Następnego dnia Morgana wstała rano i z niecierpliwością czekała na jakiś znak od Moon'a. Miał po nią przyjechać i coś jej powiedzieć. Właśnie dzisiaj miała rozwiązać się zagadka, nad którą tak myślała. Dziś uzyska odpowiedź na pytania: co się stało?, dlaczego Moon się tak zachowywał? Po kilku godzinach miała już dosyć czekania. Przez to opuściła kolejny dzień w szkole. W końcu postanowiła, że do niego zadzwoni.
- Halo? Moon?- odezwała się, gdy odebrał.
- Yyymm... Tak, tak. -odpowiedział zniesmaczony. Chyba był zajęty, a dziewczyna mu przeszkodziła.
- Miałeś po mnie przyjechać. Kiedy będziesz? - zapytała lekko rozdrażniona.
- Co? A, zapomniałem. Przepraszam, nie mam teraz czasu. Zadzwoń za godzinę.- rozłączył się.
Morgana zaczęła się poważnie martwić. Co mu było? Miał jakieś problemy? Ostatnio był nieczuły, nie starał się kontaktować ze swoją dziewczyną, na której tak mu zależało. Przestał ją kochać? Oby nie.
Po godzinie osiemnastolatka ponownie zadzwoniła, ale tym razem nie odebrał. Teraz strach zamienił się w złość. Postanowiła sobie, że dzisiaj już do niego nie zadzwoni. To on chciał jej coś powiedzieć, a nie ona. Chociaż z drugiej strony bardzo chciała się dowiedzieć, co ma jej do przekazania.
Około 18.00 zadzwonił iPhone Morgany. Szybko odebrała.
-Tak, słucham. - powiedziała zadyszana, ponieważ musiała dobiec do telefonu.
-Właśnie wyjeżdżam z domu. Niedługo u Ciebie będę. - i nie czekając na odpowiedź, rozłączył się.
Dziewczyna rzuciła komórkę na łóżko i wyciągnęła z szafy pierwsze-lepsze ubrania. Związała na czubku głowy kok i zeszła na dół. Akurat pod dom podjechał samochód. Wybiegła z budynku i wskoczyła na miejsce pasażera.
- Cześć. Nareszcie jesteś. - dała mu buziaka w policzek. - A od kiedy Ty masz prawko?
- Nie mam. Zapnij pasy. - odpowiedział patrząc na kierownicę i mocno ją ściskając, aż opuszki palców stały się białe. Przekręcił kluczyk i gwałtownie ruszył. Dziewczyna nawet nie zdążyła wykonać jego polecenia. Wyjechał z podwórka i od razu zaczął nabierać prędkości. Bała się. Wiedziała, że w każdej chwili może stać się coś złego. Przecież on nigdy nie prowadził samochodu!
- Słuchaj, gdzie jedziemy? - zapytała przerażona, gdy zobaczyła, że wjeżdżają na nieznaną jej drogę.
- Zobaczysz. - nawet na nią nie spojrzał.
Znaleźli się na wąskiej, wyboistej i piaszczystej drodze. Chłopak nie zwolnił. Morgana popatrzyła na licznik i zobaczyła, że jadą 150 km/h. Jechać z taką prędkością po takiej drodze to szaleństwo! Zaczęła wydzierać się na niego, aby zwolnił, ale udawał, że nie słyszy.
- Zatrzymaj się! Zabijesz nas! - krzyczała ze łzami w oczach. A on? Uśmiechnął się, jakby jej strach sprawiał mu przyjemność. Jechali tak przez pół godziny. Morgana zamknęła oczy, żeby nie patrzeć na to. W końcu poczuła ostre hamowanie i przypomniała sobie, że nie zapięła pasów. Uderzyła twarzą o tapicerkę. Poczuła jak z łuku brwiowego spływa jej krew. Spojrzała wystraszona na Moon'a. Tym razem w jego oczach też był lęk. Patrzył na nią przez chwilę, a potem wysiadł z pojazdu i pobiegł do niej. Ze schowka wyciągnął jakąś szmatkę i przyłożył dziewczynie do brwi.
- Przepraszam. Tak bardzo przepraszam. Nie chciałem zrobić Ci krzywdy. - szeptał opierając głowę o jej ramię. Ona płakała. Tusz do rzęs rozmazał się jej na całych policzkach. Nic nie mówiła. Patrzyła na niego zawiedziona. Nie chciał zrobić jej krzywdy, ale zrobił.
- Jedźmy już. - wyszeptała. Jakby na rozkaz, wstał i wrócił na swoje miejsce. Ruszył, ale tym razem jechał ostrożnie. W końcu dojechali na miejsce. Okazało się, że to dom jego babci.
- Po co mnie tu zabrałeś? Nie mogliśmy porozmawiać w jakimś parku, albo coś? - zapytała.
- Tu jest wyjątkowo. Chciałem pokazać Ci to miejsce. - chwycił ją za rękę, ale wyszarpnęła ją.
Weszli do środka. Przywitali się z panią Marią, babcią Moon'a, która zaprosiła ich na herbatę.
W całym domu pachniało maślanymi ciasteczkami i starością. Chatka była cała z drewna. Wszystko było zadbane i wysprzątane.
Kiedy skończyli pić, Morgana zapytała czy może zwiedzić dom. Oczywiście zapewniała, że nic nie ukradnie i nie będzie niczego dotykać. Pani Maria zgodziła się, bo widziała, że Morgana jest dobrym człowiekiem.
Całe mieszkanie urządzone było staroświecko. Dziewczyna zauważyła, że nie było tu żadnej elektryczności. Zamiast świateł wszędzie stały świeczki. Na ścianach wisiały stare, wartościowe ozdoby. Dom bardzo spodobał się Morganie. Na koniec znalazła się w małym pokoiku, gdzie stało mnóstwo półek z książkami, dwa bujane krzesła i wielki kominek. To pomieszczenie najbardziej przypadło jej do gustu. Postanowiła, że usiądzie sobie na chwilę i zagrzeje się, bo w budynku panował chłód. Przycupnęła na krześle i zamknęła oczy, rozkoszując się zapachem starości. Miała wrażenie, że w tym domu jest tyle miłości. Mimo, że było w nim zimno, można było poczuć ciepło domowego ogniska. Nagle usłyszała jakieś głosy. Zorientowała się, że za ścianą musi być kuchnia. Postanowiła trochę podsłuchać rozmowę Moon'a z babcią.
- Babciu, już nie daję rady. Nie chcę jej stracić, bo bardzo ją kocham. To miłość mojego życia. Uszczęśliwia mnie tym, że żyje, ale ja mam już dość. Co mam robić? Wiem, że zranię ją przez to, a tak bardzo tego nie chcę. - chłopak wyraźnie płakał.
- Kochanie, rób co każe Ci serce. To, co robisz nie jest dobre, ale to Twój wybór, jaką ścieżką podążasz. Chodź tu do mnie. - chyba go przytuliła.
O czym rozmawiali? Szkoda, że nie słyszała początku ich rozmowy. Wtedy wszystko byłoby jasne.
- Pójdę jej poszukać. - usłyszała zza ściany. Chwilę potem do pokoju, w którym siedziała wszedł jej chłopak. Usiadł na drugim fotelu i patrzył w ogień.
- Czujesz tą miłość? Tu spędziłem całe moje dzieciństwo. Kiedy byłem mały rodzice wyjeżdżali za granicę do pracy i oddawali mnie pod opiekę babci. Czuję się tu taki kochany. Zawsze jak mam problem to przyjeżdżam i opowiadam wszystko Marii. Ona zawsze mnie wysłucha. Nie skrytykuje, ale wyrazi swoje zdanie i da mi dobre rady. Za to ją najbardziej kocham. - mówił wspominając.
- Co chciałeś mi powiedzieć? - nie skomentowała jego wypowiedzi. Widać, że boi się to powiedzieć.
- Ja... Chciałem Cię tylko przeprosić za moje zachowanie. Kocham Cię nad życie i nie chcę Cię ranić, chociaż i tak to pewnie robię. Postaram się zmienić, ale nie wiem czy mi się uda, bo...- zawahał się.- W każdym razie chcę, żebyś wiedziała, że naprawdę Cię kocham i nigdy w to nie wątp.- zatrzymał się i spojrzał na zegarek. - Już 20.00. Wracajmy.
Oboje wstali i poszli do kuchni. Pani Maria zaopatrzyła ranę Morgany i wrócili do domu.
Dziewczyna wiedziała, że Moon miał jej do powiedzenia coś więcej, ale nie miał na to odwagi. Miała tylko nadzieję, że kiedyś dowie się prawdy.
Co sądzicie o rozdziale? Piszcie swoje opinie na:
Ask'u ---> KLIK
Facebook'u ---> KLIK
Mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do polubienia strony na Fb podanej wyżej :)
Miłego :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz