niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 10

Przez następne dni Morgana nie chodziła do szkoły. Mimo, że nie była wierząca poszła na pogrzeb babci. Cały czas płakała i nie umiała się z tym pogodzić. Po pogrzebie pojechali od razu do domu, nie zostając na stypie. W domu Caroline ugotowała obiad, ale Morgana nie chciała jeść. Od śmierci babci bardzo mało jadła albo wcale. Siedziała w pokoju sama. Z nikim nie pisała, z nikim nie rozmawiała. Miała wiele wiadomości i nieodebranych połączeń. Zaczął dobijać się do niej Dante, ale na marne.
Caroline zaczęła zaniedbywać pracę. David musiał pracować podwójnie. W końcu miał dość i zapisał żonę na terapię psychologiczną. Myślał, że Morganie to nie potrzebne, że radzi sobie, bo chodziła do szkoły. W rzeczywistości było inaczej. Wsiadała rano do autobusu i jechała na cmentarz do babci. Siedziała tam aż do godziny skończenia lekcji.
David dostał telefon od nauczycielki, że jego córka od jakiegoś czasu nie pojawiła się w szkole. Postanowił z nią porozmawiać. W tym celu poszedł do jej pokoju. Miała zgaszone światło. Leżała skulona w leginsach i workowatej bluzie. Jej włosy dawno nie widziały szczotki. Gdy ojciec zapalił światło mruknęła oburzona.
- Zgaś!
- Nie. Musimy porozmawiać. - powiedział stanowczo.
- Czego chcesz? - usiadła.
- Jak Ty się do mnie odzywasz?! Twoja nauczycielka powiedziała mi, że od dawna nie chodzisz do szkoły. Wyjaśnisz mi to?!- zdenerwował się.
- Przecież chodzę, a ta głupia baba sobie coś wymyśliła. - próbowała go zbyć.
- Słuchaj. Twoja babcia zmarła już dawno, czas się z tym pogodzić. Ty i Twoja matka przekraczacie wszelkie granice! Nie będę za Was wszystkiego robił! Mam dość! - krzyczał.- Dopilnuję, żebyś poszła do szkoły!
Następnego dnia David obudził Morganę. Wstała. Ubrała o wiele za dużą bluzę i pierwsze lepsze spodnie z szafy. Umyła zęby, a niepoczesane włosy spięła w coś przypominającego koka. Wyszła przed dom. Ojciec poinformował ją, że dzisiaj jedzie z nim. Wsiadła do samochodu.
W szkole poszła do szatni. Przebrała się i usiadła. Kiedy zadzwonił dzwonek nie ruszyła się z miejsca. Poszła na lekcje po 20 minutach. Nauczycielka nakrzyczała na nią, ale ona nic sobie z tego nie robiła. Na przerwach ludzie patrzyli na nią jak na UFO. Nic dziwnego, wyglądała jak wrak człowieka. Na długiej przerwie spotkał ją Moon. Szedł z grupką kolegów, ale kazał im iść dalej, a on sam podszedł do dziewczyny.
- Jak Ty wyglądasz? - patrzył na nią zdziwiony.
- Nie Twoja sprawa jak wyglądam. Odejdź. - mówiła ze spuszczoną głową.
- Słyszałem, że zmarła Ci babcia. Współczuję. - chciał ją przytulić, ale ona go odepchnęła.
- Nie potrzebuję Twojego współczucia. Powiedziałam odejdź! - zaczęła się irytować.
- Dlaczego nie odbierasz ode mnie? Nie piszesz? - nie odpuszczał. Chwycił ją za ręce. Wyszarpnęła się i odeszła bez słowa.
Wracała do domu autobusem. Pod domem stał jakiś samochód. Gdy wysiadała ktoś zaciągnął ją za róg domu. To był Dante.
- Zostaw plecak i wyjdź. - powiedział. Tak zrobiła. Poszła do siebie, odłożyła rzeczy. Miała już wychodzić, gdy zatrzymał ją David.
- Gdzie Ty znowu idziesz?!
- Na spacer. - powiedziała obojętna.
- Pewnie znowu na ten cmentarz! - krzyczał.
- Będę robić, co zechce. - wyszła i trzasnęła drzwiami. Jej relacje z rodzicami znacznie się pogorszyły.
Dante czekał już w samochodzie. Dostał go od rodziców, zaraz po tym jak zdał na prawo jazdy. Zawiózł ją do lasku, niedaleko cmentarza. Kazał poczekać. Wyciągnął z bagażnika jakiś plecak. Usiadł z Morganą pod drzewem.
- Mam coś, co Ci pomoże. Zdobyłem specjalnie dla Ciebie. - powiedział i wyciągnął jakąś torebeczkę z czymś zielonym. Pokazał dziewczynie.
- Co to? - zapytała.
- Marihuana. - uśmiechnął się.
- Zwariowałeś? Chcesz zrobić ze mnie ćpunkę? - oburzyła się.
- Jaką ćpunkę? To pomoże Ci się zrelaksować i ukoi ból. - mówił przekonująco. Zrobił skręta i zaczął go palić. Po chwili podał Morganie. Po chwili namysłu postanowiła spróbować. Gdy spaliła do końca poczuła wewnętrzny spokój. Zapomniała o wszystkim. Przybliżyła się do Dantego i wtuliła się. Potem usiadła mu na kolana.
- Widzisz, rybko? Dużo lepiej. - objął ją.
- Tak, ale już więcej tego nie zrobie. Nie chce, żeby rodzice... - przyłożył jej palec do ust.
- Ciiii... - chwycił ją za szyję i delikatnie pocałował. Nie była sobą, więc pozwoliła mu na to. Potem siedziała przytulona aż ten stan minął. Dante odwiózł ją do domu.
- Dziękuję. - powiedziała.
Chciał ponownie ją pocałować, ale wiedział, że teraz się na to nie zgodzi. Cmoknął ją tylko w policzek i odjechał. Morgana poszła do swojego pokoju. Na szczęście taty nie było w domu. Wtedy uświadomiła sobie, że przeżyła swój pierwszy pocałunek. Zamiast się z tego cieszyć, zaczęła rozpaczać. Z jednej strony była wdzięczna Dante'mu, a z drugiej złościła się, że tak postąpił.
Odrobiła lekcje i próbowała zanąć. Z dołu słyszała awanturę rodziców, ale nie wnikała w to. Nic już jej nie obchodziło. Czuła, że w jej życiu zachodzi wielka zmiana.

Piszcie, czy podobało się Wam to. Jeśli chcecie, mogę jutro napisać jeszcze jeden rozdział, bo ostatnio piszę jakieś krótkie. Piszcie w komentarzach, lub na asku. :)

1 komentarz: