Kiedy Morgana się obudziła była już 6.40. Zdziwiła się, że nikt jej nie obudził. Wstała i przygotowała się do wyjścia z domu. To już ostatnie dni w szkole. Kolejną niespodzianką było to, że nie miała żadnych SMS'ów. Zwykle pisało do niej dużo osób. Nie przejęła się tym i wsiadła do autobusu.
W szkole od razu zauważyła, że nie ma Moon'a. Zawsze czekał na nią pod szkołą albo w szatni. Musiało się coś stać, bo Moon nie opuszczał zajęć z byle jakiego powodu. Choroba odpadała, bo jeszcze przedwczoraj czuł się dobrze. Może gdzieś pojechał? Postanowiła, że później do niego zadzwoni.
Na lekcje przychodziło już niewiele osób. Cały materiał został przerobiony, dlatego zajęcia były luźne. Uczniowie mogli siedzieć i rozmawiać, czasami grali wspólnie w jakieś gry. Niektórzy starali się jeszcze poprawić oceny. Na godzinie wychowawczej nauczycielka Morgany zabrała całą klasę na plażę miejską. Nikt nie był przygotowany do kąpieli, ale nie stanowiło to problemu, ponieważ wskakiwali do wody w ubraniach. Po półgodzinnej kąpieli postanowili przejść się na miasto. Morgana w tym czasie cały czas rozmawiała z grupką ludzi. W jej skład wchodziło dwóch chłopaków i trzy dziewczyny. Nie byli podobni do niej, nie słuchali takiej muzyki jak ona, ale czuła, że mogłaby się z nimi zaprzyjaźnić, bo byli normalni. Nie chcieli mieć władzy nad wszystkimi, nie chwalili się tym, co mają. Po prostu rozmawiali z Morganą, żartowali i wygłupiali się. Nie udawali na siłę dorosłych. Przy nich znowu mogła poczuć się jak piętnastolatka bez problemów.
Do szkoły wrócili na długą przerwę. Dziewczyna udała się do szatni i zadzwoniła do swojego chłopaka. Niestety nie odebrał.
- Nie odbiera? - usłyszała za plecami czyjś głos. Odwróciła się i zobaczyła Kim- jedną z dziewczyn, z którymi spędziła dzień.
- Taa... - odrzekła niechętnie.
- Martwisz się? - zapytała ponownie.
- Sama nie wiem. Zwykle odbiera, a jeśli nie ma go w szkole to dzwoni i mówi, co się stało. Nieważne. Idziemy na podwórko? - starała się zmienić temat.
- Jeszcze będziesz kiedyś przez niego cierpieć. Tak, chodźmy. - powiedziała.
Morgana przez resztę dnia zastanawiała się nad tym, co powiedziała jej nowa koleżanka. Będzie cierpieć? Przez Moon'a? To niemożliwe. Moon chciał dla niej zawsze jak najlepiej. Nie mógł jej skrzywdzić. Przecież tyle się o nią starał, a teraz miałby to zmarnować? Nie, Kim na pewno gada bzdury.
Po powrocie do domu osiemnastolatka od razu ponownie próbowała skontaktować się z chłopakiem, ale tym razem także nie odebrał. Wysłała mu SMS'a.
*Hej. Co się dzieje? Dlaczego nie byłeś w szkole? Czemu nie odbierasz? Martwię się.*
Do końca dnia Moon nie dawał znaków życia.
Następnego dnia osiemnastolatek pojawił się w szkole, ale nie czekał na swoją dziewczynę. Rozmawiał z kolegami, jakby nigdy nic. Kiedy Morgana podeszła się z nim przywitać odpowiedział szybkie ,,Cześć'' i wrócił do rozmowy. Wydawało się to jej bardzo podejrzane. Kiedy później spotkała go w szatni zauważyła, że jest jakby nieobecny. Siedział oparty o ścianę, patrzył tępo w sufit i coś mruczał pod nosem. Próbowała go ocucić, ale nic to nie dało.
Wróciła do domu bardzo zmartwiona. Wyrwał ją z tego stanu telefon od nowej koleżanki, Victorii.
- Hej. Idziemy na pizzę. Chcesz iść z nami? - zaproponowała.
- Cześć. Jasne, bardzo chętnie.
- Podaj swój adres to przyjdziemy po Ciebie. - powiedziała.
Morgana podała adres i rozłączyła się. Przebrała się w przewiewną bluzkę i krótkie spodenki. Kilka minut potem usłyszała dzwonek do drzwi. Krzyknęła do mamy, że wychodzi i otworzyła. Po drugiej stronie stała cała piątka. Zaprowadzili ją do samochodu Adama, jednego z chłopaków.
- Uwaga! On ma prawko dopiero od dwóch miesięcy! - zaśmiała się Alyson, ostatnia z dziewczyn.
Pojechali do najlepszej pizzerii w mieście. Zamówili największą jaka była, na cienkim cieście z mnóstwem dodatków. Do picia każdy zamówił colę. Świetną zabawę przerwał telefon od Moon'a. Morgana przeprosiła wszystkich na chwilę i oddaliła się, aby odebrać.
- Tak, słucham. -powiedziała.
- Cześć, Morgana. Chciałbym Cię bardzo przeprosić i coś Ci powiedzieć, ale to nie jest rozmowa na telefon. - te zdanie zmroziło krew w jej żyłach. Nie była w stanie nic z siebie wydusić.
- Jesteś? Wszystko w porządku? - zapytał zmartwiony.
- Tak, tak. W porządku.
- Spotkajmy się jutro. Przyjadę po Ciebie.- powiedział i rozłączył się.
Dziewczyna wróciła do towarzystwa. usiadła jakby nieprzytomna.
- Wszystko gra? - zapytała Aly. - Jesteś jakaś blada.
- Tak, wszystko OK. - odpowiedziała i zmusiła się do uśmiechu.
Chodzili po mieście aż do późnego wieczoru. Morgana dowiedziała się, że Victoria i Adam są parą, co nie zdziwiło jej za bardzo, gdyż widziała, że mają coś ku sobie. Około 22.00 odwieźli ją pod dom. Pożegnali się, a potem nastolatka zniknęła za drzwiami swojego domu.
- Hej, kochanie. Gdzie byłaś? - zapytała siedząca w kuchni Caroline.
- Cześć, mamo. Na mieście, z nowymi znajomymi. - uśmiechnęła się i cmoknęła matkę w policzek.
- Cieszę się, że w końcu zaczynasz kogoś poznawać. - również się uśmiechnęła.
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Jak myślicie, co może powiedzieć Moon? Czy coś ukrywa?
Piszcie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz