czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 24

Następnego dnia w szkole znowu nie było Moon'a. Zdenerwowało to Morganę, która za wszelką cenę chciała dowiedzieć się, co miał jej do powiedzenia. Jutro już koniec roku. Może jutro wyciągnie go na miasto i uda jej się coś więcej ustalić?
Postanowiła jeszcze dziś do niego zadzwonić i zapowiedzieć, żeby nic nie planował, ale on nie odebrał. Po kilku próbach dodzwonienia się zrezygnowała.
Po szkole pojechała do jego domu. Drzwi otworzyła jej pani Kate.
- O, witaj Morgana. Coś się stało? - powitała ją serdecznie.
- Dzień dobry. Jest w domu Moon? Chciałabym z nim porozmawiać. - zapytała patrząc na wycieraczkę.
- Niestety go nie ma. Wejdź. Chcę Ci o czymś powiedzieć. - powiedziała smutno Kate. Serce Morgany zaczęło bić zdecydowanie za szybko.
Weszły do kuchni. Matka chłopaka zaparzyła im herbatę i wspólnie usiadły przy stole. Zaczęły rozmawiać.
- Posłuchaj. Z Moon'em dzieje się coś złego. Ostatnio znika często z domu i pewnie dlatego nie ma go w szkole. Kiedy wraca jest jakby nieobecny. Nic nie mówi, mało je. Nie zwraca na nic uwagi. Siada przed ścianą i patrzy na nią godzinami. Potem dostaje ataku albo agresji albo paniki. Kiedy jest agresywny niszczy wszystko, co spotka. Raz chciał uderzyć nawet mnie. Kiedy następuje atak paniki boi się wszystkiego. Słyszy najmniejszy odgłos i prawie płacze. Zwija się pod kocem na kanapie i leży tak, aż mu przejdzie. Martwię się o niego. - zasmuciła się.
- O, nie. - wyszeptała Morgana.
Przez chwilę siedziały w ciszy. W końcu osiemnastolatka zapytała:
- Co mówi kiedy wynormalnieje?
- Nic. Nic nie mówiąc wychodzi z domu i znowu znika na kilka godzin, albo dni. - westchnęła Kate.
- Nie może go pani jakoś zatrzymać? - trochę się zdenerwowała.
- To nie jest takie proste. Moon jest już pełnoletni i nie mam nad nim kontroli. Robi, co chce. Gdy chcę go zatrzymać to zaczyna krzyczeć i wścieka się. - z jej oczu poleciała łza.
- Ja też się o niego martwię. Nie pojawia się w szkole, nie odbiera, a kiedy już się pojawi to jest jakby nieprzytomny. - zamyśliła się. -No cóż... Dziękuję za tą rozmowę. Proszę mnie poinformować, jeśli zjawi się dziś w domu. Muszę już uciekać. Do widzenia. - przytuliła kobietę na pożegnanie i wyszła.
Szła do domu spacerkiem. Kiedy była już pod swoimi drzwiami dostała niepokojący telefon od jej chłopaka.
- Morgana! Ja umieram. Umieram!! - darł się do słuchawki.
- Moon, kochanie! Gdzie jesteś? Słyszysz?! Powiedz coś! - rozpłakała się.
- To już koniec! Umieram! - był u kresu wytrzymania.
- Gdzie jesteś?! - krzyczała płacząc, ale on rozłączył się. Rzuciła plecak na schody i szybko pobiegła we wszystkie znane miejsca, gdzie mógł znajdować się osiemnastolatek. Nigdzie go nie było. Pobiegła do wszystkich szpitali w pobliżu, ale tam także nikt nie widział chłopaka. Usiadła w zaułku jednej z ulic, skuliła się i płakała. W głowie miała obraz umierającego ukochanego. Wtedy ponownie zadzwonił jej iPhone. Dzwonił Moon. Szybko odebrała.
- Halo? - odezwał się jakiś mężczyzna. Z całą pewnością nie był to jej chłopak.
- Słucham. - odezwała się, próbując się uspokoić.
- Twój koleżka jest całkowicie bezpieczny. Nic się mu nie stało. Jest cały i zdrowy. Nie szukaj go. Niebawem wróci. - usłyszała dźwięk zakończonego połączenia. Trochę jej ulżyło, ale tylko trochę. Nadal nie wiedziała, gdzie jest i co się z nim dzieje. I kim był ten facet?
Wróciła do domu wieczorem. Wyjęła z szafy galową sukienkę i wyprasowała, aby jutro się z tym nie męczyć. Wzięła prysznic i skuliła się w łóżku, myśląc tylko o nim.
Rano obudziła ją mama. Wstała i ubrała się. Razem pojechały na zakończenie roku szkolnego. Bardzo jej się nudziło. Najpierw odbyło się pożegnanie absolwentów szkoły, potem rozdanie nagród. Łącznie wszystko trwało około dwóch godzin. O dziwo, pojawił się tu także Moon, ale jak zwykle był nieobecny i nie dało się z nim dogadać.
Następnego dnia, gdy Morgana jadła śniadanie usłyszała dzwonek do drzwi. Wstała i otworzyła. Jej oczom ukazał się Moon z bukietem kwiatów w dłoni. Wpuściła go niechętnie, bo wiedziała, że po raz kolejny będzie ją przepraszał, ale to i tak nic nie zmieni.
- Cześć. - powiedział. - Proszę, to dla Ciebie.- wręczył jej kwiaty.
- Dzięki. - odpowiedziała bez entuzjazmu.- Usiądź sobie. - wstawiła bukiet do wazonu i usiadła naprzeciwko. Siedzieli w ciszy. Dziewczyna totalnie go olała i wyciągnęła komórkę, po czym zaczęła grać w jakąś grę.
- Ekhem... - odkaszlnął, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Oderwała wzrok od telefonu i spojrzała na niego.
- Co tym razem chcesz mi powiedzieć? Jak zwykle przeprosić, a potem dalej robić to samo? Jeśli tak to daruj sobie i możesz już iść. - wróciła do poprzedniej czynności.
- Nie. Chciałbym Ci powiedzieć, że mam dla nas dwa bilety na wakacje. Do Hiszpanii. Polecisz tam ze mną? - zapytał nieśmiało.
- Cooo?! Oczywiście! - w tej chwili zrobiło jej się głupio, że tak go potraktowała. Może w tym czasie pracował i zarabiał na ten wyjazd? Znowu stał się jej ideałem.
- Lecimy za trzy dni. Przyjadę po Ciebie o 15, bo o 19 lecimy, a musimy jeszcze dojechać. Czekaj gotowa. - wstał, pocałował ją w czoło i wyszedł dumny z siebie.
Przez kolejne dni nie odzywał się, ale nie zmartwiło to Morgany, bo mieli wszystko ustalone. Dziewczyna spakowała już walizki i przygotowywała Caroline na swoją nieobecność, ponieważ matka twierdziła, że nie wytrzyma bez niej.
W dniu wyjazdu osiemnastolatka chodziła jak na szpilkach. Cały czas się stresowała. Kiedy wybiła 14.30 wystawiła bagaże przed dom i czekała. Była już 15.00, a Moon'a wciąż nie było pod jej domem. Zaczęła się martwić, ale uspakajała się myślą, że może coś mu jeszcze wypadło. O 17.00 odezwał się iPhone dziewczyny.
- Słuchaj, skarbie. Wakacje odwołane. Nie lecimy. Przepraszam. - powiedział na starcie.
- Ale jak to?! Ja czekam na Ciebie od dwóch godzin z walizkami. Dlaczego?! - była bardzo zawiedziona.
- Coś mi wypadło. Mam nadzieję, że się nie gniewasz.- wcale się tym nie przejmował.
- Nienawidzę Cię!! - krzyknęła, płacząc i rozłączyła się. Rzuciła komórką o trawę. Na nieszczęście trafiła ona na kamień i cała się potłukła. Dziewczyna zaczęła krzyczeć i płakać. Była taka zawiedziona. Jak on mógł jej to zrobić? Co się z nim działo?!
Nagle z domu wyszła Caroline, którą zaniepokoiły krzyki z zewnątrz. Ujrzała córkę siedzącą na walizce, całą zapłakaną i rozmazaną. Nie pytając o nic zabrała ją do salonu.
- Kochanie, co się stało? Dlaczego nie jesteś w trakcie podróży? - zmartwiła się.
- Moon... On odwołał wszystko na ostatnią chwilę. Miało być tak idealnie!- płakała.- A wiesz co jest najgorsze? To, że on wcale się tym nie przejmował! Nienawidzę go! - matka przytuliła ją do siebie.
- Ciii... Nie płacz. Na pewno jest mu przykro. Musiało wypaść mu coś ważnego, że odwołał to tak nagle. Moon to mądry chłopak, nie zrobiłby czegoś głupiego. - uspakajała ją.
- W dodatku pobiłam telefon. - rozpłakała się na nowo.
- To nic. Kupimy nowy. Mam trochę oszczędności. - siedziały tak przez kilka godzin. Potem Caroline włączyła telewizor i zaparzyła herbatę. Oglądały filmy aż do nocy. Potem Morgana zasnęła na kanapie. Matka okryła ją kocem i także poszła spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz