Rano pierwsza wstała Dagmara i
obudziła wszystkich. Wspólnie zjedli śniadanie, przygotowane
wcześniej przez Caroline. Porozmawiali jeszcze trochę, a potem
postanowili wracać. Wyszli na podwórko i zaczęli się żegnać.
Najpierw do Morgany podeszła Daga, mocno ją uścisnęła i wsiadła
do auta. Następny był Fabian. Ku zdziwieniu dziewczyny on także ją
przytulił. Przyszła kolej na Ellen. Przytulając Morganę szepnęła
jej na ucho:
-Pozdrów Jeff'a.
Kiedy wszyscy siedzieli w samochodzie
Dante podszedł do nastolatki i przytulił ją tak, że na moment
zabrakło jej tchu. Mimo tego uśmiechnęła się i odprowadziła
chłopaka do pojazdu. Pomachała im, a następnie odjechali.
Dziewczyna wróciła do domu.
Posprzątała naczynia po śniadaniu i poszła pooglądać telewizję.
Zastanawiała się, co będzie teraz robiła. Na pewno jeszcze nie
raz spotka się z przyjaciółmi, ale nie nastąpi to tak szybko.
Wtedy znowu przypomniała sobie o Moonie. Przez ten czas, kiedy
bawiła się ze znajomymi ani razu o nim nie pomyślała. Nie mogła
w to uwierzyć. Jeszcze niedawno cierpiała na depresję po jego
odejściu, a teraz nawet o nim nie myśli? Dziwne.
W telewizji właśnie szedł jej
ulubiony film. Obejrzała go do połowy, a potem zasnęła. Miała
okropny sen. Śniło jej się, że Black Roses mieli wypadek.
Obudziła się spocona, a jej serce biło nienaturalnie szybko.
Rozejrzała się po pokoju próbując się uspokoić. Wtedy do pokoju
weszła Caroline.
-Spałaś? -zapytała.
-Tak, zdrzemnęłam się.
-odpowiedziała.
-Dlaczego jesteś taka przestraszona?
-zaniepokoiła się matka.
-Zły sen.
-W porządku. Jutro możemy jechać po
nowy telefon dla Ciebie. Co Ty na to?- usiadła obok.
-Oczywiście, super. Wybacz, ale
chciałabym przejść się na spacer. -zamyśliła się.
-Już ciemno. Nie boisz się? -zaśmiała
się Caroline.
-Nie. -uśmiechnęła się sztucznie.-
Niedługo wrócę. Muszę przemyśleć kilka spraw w samotności.
Wstała i przeciągnęła się.
Pobiegła szybko do pokoju, aby założyć dłuższe spodnie i wyszła
z domu. Poszła w stronę domu, w którym mieszkał jej ojciec.
Zastanawiała się czy jeszcze tam przebywa. Gdy wreszcie dotarła
coś podkusiło ją, żeby zapukać. Zrobiła to. Otworzyła jej
jakaś kobieta, około trzydziestki. Była wysoką blondynką o
ciemnych oczach. Morgana nigdy wcześniej jej nie widziała. Wydawała
się sympatyczna.
-Dobry wieczór. Jest może David
Wrong? -zapytała nieśmiało.
-Dobry wieczór.- uśmiechnęła się.-
Nie ma tu nikogo takiego. Słyszałam, że mieszkał tu zanim się
wprowadziłam, ale zabrano mu ten dom, gdyż nie płacił rachunków.
-Ach, tak. Ja także tu mieszkałam.
Jestem jego córką. To znaczy... Nieważne. Chciałam tylko
sprawdzić, czy nadal tu mieszka. -zwiesiła głowę.
-Coś się stało? -zmartwiła się.
-Nie, wszystko w porządku. Och,
przepraszam. Zapomniałam się przedstawić. Mam na imię Morgana.-
wyciągnęła rękę.
-Tatiana, miło mi. -uścisnęła jej
dłoń. -Może chciałabyś odwiedzić mnie kiedyś i obejrzeć stary
dom?
-Tak, bardzo chętnie. Jeśli nie
sprawi to pani kłopotu. -ucieszyła się.
-Nie ma sprawy. Przyjdź kiedy chcesz.
Prawie zawsze jestem w domu, trudno trafić na moment kiedy mnie nie
ma.
-Dobrze, dziękuję. Do widzenia.
-Do widzenia. -odpowiedziała.
Dziewczyna wróciła do domu i poszła
się umyć. Następnie udała się do łóżka i zasnęła, bo
musiała rano wstać.
Obudziła ją mama.
-Jeśli chcesz ten telefon to wstawaj!
Dziewczyna szybko podniosła się i
zaspana weszła do łazienki. Obmyła twarz, zrobiła makijaż, a
następnie się ubrała. Zeszła na dół i powiadomiła mamę, że
jest gotowa. Wsiadły do samochodu i pojechały do miasta. Zatrzymały
się przy sklepie. Morgana wybrała iPhone'a 5s. Bardzo lubiła te
telefony, bo uważała, że są naprawdę dobre. Potem wstąpiły do
kawiarenki i wypiły herbatę oraz zjadły ciasto. W międzyczasie
Morgana opowiedziała o wczorajszym spotkaniu z panią Tatianą.
Caroline zaproponowała, żeby kiedyś także przyszła do nich.
Następnie wróciły do domu. Osiemnastolatka powiedziała, że
dzisiaj ona zrobi obiad. Upiekła kurczaka i ziemniaki, a do tego
zrobiła surówkę z marchewki i jabłka. Jej matka zaprosiła
Jamesa. Dziewczyna chętnie przystała na tę propozycję, ponieważ
polubiła przyjaciela matki.
Pół godziny później pojawił się w
ich domu. Zjedli obiad i długo siedzieli rozmawiając. Potem James
musiał jechać do pracy, Caroline tak samo. Morgana została sama.
Posprzątała naczynia i usiadła nie mając co robić. Przypomniała
sobie o Tatianie. Postanowiła ją odwiedzić. Wyszła i szybkim
krokiem dotarła do dawnego domu. Zadzwoniła dzwonkiem do drzwi.
-Witaj, Morgana. -uśmiechnęła się.
-Właśnie o Tobie pomyślałam. Proszę, wejdź.
-Dzień dobry. - powiedziała
nastolatka pokonując próg domu.
Kobieta wskazała kuchnię, chociaż
Morgana doskonale wiedziała gdzie iść. Usiadły, a Tatiana
zaparzyła wodę.
-Kawę czy herbatę? -zapytała.
-Kawę poproszę. -odpowiedziała.
Kobieta spojrzała się na nią zdziwiona.- Coś nie tak?
-Pijesz kawę w tak młodym wieku?
-Młodym? Mam osiemnaście lat.-
zaśmiała się.
-Naprawdę? -była zszokowana.
-Wyglądasz na szesnaście, może siedemnaście.
-Taa...- wkurzyła się. Nie lubiła
jak ktoś mówił, że wygląda na mniej lat niż ma, ale postanowiła
się uspokoić.
-Ja mam dwadzieścia dwa.
Wow! Wyglądała na trzydzieści, a w
rzeczywistości była tylko o 4 lata starsza.
-Nie chcę być niemiła, ale wygląda
pani na trochę więcej.
-Jaka pani? Jestem niewiele starsza.
Mów mi po prostu Tatiana. Wiem, że wyglądam na więcej, ale
przeszłam przez wiele chorób i to dlatego.
-Przykro mi.
Potem obeszły cały dom. W sypialni
Morgana zauważyła małego pieska, leżącego na podłodze. Kiedy
podeszłą bliżej pies podniósł się i ukazał swoje wielkie
czarne oczy.
-Jaki przesłodki. -zachwyciła się.
-Wabi się Pucia, to york.
-Urocza. - Morgana wzięła suczkę na
ręce. Ta polizała ją radośnie po policzku. Obie dziewczyny
zaśmiały się.
Dziewczyna postanowiła wracać. Na
koniec zaprosiła Tatianę do siebie i wyszła.
Kilka dni później przyszła. Wpadła
tylko na chwilę, ale zdążyła zapoznać się z Caroline i wypić
herbatę.
-Morgana, mam do Ciebie ogromną
prośbę. Pamiętasz Pucię? Mam dziś rozmowę o pracę i nie chcę
zostawiać jej samej w domu. Mogłabyś pójść tam i trochę z nią
posiedzieć? -zapytała na koniec.
-Oczywiście, ale wolę zabrać ją do
siebie. Mimo, że znam Twój dom, ale tak będzie mi lepiej.
-Dobrze. Dziękuję bardzo. Idę
jeszcze na chwilę do mieszkania, więc chodź ze mną. Dam Ci jej
karmę i smycz, w razie gdyby chciała wyjść na dwór.
Poszły. Osiemnastolatka zabrała
pieska, karmę, smycz i kilka zabawek. Bardzo polubiła małą
psinkę. Zabrała ją na spacer, pobawiła się z nią. Widać było,
że Pucia również obdarzyła ją sympatią.
Około dwóch godzin później wróciła
Tatiana. Ucieszona poinformowała Morganę, ze dostała tę pracę i
że od dziś będzie mogła spędzać więcej czasu z jej psem.
Dziewczyna także się ucieszyła. Nowa znajoma zabrała psa i
wszystkie rzeczy, pożegnała się i opuściła dom.
Super rozdział ,czekam z niecierpliwością na następny
OdpowiedzUsuń