niej. Wszyscy ubrani na czarno, wyznający te same poglądy. Jedyne co ich różniło to gatunek muzyki jakiego słuchali. Większość słuchała metalu, tylko Morgana kochała rock. Byli w podobnym wieku, 16-18 lat.
Dziewczyna myślała, że przeprowadzka to najgorsza decyzja życiowa jej rodziców. Nowy dom nie bardzo jej się spodobał. Był kolorowy, dobrze oświetlony, z balkonem i basenem. Nie należeli do najbiedniejszych, przecież mieli własną firmę, która dawała im duże zyski. Najbardziej spodobał jej się jeden pokój na samej górze. Znajdowało się tam tylko jedno zwykłe okno, a nie ogromne jak w innych pomieszczeniach. Pokój był całkiem spory. Na początku miał służyć jako składzik niepotrzebnych rzeczy, jednak Morgana ubłagała rodziców, by mógł to być jej kącik.
Rozpakowała kartony ze swoimi rzeczami. Po urządzeniu całego pomieszczenia położyła się na swoim wielkim łóżku, które tak bardzo kochała i leżała gapiąc się w sufit. Jej rozmyślanie przerwał głos dobiegający z dołu. To była Caroline, jej matka.
- Morgana! Zejdź proszę na dół!
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko szybko zeszła.
- Słucham. Co chciałaś?
- Podejdź tu do mnie. Jak podoba Ci się nasz nowy domek?- kobieta tryskała entuzjazmem.
- Szczerze mówiąc to nie bardzo. Za jasno, za kolorowo. A Twój entuzjazm jest trochę irytujący, mamo.
- Kochanie, rozchmurz się. Nie mieliśmy wyboru. Musieliśmy się tu przenieść, a ten dom jest naprawdę śliczny. Przecież możesz nadal spotykać się ze znajomymi, a po za tym poznasz tu nowych ludzi!
- Nie chcę nikogo poznawać. Mogę iść już do siebie?
- Dobrze, idź. Tylko zejdź na kolację. Przygotuję coś smacznego!
-Mhm...- odparła, po czym udała się na górę. Cały wieczór leżała na łóżku. W końcu przyszedł SMS. Od Dagmary, jednej z ich paczki.
*Hej stara. Jak leci? Jak tam nowy dom?*
Morgana ucieszyła się z tej wiadomości i szybko odpisała :
*Siema. Daj spokój. Słonecznie, kolorowo...Szkoda gadać, sama rozumiesz...*
Po chwili usłyszała sygnał.
*Rozumiem. Kiedy się spotkamy? Tęsknimy za Tobą, mordo.*
*Ja też tęsknię. Niedługo się zobaczymy. Trzymajcie się, pozdrów wszystkich. Lecę na kolacje.*
Odłożyła telefon i zbiegła na dół. Zjadła kolacje, wzięła prysznic. Położyła się pod kołdrę i spojrzała na zdjęcie jej znajomych. Zgasiła lampkę i zasypiała myśląc o tym, że jutro musi pójść do nowej szkoły.

Zapraszam do przeczytania. Kolejny rozdział za kilka dni. :)

poniedziałek, 18 maja 2015

Mystery...

Morgana- siedemnastoletnia dziewczyna, piwne oczy (często nosi soczewki), czerwono-ogniste włosy, ubiera się na czarno, słucha rock'a. Skrywa pewną tajemnicę...


Moon-osiemnastoletni wysoki, przystojny chłopak, ma wielu kolegów, lubiany, także słucha rock'a. Spróbuje zbliżyć się do Morgany. Czy odkryje jej tajemnicę?


 Zobacz jak potoczą się losy Moon'a i Morgany.Jaki sekret skrywa Morgana? Czy Moon odkryje sekret dziewczyny?

Zapraszam do czytania :)
I rozdział już niedługo :D