poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 26

Morgana spała spokojnie, gdy nagle naskoczyła na nią Teresa, krzycząc:
- Wstawaj! Wstawaj!
Zaspana osiemnastolatka otworzyła powoli oczy. Była wyraźnie niezadowolona z takiej pobudki.
- Jak tak dalej pójdzie to jutro wyjeżdżam. - zaśmiała się w końcu. Powoli podniosła się i zrzuciła na podłogę swoją przyjaciółkę. Obie wstały i poszły do kuchni na śniadanie. Wsypały do miseczek płatki i zalały mlekiem. Jadły, rozmawiając o planach na dzisiaj.
- Dzisiaj nie możemy się tak odstawić. Tylko dres, albo coś wygodnego. Dante pewnie będzie chciał pograć w koszykówkę. - powiedziała Teresa.
Morgana nie skomentowała tego i jadła dalej. W głębi duszy zmartwiła się, bo nie umiała grać w kosza i nie chciała zrobić z siebie pośmiewiska. Jej myśli przerwała Teresa wylewając całe mleko na kafelki.
- Ups. - skrzywiła się.
- Oj, Ty niezdaro. - pomyślała Morgana, ale nie powiedziała tego na głos, ponieważ nie chciała, by przyjaciółka się na nią obraziła.
Natura Teresy była bardzo prosta. Uwielbiała się przebierać, chodzić na zakupy, flirtować z chłopakami. Nie myślała poważnie o przyszłości, niezbyt dobrze się uczyła i wszystko olewała. Najwidoczniej była szczęśliwa. Nie martwiła się o nic, oprócz tego, że złamał jej się paznokieć. Morgana wiedziała, że nie jest to dobra ścieżka w życiu, ale postanowiła nie prawić morałów Teresie, bo wiedziała, że ta od razu się obrazi. Nigdy nie potrafiła przyjąć krytyki. Rodzice ją tak wychowali. Zawsze ją wychwalali i wpierali, że jest lepsza od innych. Tak zostało do dziś. Myślała, ze może wszystko, bo rodzice jej na to pozwalali.
Teresa szybko wstała i wytarła podłogę. Morgana nawet nie ruszyła się z miejsca. Nie chodzi o to, że jest leniwa albo nie lubi pomagać. Ona po prostu uważała, że każdy sprząta po sobie i ponosi konsekwencje swoich czynów.
Około dwóch godzin później dziewczyny wyszły z domu. Obie ubrane były w dresy i luźne koszulki. Przez całą drogę dyskutowały o sporcie. Teresa chwaliła się, że coraz lepiej idzie jej gra w koszykówkę i że w siatkówkę jest mistrzynią. Typowa Teres.
Kiedy weszły na boisko akurat Dante rzucał piłkę do kosza. Trafił idealnie. Morgana stała zachwycając się jego mięśniami, a jej przyjaciółka od razu postanowiła przeszkodzić chłopakowi.
- Cześć. - podeszła i klepnęła go w plecy. Chyba chciała być ,,fajna'' i udawać wyluzowaną kumpelę.
- Yyy...Cześć. - zdziwił się.- Co się stało? Nigdy się tak nie zachowywałaś.
- Nic. - zaczerwieniła się i spuściła głowę. Wtedy Dante zauważył Morganę, podbiegł do niej i uściskał.
- Nawet w dresach wyglądasz pięknie. - wyszeptał jej na ucho. Zaśmiała się. Usiedli na murku, a osiemnastolatek zaczął wypytywać o Moon'a. Dziewczyna nie chciała nic mówić na ten temat, nie chciała sobie o tym przypominać, ale Teresa jak zwykle wszystko wygadała. Dante postanowił nie komentować tego, ale zaproponował grę. Wstał, chwycił piłkę i rzucił ją w kierunku dziewcząt. Teres od raz się na nią rzuciła i podjęła próbę wrzucenia jej do kosza. Niestety nie udało jej się.
- Morgana, chodź. - zachęcał chłopak.
- Jaa... Nigdy nie grałam, nie potrafię.- zawstydziła się.
- To nic. Nauczę Cię. - podszedł i chwycił jej dłoń, po czym zmusił do wstania. Przechwycił piłkę i zaprezentował Morganie rzut. Pomimo wielu prób dziewczynie wciąż nie wychodziło. Chciała zrezygnować, ale on jej na to nie pozwolił. Ustawił ją w odpowiednim miejscu, podał piłkę, ustał za nią i złapał jej ręce, aby pokazać jak powinna rzucać. Teraz jej się udało. Uszczęśliwiona odwróciła się w kierunku chłopaka i pod wpływem emocji dała mu buziaka w usta. Kiedy zdała sobie sprawę, co zrobiła przyjęła poprzednią pozycję i powiedziała:
- Może teraz spróbuję sama.
Szło jej coraz lepiej i w końcu chłopak postanowił rozegrać z nią mini mecz. Wytłumaczył jej zasady i przystąpili do gry. Wygrał oczywiście Dante, ale z niewielką przewagą punktów. Zmęczeni rozeszli się do swoich domów. Przez całą drogę powrotną Teresa nie odzywała się, bo prawdopodobnie się obraziła, chociaż Morgana nie wiedziała, o co. Zjadły wspólnie obiad, ale siedziały w ciszy. Poszły do pokoju.
- Hej, Teresa. Czemu się nie odzywasz? - zapytała w końcu Morgana.
Po chwili milczenia otrzymała odpowiedź.
- Najwidoczniej mam powody.
- O co Ci chodzi? - zdziwiła się i zaczęła zastanawiać, czy zrobiła coś nie tak. Po chwili namysłu zapytała:
- Chodzi o Dante'go?
- Tak. - wyszeptała przyjaciółka.
- Podoba Ci się? - była zaskoczona. Nigdy nie podejrzewała, że może jej się podobać Dante.
- Może. - odpowiedziała, czyli oznaczało to, że tak.
- Przepraszam, nie wiedziałam. Mogłaś mi powiedzieć. - powiedziała z lekkim wyrzutem Morgana.
- Po co? Myślałam, że jak masz chłopaka to będziesz go pilnować, a nie latać za innymi.- oburzyła się.
- Latać za innymi?! Ja za nikim nie latam. Ten całus to przypadek. Dante jest tylko moim przyjacielem. Nie wiem, o co Ci chodzi. - zdenerwowała się.
- Pilnuj swojego chłoptasia, który ciągle coś odwala. Odczep się od Dante'go. Już sobie go zajęłam i zobaczysz, że niedługo będzie mój. Nie masz prawa się z nim kontaktować. Zabraniam Ci!- krzyknęła Teresa.
- Jesteś nienormalna! Bierz go sobie, ale nie możesz zabronić mi rozmawiania z nim! Nie jesteś moją matką, żeby mi mówić, co mam robić, a czego nie!- odpowiedziała.
- On jest mój!
Morgana nic więcej nie powiedziała tylko wzięła walizkę i zaczęła się pakować. Łamało jej się serce, kiedy kłóciła się z przyjaciółką. Nie zamierzała tu dłużej zostać, bo Teresa robiłaby jej ciągle wyrzuty. Postanowiła jeszcze dziś wrócić do domu. Gdy była już prawie spakowana usłyszała za plecami głos towarzyszki.
- Co Ty robisz? - mówiła jakby ze smutkiem, ale nadal była wkurzona.
- A nie widzisz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. Spakowała wszystkie rzeczy i zeszła na dół. Przyjaciółka biegła za nią próbując ją powstrzymać, ale na marne.
- Cześć. Miłych wakacji. - powiedziała wychodząc i zatrzasnęła za sobą drzwi. Od razu poszła na przystanek. Kiedy dotarła zobaczyła na rozkładzie jazdy, że za 10 minut będzie autobus do jej miejscowości. Co za szczęście. Zadzwoniła do mamy.
- Cześć, mamo. Odbierzesz mnie z przystanku za jakąś godzinę, może wcześniej? -zapytała.
- Oczywiście, ale czemu już wracasz? - zdziwiła się.
- Potem Ci wyjaśnię, bo akurat przyjechał autobus. Pa. - rozłączyła się. Wsiadła, kupiła bilet i zajęła wolne miejsce. Gdzieś w połowie drogi zauważyła, że dzwoni do niej Moon. Rozłączyła się, bo nie miała ochoty z nim rozmawiać. Napisała jeszcze tylko do Dante'go.
*Musiałam już jechać. Jestem w drodze do domu.*
Chciała, by wiedział, że jutro jej nie zobaczy.
*Dlaczego?* Odpisał.
*Podziękuj Teresie. Myślę, że musisz z nią pogadać. Ona wygadała się o Moon'ie, więc ja też wygadam jej mały sekret. Bardzo się jej podobasz. Bardzo. Tak bardzo, że zabroniła mi kontaktować się z Tobą.* Rozśmieszyło ją to, co napisała i zaczęła się uśmiechać.
*Co? Ona nie jest w moim guście. Lubię w ogóle inny typ dziewczyn.*
*Jaki? Kto jest w Twoim typie?*
Musiała chwilę poczekać na odpowiedź.
*Ty. Tylko Ty.*
Nie odpisała mu. W końcu dotarła do celu i wysiadła z pojazdu. Wsiadła do samochodu i przywitała się z mamą. Wytłumaczyła jej, że pokłóciła się z Teresą i nie chciała u niej dłużej być. Caroline zrozumiała to i nic nie mówiąc wróciły do domu.
Tego wieczoru Moon próbował się skontaktować wiele razy. Dzwonił i wysyłał SMS'y z przeprosinami, ale Morgana nie odbierała i od razu usuwała wszystkie wiadomości. Czuła, że to chyba koniec tego związku, chociaż bardzo tego nie chciała.


Cześć. Co tam u Was?
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz