Rano na Morganę czekało wiele niespodzianek. Obudziła się i zobaczyła, że ma 4 nieodebrane SMS'y. Postanowiła na razie ich nie odbierać, wolała w spokoju przygotować się do szkoły. Ubrała się, umalowała i zeszła na śniadanie. Zdziwiła się, że jej tata jeszcze śpi, bo zawsze wstaje bardzo wcześnie. Myliła się jednak. Caroline, która weszła właśnie do kuchni, wszystko jej wyjaśniła. David pojechał na dworzec, aby odebrać babcię Morgany. W dzieciństwie dziewczyna bardzo kochała starszą kobietę, potem ich relacje trochę się pogorszyły, ale nadal się rozumiały. Morgana nawet ucieszyła się na tą wiadomość.
- Chyba tylko Twój ojciec nie cieszy się z jej przyjazdu, w końcu to jego teściowa. - zaśmiała się Caroline.
- Kiedy przyjadą? - zapytała dziewczyna smarując sobie chleb masłem.
- Pewnie niedługo, ale Ty zobaczysz babcię dopiero po szkole.
- Szkoda. - położyła na kanapkę plaster szynki i zaczęła ją jeść.
- Pospiesz się, bo zaraz przyjedzie autobus. - poganiała mama. Morgana nie odpowiedziała i poszła po plecak. Wyszła przed dom i w oczekiwaniu na autobus odebrała SMS'y. Jeden był od Dagmary.
*Tak się cieszę, a Ty?*
Dziewczyna nie wiedziała o co chodzi, więc odebrała następną wiadomość. Od Teresy.
*Jak podoba Ci się nasz pomysł? Już nie mogę się doczekać.*
Hmmm... O co chodzi? Zakłopotana Morgana przeczytała następnego SMS'a. Ten był od Dante'go.
*Hej, Morgana. Pomyśleliśmy, że przyjedziemy do Ciebie jutro. Już wszystko ustalone. Nie chcemy robić problemu Twoim rodzicom, więc pójdziemy w jakieś fajne miejsce. Jak dawniej. Do zobaczenia.*
Ach! O to chodzi! Cała paczka chce spotkać się z nią. Morgana ucieszyła się, ale potem pomyślała o babci. Miała spędzać z nią jak najwięcej czasu, bo dawno jej nie widziała i babcia nie była już najmłodsza. Nie wiadomo, ile zostało jej życia, więc siedemnastolatka chciała wykorzystać tą wizytę maksymalnie. No cóż, trzeba będzie to jakoś zaplanować.
Ostatnia wiadomość była od Moon'a.
*Mam dla Ciebie niespodziankę. Do zobaczenia w...*
Kolejna zagadka? W tej chwili podjechał autobus. Dziewczyna zobaczyła, że na tylnym miejscu siedzi... Moon.
- Autobusie. Do zobaczenia w autobusie. - pomyślała Morgana przypominając sobie treść SMS'a. Chłopak pomachał do niej i dał znak, żeby usiadła z nim. Ruszyła w jego kierunku.
- Jak tam? - znowu udawała miłą.
- No, a jak myślisz? Słabo, a u Ciebie?- trochę się zasmucił, ale tylko na chwile. W końcu siedziała przy nim dziewczyna, która podobała mu się.
- W porządku. Co Ty tutaj robisz? Myślałam, że masz niedaleko od szkoły.- zapytała.
- Przyjechałem po Ciebie. Wsiadłem rano w autobus i przyjechałem. To źle?- uśmiechnął się trochę zmieszany.
- To miłe, ale nie musiałeś. - założyła słuchawki, żeby go nie słuchać. Po chwili wyciągnął je jej z uszu.
- Będę miał do Ciebie prośbę na długiej przerwie. Liczę na Ciebie. - i oddał słychawkę. Dojechali do celu.
Morgana przez cały czas zastanawiała się, co może od niej chcieć chłopak, którego ledwo zna. Na długiej przerwie podszedł do niej.
- No co tam chciałeś? - nareszcie mogła zadać mu te pytanie.
- Musisz ze mną iść. - powiedział stanowczym głosem i spojrzał na nią wzrokiem, mówiącym ,,albo ze mną pójdziesz, albo zaciągnę Cię siłą".
- Gdzie? - nie dała po sobie poznać zaniepokojenia.
- Na cmentarz. - szepnął. - Teraz.
- Co?! Nie ucieknę z lekcji, żeby iść z Tobą na cmentarz! - krzyknęła.
- Cicho! Nie krzycz. - zatkał jej usta. - Do taty. - spojrzał na nią proszącym wzrokiem. Zdjęła jego rękę ze swoich ust.
- Rozumiem, ale nie mogę opuszczać lekcji kiedy mi się chce. - próbowała się z tego wyplątać.
- Tylko raz. Chodź.- nie odpuszczał.
- Dobra. - szybko pobiegli do szatni, przebrali się i wybiegli ze szkoły. Mieli szczęście, że była to przerwa obiadowa i na korytarzu panowało zamieszanie.
Przed szkołą stał motor Moon'a. Chłopak wsiadł na niego.
- Wskakuj. - powiedział i podał jej kask.
- Chyba nie myślisz, że wsiądę z Tobą na motor. Oszalałeś? Lubię motory, ale kto wie, co przyjdzie Ci do głowy. - odsunęła się o krok od pojazdu.
- Nie marudź. Obiecuję, że nic Ci się nie stanie. Zaufaj mi. - uległa namowom, mimo, że nie ufała ludziom. Wsiadła.
- Za kask podziękuję. - zaprotestowała.
- Na pewno?
- Tak, tylko jedź ostrożnie.
- Złap się mnie. - odwrócił głowę w jej stronę. Zrobiła to niechętnie, ale wiedziała, że tak będzie bezpieczniej. Ruszyli. Jadąc, Morgana zauważyła, że cmentarz jest niedaleko jej domu. Przejechali przez ciemny las, prowadzący w to miejsce. Gdy dotarli, Moon odstawił swoją maszynę i chwycił Morganę za rękę. Jak ona tego nie lubiła... Prowadził ją przez wąskie ścieżki między grobami. W końcu doszli do celu.
- To tutaj. - powiedział i rozpoczął modlitwę. Morgana nie była wierząca, ale nie zaprzeczała, że Bóg istnieje. Nie uczyła się nigdy modlitw, więc pomyślała tylko:
- Niech spoczywa w pokoju. - i patrzyła jak chłopak z wielkim skupieniem coś szepcze. Z jego oczu leciały łzy. Kiedy skończył modlitwę spojrzał na Morganę. Ona podeszła i wytarła jego mokre policzki rękawami bluzy.
- Wybacz, nie jestem katoliczką. Nie nauczono mnie żadnej modlitwy.- powiedziała z opuszczoną głową. Chwycił jej podbródek i uniósł tak, aby móc spojrzeć jej w oczy.
- Nie szkodzi. Tata na pewno doceni to, że przyszłaś tu ze mną. Dziękuję.
- OK. Nie ma sprawy. Wracamy?- zapytała.
- Ile masz dziś lekcji? - zmienił temat.
- Pięć. Nie chodzę na dodatkowe zajęcia z matmy i mogę wrócić szybciej do domu. - odrzekła zadowolona z siebie.
- To nie opłaca Ci się wracać do szkoły. Odwiozę Cię.
Kiedy podjechali pod jej dom zeszła z motoru i ruszyła w stronę drzwi. Moon chwycił ją za rękę i zatrzymał.
- Tak wiele dla mnie robisz. Dziękuję. Nie spotkałem jeszcze tak miłej i tak pięknej dziewczyny, jak Ty. - powiedział z uśmiechem.
- Nie podrywaj mnie. I tak Ci się to nie uda. - powiedziała obojętna.
- Nawet nie próbuję. - zaśmiał się i przyciągnął dziewczynę do siebie. Chyba chciał ją pocałować, ale pomyślał, że może go za to znienawidzić. Dał jej tylko całusa w policzek.
- Dziękuję. Do jutra. - puścił ją.
- Nie będzie mnie jutro w szkole. - odeszła.
- Dlaczego? Hej! To spotkajmy się po szkole! - wołał za nią, ale ona poszła do domu.
Najpierw pobiegła odłożyć plecak, a potem poszła przywitać się z babcią. Wchodząc do kuchni ujrzała sędziwą staruszkę siedzącą na wózku.
- Cześć, babciu. Tęskniłam za Tobą bardzo. - podeszła i przytuliła kobietę.
- Cześć, wnuczusiu. Kocham Cię. - cicho szepnęła jej do ucha.
- Zjesz z nami obiad? - zapytała Caroline.
- Oczywiście. - odparła. Przy obiedzie dużo rozmawiali. Potem Morgana zawiozła babcię do ogródka i długo z nią rozmawiała. Stwierdziła, że to niezwykle mądra kobieta.
- Babciu, jutro przyjeżdżają do mnie znajomi ze starej szkoły. Chcieliby się ze mną spotkać, bo dawno ich nie widziałam. Jeśli chcesz, żebym została z Tobą to powiedz.
- Nie, kochanie. Spotkaj się z nimi. W Twoim wieku też uwielbiałam spotkania z przyjaciółmi.
- Kocham Cię, babciu. - wstała z trawy i odwiozła ją do domu. Poszła do swojego pokoju. Odpisała na SMS' od Dante'go.
*Super! Cieszę się. Mam już nawet miejsce, gdzie się spotkamy. Nie pójdę do szkoły. Czekam.*
Po kilku minutach Dante odpisał.
*Przyjedziemy przed południem. Trzymaj się i czekaj na nas.*
Nareszcie ich zobaczy! Wszystkich! Całą paczkę! Przyszła kolejna wiadomość.
*To jak? Spotkasz się jutro ze mną?*
Nadawcą był Moon.
*Nie. Mam już plany. Jestem umówiona.*
*Myślałem, że nie masz chłopaka...*
*Bo nie mam. Nie umawiam się z chłopakiem.*
Minęło kilka minut zanim odpisał.
*W takim razie z kim?*
Uznała, że nie jest mu potrzebna ta informacja, więc odpisała mu:
*Nie interesuj się tak, bo kociej mordki dostaniesz. :))*
Odłożyła telefon. Potem poszła na spacer. Myślała o Moon'ie. Lubiła go, a to dziwne. Nie chciała jednak mieć z nim bliższych kontaktów. Pomyślała też o Dante. Może nadal go kochała? Nie, raczej nie. Po prostu miał w sobie coś, co ją przyciągało. Wiedziała jedno. Nie zamierzała się umawiać z żadnym z nich.
Wieczorem wróciła do domu i nie miała ochoty nic robić. Napisała do kogoś z klasy na Facebook'u, aby zapytać co robili na lekcji, z której uciekła. Odrobiła zaległości i poszła się wykąpać. Tym razem napuściła wody do wanny. Położyła się i rozmyślała. Kiedy skóra na palcach zmarszczyła jej się, jak u staruszki postanowiła wyjść z wody. Ubrała piżamę i poszła do łóżka. Była już 23.38. Włączyła muzykę na słuchawkach i nawet nie zauważyła kiedy zasnęła. Śniło jej się, że Moon i Dante kłócą się o nią. Tego za wiele. Nie mogła pozwolić wciągnąć się takiej paranoii. Przebudziła się w środku nocy. Wstała i otworzyła okno. Zapaliła papierosa. Następnie wróciła do łóżka i poszła spać dalej.
Zapraszam do czytania.
Z okazji tego, że mam już około 500 wyświetleń na blogu (ponad 200 dzisiaj!), chciałabym podziękować każdemu, kto kiedykolwiek odwiedził mojego bloga. A szczególne podziękowania należą się moim wiernym ,,fankom", które zawsze czekają na kolejne rozdziały. Są to m.in. Ola, Natalka, Dominika, Oliwia, Laura. Dziękuję dziewczyny, że mnie wspieracie w tym, co robię <3

