sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 29

Morgana wstała po południu i miała całą zapłakaną twarz. Pół nocy nie spała i myślała o swoim byłym chłopaku. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że więcej go nie zobaczy i rozpłakała się na nowo. Przyszła do niej mama z herbatą. Usiadła przy niej i przytuliła.
- Przykro mi, kochanie. - powiedziała.
Morgana nic jej nie odpowiedziała. Cierpiała właśnie przez niego. Nie mogła uwierzyć, że tak się stoczył. Narkotyki? Dlaczego dał się namówić? Chyba nie pomyślał o niej.
Nie miała już na nic ochoty. Caroline wyszła do pracy, a ona znowu położyła się spać. Była załamana. Nie chciała jeść, pić ani z nikim rozmawiać. Znajomi próbowali się do niej dobić na Facebooku, ale na marne. Wolała pozostać sama. Kiedy słyszała dzwonek do drzwi udawała, że śpi albo nie ma jej w domu. Wiedziała, że nikt jej nie zrozumie. Każdy powiedziałby tylko ,,Nie przejmuj się.'', ,,Znajdziesz sobie innego, jest wielu chłopaków na świecie” albo ,,Nie był Ciebie warty, skoro odszedł.” A ona nie potrzebowała tego. Wolałaby, żeby ktoś przyszedł i ją przytulił, nic nie mówiąc, o nic nie pytając. A najlepiej, żeby wszyscy dali jej święty spokój.
Minęło kilka dni, a ona nadal siedziała zamknięta w pokoju. Mało jadła, prawie wcale. Czasami miała dziwne napady. Krzyczała najgłośniej jak potrafiła i waliła z całej siły w drzwi. Często płakała. Nie chciała rozmawiać nawet z matką. Ciągle myślała tylko o nim i wspaniałych chwilach, które z nim przeżyła. Nie wspominała tych złych chwil, bo pragnęła zapamiętać go jak najlepiej.
Nie radziła sobie sama ze sobą. Miała dosyć życia, nie miała chęci żyć. Pierwszy raz od osiemnastu lat pomyślała, że chce umrzeć. Bez niego jej życie nie miało sensu.
Wielokrotnie próbowała się z nim skontaktować. Dzwoniła kilkadziesiąt razy dziennie, ale nigdy nie odebrał. Nie miała do niego o to żalu. Wiedziała, że on też chciałby z nią zostać, ale wybrał to, co było najodpowiedniejsze. Uważała, że dobrze zrobił. Jednak chciała jeszcze raz usłyszeć jego głos i powiedzieć mu jak bardzo za nim tęskni , że nie daje sobie bez niego rady. Nie miała takiej możliwości. Pewnie pozna tam nowe osoby, może znajdzie inną dziewczynę, a o niej zapomni. Nie. Na pewno nie. Obiecał, że będzie o niej pamiętać. Wierzyła w to, co mówił.
Zaczął się sierpień. Wielu znajomych przychodziło, żeby wyciągnąć ją z domu nad jezioro albo na jakąś zabawę, ale ona nie chciała. Całymi dniami słuchała muzyki i oglądała ich wspólne zdjęcia. Caroline nie mogła już tego wytrzymać i w końcu wezwała panią psycholog.
- Morgana, kochanie. Otwórz drzwi. Pani Marzena chciałaby z Tobą porozmawiać.
- Dajcie mi spokój. Nie chcę z nikim gadać.
Zawsze tak było, ale pewnego dnia coś się odmieniło. Morgana miała już dosyć użalania się nad sobą i postanowiła zgodzić się porozmawiać z psychologiem.
- Dzień dobry, Morgana. Nazywam się Marzena i jestem psychologiem. Opowiedz mi o swoim problemie i wspólnie postaramy się jakoś go rozwiązać. - powiedziała.
Dziewczyna od razu zauważyła, że ta pani jest inna od wszystkich i miała w sobie coś, co sprawiało, że wydawała się godna zaufania. Nie przypisała jej od razu jakichś tabletek, ale chciała z nią porozmawiać, jak z przyjaciółką.
- Kiedyś byłam bardziej zamknięta w sobie. Nie lubiłam towarzystwa ludzi. Nigdy przedtem nie miałam chłopaka. Uważałam, że się do tego nie nadaję. Kiedy przeprowadziłam się do nowego domu i poszłam do nowej szkoły zwrócił na mnie uwagę. Codziennie starał się ze mną choć chwilę porozmawiać, ale ja nie chciałam, bo otoczony był gronem ludzi i myślałam, że jest chłopakiem, który podrywa każdą. Któregoś dnia spotkałam go samego. Dowiedziałam się, że zmarł mu tata. Od tamtej pory zaczęłam się z nim zadawać. Coraz bardziej go lubiłam aż w końcu się zakochałam i zostaliśmy parą. Przeżyliśmy dużo wspaniałych chwil. Kochałam go nad życie, a on mnie. Dał mi do odczucia, że jestem dla niego najważniejsza. Pewnego dnia zaczął się dziwnie zachowywać. Znikał z domu, nie pojawiał się w szkole, nie kontaktował się ze mną. Niedawno wszystko mi wytłumaczył. Uzależnił się od narkotyków, ale zrozumiał, że może mnie przez to stracić i poszedł na odwyk. Powiedział wszystko mamie, a ona wysłała go na wieś do dziadków, już na stałe. Nigdy więcej go nie zobaczę. To był mój pierwszy chłopak. Z tęsknoty za nim wpadłam chyba w jakąś depresję, ale teraz mam już dosyć siedzenia w domu i użalania się nad życiem. Chcę odzyskać radość z życia, ale sama nie dam rady. Pomoże mi w tym pani? - zapytała na koniec. Zauważyła, że w oczach kobiety pojawiły się łzy.
- Piękna historia z okrutnym zakończeniem. Oczywiście, że Ci pomogę, słońce.- odpowiedziała.
Pani Marzena codziennie przychodziła do Morgany i rozmawiała z nią. Terapia dawała pozytywne skutki. Dziewczyna zaczęła wychodzić z pokoju, mniej płakała i więcej jadła. Na rozmowę z ludźmi i wyjście z domu miała jeszcze za mało odwagi. Bała się, że jak wyjdzie to przypomni sobie wszystko od początku i rozpłacze się przy ludziach, a nie chciała tego.
W końcu odzyskała radość z życia. Związek z Moon'em zaczęła traktować jako wspaniałą przygodę . Dziękowała, że miała szansę poznać takiego człowieka, który nauczył ją kochać.
Pewnego dnia zgodziła się wyjść z domu na spotkanie z Black Roses. Teresa zerwała przyjaźń z Morganą i postanowiła odejść z grupy. Osiemnastolatka ogłosiła, że Moon także ich opuszcza. Zostało ich więc tylko pięcioro.
Nastolatka zastanawiała się, jak mogła przyjaźnić się z taką osobą, jak Teresa? Przecież miała odmienny charakter. Uznała, że to w sumie dobrze, że tak się to skończyło, bo nie chciała przyjaciółki, która ją tak ogranicza. Teresa nie miała do zaoferowania nic, oprócz wyglądu. Nie była ani mądra ani super bystra.
Pewnego dnia pod jej dom przyjechali koledzy z klasy, którzy chcieli zabrać ją na plażę. Zgodziła się. Nałożyła strój kąpielowy i wyszła z domu. Na plaży wspaniale się bawiła. Skakali do wody, nurkowali i grali w piłkę. Potem zrobili ognisko. Kim przyniosła z domu kiełbaski, a Adam przyniósł gitarę. Grali i śpiewali aż do późnej nocy. Umówili się, że wkrótce spotkają się razem z Black Roses i znowu zorganizują ognisko. Morgana wróciła do domu trochę podpita, bo wypili całkiem sporo alkoholu. Szybko się wykąpała i poszła spać.
Wkrótce pani Marzena nie była już potrzebna. Dziewczyna zaczęła radzić sobie z odejściem Moon'a, ale cały czas o nim pamiętała. Każdego wieczoru, kiedy leżała w łóżku brała z szafki nocnej ich wspólne zdjęcie, patrzyła na naszyjnik w kształcie księżyca, który od niego dostała i bransoletkę ze znakiem wieczności. Całowała wszystko po kolei i mówiła:
- Na zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz