środa, 1 lipca 2015

Rozdział 20

Tego dnia Morganę obudził dzwonek telefonu. Była tak zaspana, że postanowiła nie odebrać. Gdy wstała i się trochę rozbudziła sprawdziła, kto próbował się z nią skontaktować. Zdziwiła się, kiedy zobaczyła, że nieodebranych połączeń jest więcej, a słyszała tylko jedno. Dzwoniła do niej Teresa, Dagmara i Dante. Najpierw chciała zadzwonić do dziewczyn, ale obie nie odebrały. Z niechęcią skontaktowała się z Dante.
- No cześć. Nareszcie raczyłaś się odezwać. - powiedział cynicznie.
- Cześć.- zignorowała jego komentarz. - Co się stało, że tak dzwonicie?- zapytała.
- Organizujemy spotkanie paczki. Chcemy nadać jej jakąś określoną nazwę i ustalić dokładne miejsce i czas spotkań. - przerwał na chwilę. - A, i ze względu na to, że jest w niej zbyt mało członków przeprowadzimy mini kasting. Każdy przyprowadzi, jeśli będzie chciał, jakiegoś swojego kandydata i wspólnie ustalimy jego przyjęcie. Rozumiesz?- mówił tak, jakby tłumaczył coś małemu dziecku.
- Nie jestem głupia, zrozumiałam. Kiedy jest to spotkanie? - zapytała obojętnie.
- W sobotę. Muszę kończyć. Jeśli chcesz wiedzieć coś więcej, odezwij się do dziewczyn. Na razie. - rozłączył się.
Dziewczyna odłożyła komórkę zrezygnowana. Dante traktował ją bardziej jak wroga, niż jak przyjaciółkę. Sama nie wiedziała, dlaczego. Przecież to była bardziej jego wina, to on chciał o niej zapomnieć. Nie ona o nim.
Spotkanie miało odbyć się w sobotę, czyli za trzy dni. Napisała do Teresy z prośbą o szczegóły. Odpisała jej prawie natychmiast.
*Sobota, godzina 18.00 w lesie niedaleko cmentarza, tam gdzie kiedyś.*
Nastolatka nie miała pojęcia kogo może zgłosić, ale miała wewnętrzną potrzebę zrobienia tego. Wiedziała, że dzięki temu dopiecze Dante'mu, a szczególnie jeśli będzie to jakiś chłopak. Postanowiła się jednak tym na razie nie zamartwiać. Wstała i szybko przygotowała się do szkoły. Mimo tego i tak spóźniła się na autobus. Zadzwoniła do Moon'a i poprosiła, czy nie mógłby podjechać po nią motorem. Oczywiście się zgodził.
Po skończonych lekcjach Morgana miała zamiar wrócić autokarem, ale jej chłopak nie pozwolił na to. Powiedział, że skoro ją tu przywiózł to ma obowiązek odstawić ją pod dom. Tak też zrobił. Dziewczyna zaprosiła go do środka, ale nie skorzystał, bo podobno miał dużo zajęć. Kiedy weszła do domu dopadła ją ucieszona matka. Przytulała ją i piszczała, jak psychiczna fanka na widok swojego idola.
- Mamo, mamo! Co się dzieje? Dlaczego tak się cieszysz? - próbowała się wyrwać z uścisku.
- Dostałam nową pracę! James mi załatwił! Dobrze płatna, blisko domu, tak się cieszę! - krzyczała.
- Właśnie widzę...- odpowiedziała mało entuzjastycznie i wróciła do pokoju.
Następnego dnia po szkole zaprosiła do siebie Moon'a. Chciała bowiem z nim porozmawiać.
- Posłuchaj, kochanie. Musimy porozmawiać. - powiedziała, gdy tylko znaleźli się w jej sypialni.
- Coś się stało? - nie ukrywał lęku.
- Spokojnie, chciałabym wyznać Ci pewien sekret i trochę Cię w to wtajemniczyć. Posłuchaj. - wskazała, by usiadł na łóżku. - Dawno temu, gdy jeszcze tu nie mieszkałam wraz z moimi najbliższymi przyjaciółmi założyliśmy pewną ,,paczkę''. Byłam w niej ja, Dagmara, Teresa, Dante i Matt. Spotykaliśmy się w opuszczonych ruinach jakiegoś domu. Najczęściej nocą. Potem musiałam się przeprowadzić i ekipa trochę się rozpadła. W dodatku pozbyliśmy się Matt'a. Nie mamy określonej nazwy, miejsca i czasu spotkań. Organizujemy spotkanie, żeby to wszystko ustalić. W dodatku mamy przyprowadzić kandydatów, aby powiększyć liczebność. Mój wybór padł na Ciebie, ponieważ pasujesz do nas i ufam Ci. Co Ty na to? - uśmiechnęła się.
- To dla mnie zaszczyt. - zaśmiał się w odpowiedzi. - Ale najpierw musisz powiedzieć mi jakiego typu są te spotkania, co tam robicie i takie niezbędne rzeczy. Muszę to wiedzieć, zanim się zgodzę.
- Jesteśmy niby zwykłą grupką przyjaciół. Na poważnych spotkaniach zwykle zapalamy jakieś kadzidła, nie wiem z czego są, bo zajmuję się nimi Dagmara. Ma babkę zielarkę. Ustawiamy świeczki w koło i siadamy tam. Odprawiamy modły, ale nie religijne. Czasem wywołujemy duchy.- opuściła głowę, jakby się tego wstydziła.
- Wy... jesteście jakąś sektą! Nie do wiary! Zakochałem się w dziewczynie z sekty! - wstał oburzony.
- Moon, kochanie. Spokojnie, nie robimy nic złego. Zgódź się, chodź tam ze mną. - prosiła. Po kilkugodzinnych namowach w końcu się zgodził. Dał się przekonać, że nie są typową sektą, ponieważ nie działają w imię złego.
Kolejnego dnia miało odbyć się zgromadzenie. Punktualnie o 18.00 Moon i Morgana pojawili się w lesie. Wszyscy już czekali. Najpierw odbył się kasting. Dotychczasowi członkowie zajęli miejsca pod drzewem i kazali po kolei przedstawiać się nowym. Pierwsza była kandydatka Teresy. Wysoka, długonoga blondynka w jeansach i białym sweterku.
- Cześć. Jestem Ellen. Mam osiemnaście lat, mieszkam w tym mieście, niedaleko cmentarza. Interesuję się fotografowaniem. Moim ulubionym gatunkiem muzyki jest rock. - Morgana od razu polubiła tę dziewczynę. Mimo, że nie była jakaś super mroczna i miała delikatny głos pasowała do ich grupy.
- Cześć, miło Cię poznać Ellen. Nazywam się Morgana, a to są Teresa i Dante. - wskazała na nich.- Wydajesz się być sympatyczna. Mam tylko jeszcze jedno pytanie. Czy ubierasz się tak na co dzień? Nie chodzi mi o to, że nie podoba mi się Twój strój. Jest bardzo ładny, ale nie chcę, żebyś od nas odstawała. Jak widzisz, my wszyscy wolimy zdecydowanie ciemniejsze kolory. - uśmiechnęła się. Dziewczyna zaśmiała się delikatnie.
-Dziękuję. Nie, nie ubieram się tak zwykle. Jeśli chodzi o mój ubiór także wolę ciemniejsze rzeczy, ale akurat były w praniu. - znowu się zaśmiała.
- Dobrze, dziękujemy.- Morgana była przekonana, że każdy zagłosuje za nią.
Następna była kandydatka Dagmary. Mała,  trochę przy kości dziewczyna, która miała tonę makijażu na twarzy i z daleka widać było, że farbuje włosy na jasny blond.
- Hej!- powiedziała żując gumę. - Jestem Sandy. Mam siedemnaście lat, mieszkam w sąsiednim mieście. Uwielbiam pop! Interesuję się modą!- zaśmiała się ukazując swoje niezbyt proste zęby. Była ubrana na różowo, chyba była popularna w szkole.
- Dziękujemy. - powiedziała zniesmaczona Morgana. Kiedy Sandy odeszła wszyscy rzucili Dagmarze krytyczne spojrzenie. Wyjaśniła, że po prostu zapytała w szkole, kto chce się zapisać do ich paczki.
Następny był kandydat Dante'go. Siedemnastolatka od razu rozpoznała w nim Fabiana.
- Siema, jestem Fabian. Mam szesnaście lat. Interesuję się muzyką i motoryzacją. Lubię słuchać rock'a i metalu. Mieszkam niedaleko Dante'go. - stał wyluzowany z rękami w kieszeniach.
- Cześć, Fabian.- Morgana posłała mu serdeczny uśmiech. Widziała, że w jego oczach były jakby iskierki na jej widok. Odwzajemnił uśmiech, ale zrobił to tak, że widziała go tylko Morgana.
Ostatni był kandydat Morgany.
- Hej, nazywam się Moon. Mam osiemnaście lat, mieszkam niedaleko stąd. Interesuję się motoryzacją, słucham rock'a. - powiedział i odwrócił głowę w stronę Morgany.
- Och, cześć. Znowu się spotykamy, Księżycowy Chłopaku. - zaśmiały się dziewczyny. Wszyscy kandydaci odeszli, a oni postanowili wybrać kilku.
- Co sądzicie o Ellen? - zapytała Teresa.
- Podoba mi się. Jestem na tak. - powiedziała Morgana.
- Wydaje się być miła. Jestem na tak. - zawtórowała Dagmara.
- Jak dla mnie jest za słaba na takie wyzwania. Ja jestem na nie. - rzekł Dante.
- Dwa do jednego! Przegłosowane! Ellen jest w naszej paczce. -ucieszyła się Teresa. Przedstawiciel kandydata nie miał prawa głosowania w jego sprawie.
- A co z Sandy? - zapytała zawstydzona Dagmara.
- Nie. - powiedziała Morgana.
- Nie pasuje do nas. Szuka tylko sławy. - orzekła Teresa.
- Nie. - odpowiedział poważnie Dante.
Sandy nie została przyjęta.
- A Fabian? - zapytał Dante.
- Myślę, że do nas pasuję. Jestem na tak. - chłopak najwidoczniej spodobał się Dagmarze.
- Ja także. - powtórzyła Teres.
- Miałam już okazję go poznać. Tak. - szepnęła Morgana.
- No, więc jest przyjęty. - powiedział Dante.
- A Moon? - ściszyła głos.
Obie dziewczyny były na tak, tylko Dante się nie zgodził. Z wiadomych powodów. Poszli ogłosić werdykt.
- Mamy wyniki. - zaczęła Daga. - Nowi w naszej paczce są Ellen, Fabian i Moon. - obdarzyła przepraszającym spojrzeniem Sandy, która opuściła las oburzona.
Ustalili, że ekipa będzie nazywać się Black Roses, i że będą spotykać się w każdą sobotę o 21.00 w tym miejscu, ewentualnie się gdzieś przeniosą. Po spotkaniu wszyscy rozeszli się się do swoich domów.  


Piszcie jak wam się podobał rozdział. Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz