Morgana wstała po południu i miała
całą zapłakaną twarz. Pół nocy nie spała i myślała o swoim
byłym chłopaku. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że więcej go
nie zobaczy i rozpłakała się na nowo. Przyszła do niej mama z
herbatą. Usiadła przy niej i przytuliła.
- Przykro mi, kochanie. - powiedziała.
Morgana nic jej nie odpowiedziała.
Cierpiała właśnie przez niego. Nie mogła uwierzyć, że tak się
stoczył. Narkotyki? Dlaczego dał się namówić? Chyba nie pomyślał
o niej.
Nie miała już na nic ochoty. Caroline
wyszła do pracy, a ona znowu położyła się spać. Była załamana.
Nie chciała jeść, pić ani z nikim rozmawiać. Znajomi próbowali
się do niej dobić na Facebooku, ale na marne. Wolała pozostać
sama. Kiedy słyszała dzwonek do drzwi udawała, że śpi albo nie
ma jej w domu. Wiedziała, że nikt jej nie zrozumie. Każdy
powiedziałby tylko ,,Nie przejmuj się.'', ,,Znajdziesz sobie
innego, jest wielu chłopaków na świecie” albo ,,Nie był Ciebie
warty, skoro odszedł.” A ona nie potrzebowała tego. Wolałaby,
żeby ktoś przyszedł i ją przytulił, nic nie mówiąc, o nic nie
pytając. A najlepiej, żeby wszyscy dali jej święty spokój.
Minęło kilka dni, a ona nadal
siedziała zamknięta w pokoju. Mało jadła, prawie wcale. Czasami
miała dziwne napady. Krzyczała najgłośniej jak potrafiła i
waliła z całej siły w drzwi. Często płakała. Nie chciała
rozmawiać nawet z matką. Ciągle myślała tylko o nim i
wspaniałych chwilach, które z nim przeżyła. Nie wspominała tych
złych chwil, bo pragnęła zapamiętać go jak najlepiej.
Nie radziła sobie sama ze sobą. Miała
dosyć życia, nie miała chęci żyć. Pierwszy raz od osiemnastu
lat pomyślała, że chce umrzeć. Bez niego jej życie nie miało
sensu.
Wielokrotnie próbowała się z nim
skontaktować. Dzwoniła kilkadziesiąt razy dziennie, ale nigdy nie
odebrał. Nie miała do niego o to żalu. Wiedziała, że on też
chciałby z nią zostać, ale wybrał to, co było
najodpowiedniejsze. Uważała, że dobrze zrobił. Jednak chciała
jeszcze raz usłyszeć jego głos i powiedzieć mu jak bardzo za nim
tęskni , że nie daje sobie bez niego rady. Nie miała takiej
możliwości. Pewnie pozna tam nowe osoby, może znajdzie inną
dziewczynę, a o niej zapomni. Nie. Na pewno nie. Obiecał, że
będzie o niej pamiętać. Wierzyła w to, co mówił.
Zaczął się sierpień. Wielu
znajomych przychodziło, żeby wyciągnąć ją z domu nad jezioro
albo na jakąś zabawę, ale ona nie chciała. Całymi dniami
słuchała muzyki i oglądała ich wspólne zdjęcia. Caroline nie
mogła już tego wytrzymać i w końcu wezwała panią psycholog.
- Morgana, kochanie. Otwórz drzwi. Pani
Marzena chciałaby z Tobą porozmawiać.
- Dajcie mi spokój. Nie chcę z nikim
gadać.
Zawsze tak było, ale pewnego dnia coś
się odmieniło. Morgana miała już dosyć użalania się nad sobą
i postanowiła zgodzić się porozmawiać z psychologiem.
- Dzień dobry, Morgana. Nazywam się
Marzena i jestem psychologiem. Opowiedz mi o swoim problemie i
wspólnie postaramy się jakoś go rozwiązać. - powiedziała.
Dziewczyna od razu zauważyła, że ta
pani jest inna od wszystkich i miała w sobie coś, co sprawiało, że
wydawała się godna zaufania. Nie przypisała jej od razu jakichś
tabletek, ale chciała z nią porozmawiać, jak z przyjaciółką.
- Kiedyś byłam bardziej zamknięta w
sobie. Nie lubiłam towarzystwa ludzi. Nigdy przedtem nie miałam
chłopaka. Uważałam, że się do tego nie nadaję. Kiedy
przeprowadziłam się do nowego domu i poszłam do nowej szkoły
zwrócił na mnie uwagę. Codziennie starał się ze mną choć
chwilę porozmawiać, ale ja nie chciałam, bo otoczony był gronem
ludzi i myślałam, że jest chłopakiem, który podrywa każdą.
Któregoś dnia spotkałam go samego. Dowiedziałam się, że zmarł
mu tata. Od tamtej pory zaczęłam się z nim zadawać. Coraz
bardziej go lubiłam aż w końcu się zakochałam i zostaliśmy
parą. Przeżyliśmy dużo wspaniałych chwil. Kochałam go nad
życie, a on mnie. Dał mi do odczucia, że jestem dla niego
najważniejsza. Pewnego dnia zaczął się dziwnie zachowywać.
Znikał z domu, nie pojawiał się w szkole, nie kontaktował się ze
mną. Niedawno wszystko mi wytłumaczył. Uzależnił się od
narkotyków, ale zrozumiał, że może mnie przez to stracić i
poszedł na odwyk. Powiedział wszystko mamie, a ona wysłała go na
wieś do dziadków, już na stałe. Nigdy więcej go nie zobaczę. To
był mój pierwszy chłopak. Z tęsknoty za nim wpadłam chyba w
jakąś depresję, ale teraz mam już dosyć siedzenia w domu i
użalania się nad życiem. Chcę odzyskać radość z życia, ale
sama nie dam rady. Pomoże mi w tym pani? - zapytała na koniec.
Zauważyła, że w oczach kobiety pojawiły się łzy.
- Piękna historia z okrutnym
zakończeniem. Oczywiście, że Ci pomogę, słońce.- odpowiedziała.
Pani Marzena codziennie przychodziła
do Morgany i rozmawiała z nią. Terapia dawała pozytywne skutki.
Dziewczyna zaczęła wychodzić z pokoju, mniej płakała i więcej
jadła. Na rozmowę z ludźmi i wyjście z domu miała jeszcze za
mało odwagi. Bała się, że jak wyjdzie to przypomni sobie wszystko
od początku i rozpłacze się przy ludziach, a nie chciała tego.
W końcu odzyskała radość z życia.
Związek z Moon'em zaczęła traktować jako wspaniałą przygodę .
Dziękowała, że miała szansę poznać takiego człowieka, który
nauczył ją kochać.
Pewnego dnia zgodziła się wyjść z
domu na spotkanie z Black Roses. Teresa zerwała przyjaźń z Morganą
i postanowiła odejść z grupy. Osiemnastolatka ogłosiła, że Moon
także ich opuszcza. Zostało ich więc tylko pięcioro.
Nastolatka zastanawiała się, jak
mogła przyjaźnić się z taką osobą, jak Teresa? Przecież miała
odmienny charakter. Uznała, że to w sumie dobrze, że tak się to
skończyło, bo nie chciała przyjaciółki, która ją tak
ogranicza. Teresa nie miała do zaoferowania nic, oprócz wyglądu.
Nie była ani mądra ani super bystra.
Pewnego dnia pod jej dom przyjechali
koledzy z klasy, którzy chcieli zabrać ją na plażę. Zgodziła
się. Nałożyła strój kąpielowy i wyszła z domu. Na plaży
wspaniale się bawiła. Skakali do wody, nurkowali i grali w piłkę.
Potem zrobili ognisko. Kim przyniosła z domu kiełbaski, a Adam
przyniósł gitarę. Grali i śpiewali aż do późnej nocy. Umówili
się, że wkrótce spotkają się razem z Black Roses i znowu
zorganizują ognisko. Morgana wróciła do domu trochę podpita, bo
wypili całkiem sporo alkoholu. Szybko się wykąpała i poszła
spać.
Wkrótce pani Marzena nie była już
potrzebna. Dziewczyna zaczęła radzić sobie z odejściem Moon'a,
ale cały czas o nim pamiętała. Każdego wieczoru, kiedy leżała w
łóżku brała z szafki nocnej ich wspólne zdjęcie, patrzyła na
naszyjnik w kształcie księżyca, który od niego dostała i
bransoletkę ze znakiem wieczności. Całowała wszystko po kolei i
mówiła:
- Na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz