środa, 15 lipca 2015

Rozdział 27

Z samego rana Morgana przypomniała sobie, że za kilka dni odbędzie się sprawa rozwodowa jej rodziców. Trochę się tym zmartwiła. Wspominała dawne czasy, kiedy była ukochaną córeczką tatusia. Kochała go nad życie, a teraz nim gardzi. Stoczył się na samo dno. Pobił swoją żonę i dziecko, zrobił z domu melinę i zaczął pić, a oprócz tego miał wiele kochanek. Firma pewnie już dawno zbankrutowała. Pewnie siedział na bezrobociu i klepał biedę.
Dziewczyna zeszła na dół porozmawiać z Caroline.
- Cześć, mamo. Właśnie sobie przypomniałam, że niedługo sprawa w sądzie.
Kobieta odwróciła się. Była zapłakana.
- Ej, co się stało?- zapytała przerażona Morgana.
- Też sobie to przypomniałam. Zaczęłam wspominać i... Wyszło jak wyszło. Chyba za nim tęsknię. Może nie powinnam się z nim rozwodzić i wybaczyć mu? Był przecież dobrym mężem i ojcem przez kilkanaście lat. A może on właśnie teraz potrzebuje pomocy? Dzwonił do mnie, ale nie zdążyłam odebrać. Na pewno chce przeprosić, na pewno się zmienił...- z jej oka poleciała łza.
- Zwariowałaś? - od razu naskoczyła na nią córka.- On Cię pobił! Upadł na dno i już z niego nie wstanie. Wybrał inną drogę. Musisz się od niego odizolować jak najszybciej. To małżeństwo było Twoim największym błędem!
- Gdybym za niego nie wyszła, nie byłoby Ciebie na tym świecie...
Morgana zamyśliła się. To rzeczywiście prawda. Bez słowa wyszła do salonu i wyobrażała sobie, jak to by było, gdyby nie było jej na świecie, a Caroline wyszłaby za kogoś innego. Doszła do wniosku, że nie robiłoby jej to różnicy, ponieważ przecież by nie istniała. Ale... Mimo ciągłych problemów lubiła swoje życie. Miała je tylko jedno i musiała je wykorzystać tak, żeby potem nie żałować, że czegoś nie zrobiła.
Tego wieczoru Morgana słyszała jak mama rozmawiała z kimś przez telefon. Najprawdopodobniej z David'em. Nastolatka miała tylko nadzieję, że nie da się mu.
Kilka dni potem nadszedł dzień rozwodu. Caroline od rana chodziła spięta i walczyła z myślami. Ciągle zastanawiała się czy wybaczyć mu i odwołać rozwód, czy jednak go zostawić? Dla Morgany wybór wydawał się oczywisty, ale rozumiała matkę. Wiedziała, że nie jest jej łatwo rozstawać się z osobą, z którą przeżyła tyle lat.
Pojechały do sądu. Przed salą nie było jeszcze nikogo. Matka osiemnastolatki wyszła na chwilę do łazienki. W tym czasie Morgana wzięła z jej torebki telefon i wybrała numer James'a.
- Halo, pan James? To ja, Morgana. - mówiła prawie szeptem.
- Dzień dobry. O co chodzi? Dlaczego tak cicho mówisz?
- Jesteśmy w sądzie. Wie pan... Rozwód. Mam do pana wielką prośbę. Mógłby pan tu przyjechać? To bardzo ważne. Mama się denerwuję, a pan mógłby ją wesprzeć. Rozprawa zaczyna się za pół godziny. Bardzo proszę. - mówiła błagającym głosem.
- Dobrze, zaraz będę. - rozłączył się. Dziewczyna szybko odłożyła komórkę z powrotem. W tej chwili na korytarzu pojawił się on. David. Kiedy zobaczył nastolatkę podszedł do niej i uśmiechnął serdecznie. Miał brodę, tłuste włosy i w dodatku żółte zęby. Ubrany był w poplamiony, pogięty garnitur. Czuć było od niego silną woń alkoholu i chyba dawno nie brał prysznicu. Wyglądał jak bezdomny pijak, a przecież miał do dyspozycji wspaniały dom.
- Witaj, córeczko. - chciał ją przytulić, ale ona mocno go odepchnęła aż prawie upadł.
- Nie jestem Twoją córką. Nie przyznaję się do Ciebie. Co Ty ze sobą zrobiłeś? Wyglądasz jak bezdomny i śmierdzisz. Stoczyłeś się na samo dno i zdaje się, że już się z niego nie podniesiesz. - powiedziała z pogardą.
- To Wasze odejście tak na mnie działa. Załamałem się po tym. Proszę, wróćcie do mnie! -zaczął się zbliżać, ale dziewczyna srogo na niego spojrzała i się zatrzymał.- Firma zbankrutowała. Nie mam pracy. Niedługo wywalą mnie na zbity pysk z domu, bo nie stać mnie na opłacanie rachunków. Pomóżcie mi!- zataczał się. Chyba niedawno coś wypił w większych ilościach. Obrzydzało to Morganę.
- Trzeba się było brać za robotę, a nie zapraszać kolegów i kochanki do domu. Nie wciskaj mi ściemy, że nasze odejście Cię tak zmieniło. Brzydzę się Tobą!
W tej chwili wróciła Caroline. Od razu jak zobaczyła męża wyszeptała:
- O Boże.
Nie mogła uwierzyć w to, co widziała. Była załamana jego stanem.  Wkrótce przyjechał James. Kobieta była zaskoczona, ale też szczęśliwa.
W końcu zaczęła się rozprawa. Morgana czekała na swoją kolej na korytarzu. Wreszcie ją wezwano.
- Świadek Morgana Wrong proszona na salę.
Wzięła kilka głębokich oddechów i ruszyła. Weszła na salę, ustała przy barierce i spojrzała na smutną mamę. Łamało jej się serce. 
- Proszę się przedstawić, powiedzieć ile ma pani lat i gdzie pani mieszka oraz czym się pani zajmuje. - zabrzmiał głos sędzi.
- Dzień dobry. Nazywam się Morgana Wrong. Mam osiemnaście lat, mieszkam w Greenwhit i obecnie się uczę.
- Jako, że to pani rodzice może pani odmówić składania zeznań. - pouczyła.
- Chcę zeznawać. - spojrzała na ojca z wściekłością.
- A więc proszę opowiedzieć o relacjach rodziców i sytuacji domowej.
- Dobrze. Kilka lat temu wszystko było w najlepszym porządku. Rodzice żyli w zgodzie ze sobą i ze mną. Razem prowadzili dużą firmę. Byliśmy świetną, kochającą się rodziną. Aż do śmierci babci. Wtedy wszystko się zmieniło. Mama wpadła w depresję, a... on musiał pracować za dwóch. Miał tego dość, więc zaczął znęcać się nad nami. Pobił mamę i mnie. Tak, że wylądowałam w szpitalu ze złamanych żebrem. - przerwała na chwilę i spojrzała David'owi głęboko w oczy, jakby chciała mu uwiadomić, że wszystko doskonale pamięta. - Uciekłyśmy z domu i na pewien czas zamieszkałyśmy u mojego chłopaka, Moon'a. W tym czasie ojciec zrobił z domu melinę. Spraszał tam kolegów i kochanki. Firma zbankrutowała, on pozostał bez pracy. Zaczął pić. Aktualnie nie stać go na spłatę rachunków i niedługo zostanie bez domu. Ja z mamą wynajęłyśmy mieszkanie i nie utrzymywałyśmy z nim kontaktu. Chce do nas wrócić, ale nie ma takiej szansy.
Po skończeniu przesłuchania Morgana usiadła na ławce i do końca sprawy się nie odzywała. W końcu wszystko się skończyło. Sąd orzekł rozwód z winy ojca. Na koniec sędzia powiedział, że najwięcej zdziałały zeznania córki. Wychodząc z sali coś jeszcze mamrotał pod nosem, najwyraźniej niezadowolony z takiego zakończenia.
Morgana, Caroline i James wrócili do domu i wspólnie zjedli kolację z tej okazji. Kiedy dziewczyna weszła do pokoju zobaczyła, że dostała wiadomość na Facebooku. Od Moon'a.
,,Proszę, zadzwoń do mnie. Muszę Ci wszystko wytłumaczyć."
Jako, że był aktywny odpisała, że rozbiła telefon i nie ma jak. Napisał:
,,Zadzwoń od mamy. Od kogokolwiek. To bardzo ważne. Błagam!"
Postanowiła zaryzykować. Pożyczyła komórkę od Caroline i wpisała numer chłopaka, który znała już na pamięć. Kiedy odebrał zapytała:
- Co chciałeś? Mów szybko, bo nie mam zbyt wiele czasu.
- Muszę się z Tobą spotkać. To pilne. Proszę, daj mi szansę. Wiem, ze Cię zawiodłem. Przepraszam, ale ja muszę Ci to wszystko wytłumaczyć. To nie jest rozmowa na telefon. Spotkaj się ze mną niedługo. - mówił szybko.
- Dobrze. - zgodziła się, bo w głębi duszy za nim tęskniła.

Jak Wam się podoba? Piszcie :) 

1 komentarz:

  1. Świetny post. Dawno mnie tu nie było i widać, że mam zaległości w czytaniu. Buziaczki, a teraz idę czytać poprzednie posty :*

    http://odbicie-lustra.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń