Morganie śnił się ojciec. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zabił on babcię. Dziewczyna ze łzami w oczach obudziła się godzinę wcześniej. Postanowiła, że wstanie teraz, ubierze się i przygotuje. Potem pójdzie do szkoły pieszo. Chciała zrobić to jak najszybciej, aby uniknąć kolejnej kłótni.
Wyszła z domu pół godziny wcześniej niż zwykle. Szła drogą rozmyślając o swojej rodzinie. Niesamowite jak wiele może zmienić śmierć jednej osoby. Dlaczego ojciec stał się taki okrutny? Morgana rozumiała Caroline. W końcu umarła jej mama, która dała jej wszystko, bo dała jej możliwość życia. Ale David? Nie przepadał za teściową. Po jej śmierci tylko udawał smutnego. Czemu się tak zmienił? Powinien wspierać żonę w trudnej sytuacji, a on tylko pogarszał sprawę. Morgana wiedziała, że mama nie płacze już tylko dlatego, że babcia zmarła. Bolało ją też to, że mąż przestał o nią dbać. Chyba nawet jej nie kochał. Córki też.
Nastolatka w końcu dotarła do szkoły. Przywitała się tylko z Moon'em. Na lekcjach znowu siedziała nieobecna. Nauczycielki pytały, o co chodzi. Dlaczego taka, w ostatnim czasie, pilna uczennica przestała słuchać i uważać? A ona cały czas odpowiadała, że wszystko w porządku. Kłamała. W rzeczywistości bardzo bała się o losy rodziny. Nie chciała, żeby się rozpadła, ale nie mogła już wytrzymać. Jednak ciągłe awantury to był tylko początek. Gdy wróciła do domu, stało się najgorsze.
Już od wejściowych drzwi słyszała krzyki i płacz matki. Przysłuchiwała się. Pragnęła dowiedzieć się, o co się kłócą.
- Dlaczego to zrobiłeś?! Po tylu latach małżeństwa! - krzyczała zapłakana Caroline.
- A co? Myślałaś, że będę utrzymywał ledwo żyjącą babę i wiecznie obrażoną córeczkę, która nie wie czego chce?! - odpowiedział David. Morgana podeszła bliżej, aby zobaczyć całą sytuację. Ojciec chodził zdenerwowany po pokoju, a matka siedziała na kanapie zapłakana.
- Nie mów tak o Morganie! To Twoja córka! - wykrzyknęła matka.
- Nie chcę mieć takiej córki! Nie przyznaję się do niej! Do niczego się nie nadaje! - odwrócił się w stronę kobiety. Morgana obserwowała zdarzenie ze łzami w oczach. Nie mogła w to uwierzyć. Jej tata, zawsze kochany tatuś nienawidził jej i nie przyznawał się do niej. Rozpłakała się.
- Ty dupku! Nienawidzę Cię! - wykrzyczała prosto w twarz David'owi Caroline.
- Coś Ty powiedziała, głupia idiotko?! - zbliżył się do niej. I stało się najgorsze. Uderzył ją w twarz. Z całej siły. Caroline podniosła na niego przerażone oczy.
- Jak śmiesz, tyranie? - wysyczała.
- Zamknij mordę! - zaczął ją bić pięściami, gdzie popadnie. Potem brał wszystko, co miał pod ręką i rzucał tym w swoją żonę. Nastolatce zrujnował się cały świat. Nie wiedziała, co ma zrobić. Wbiegła do pokoju i próbowała powstrzymać David'a. Był jednak za silny. Odepchnął ją tak, że upadła na podłogę. Wtedy okrutny tyran podszedł i kopnął ją w żebra.
- Zostaw ją! Możesz mnie nawet zabić, ale oszczędź Morganę! Nie bij jej! - krzyczała matka zasłaniając ciało dziewczyny. Tylko tyle zdąrzyła usłyszeć, bo potem zemdlała z potwornego bólu.
Obudziła się w szpitalu. Leżała podpięta pod kroplówkę i mnóstwo innych kabelków i rurek. Nie pamiętała dokładnie, co się wydarzyło. Siedziała przy niej Caroline, która miała owiniętą głowę bandażem i wiele siniaków. Trzymała ją za rękę i wciąż płakała.
- Gdzie jestem? Co się stało? - zapytała rozkojarzona dziewczyna.
- Ciii, kwiateczku. Jesteśmy w szpitalu. Odpoczywaj. - z oczu Caroline popłynęły łzy. Jej twarz była spuchnięta. Morgana powoli zaczęła sobie wszystko przypominać. Kilka minut później przyszedł lekarz, aby sprawdzić jej stan. Stwierdził, że wszystko wraca do normy. Dziewczyna miała złamane jedno żebro, ale nie zagrażało to życiu. Doktor powiedział, że szybko się zrośnie. Wyszedł z sali.
- Mamo, opowiedz mi wszystko. Wyjaśnij. - rozpłakała się.- Dlaczego nasza cudowna rodzina stała się taką patologią?!
- Skarbie, obiecuję, że wszystko Ci wytłumaczę, ale nie teraz. Teraz musisz odpoczywać. Zdrzemnij się. - odpowiedziała smutno matka. Tak też zrobiła.
Obudził ją przeraźliwy ból. Zaczęła krzyczeć. Do sali szybko przybiegła pielęgniarka. Podała jej kolejną dawkę leków przeciwbólowych.
- Przepraszam, gdzie jest moja mama? - zapytała dziewczyna, gdy ból stał się znośny.
- Poszła się przespać, kochanie. Nic się nie martw. Pytał o Ciebie sympatyczny chłopak. Taki wysoki brunet. Przystojny. Chciał się z Tobą zobaczyć. Siedzi na korytarzu. Zawołać go? - powiedziała kobieta.
- Tak, proszę. - odparła nastolatka. Pielęgniarka wyszła, a po chwili przyszedł Moon. Usiadł przy niej i złapał jej rękę.
- Morgana, tak się bałem... Wszystko w porządku? Przybiegłem najszybciej jak mogłem. Twoja mama do mnie zadzwoniła. - zamartwiał się.
- Już nic nie będzie w porządku. Nigdy... - rozpłakała się. Chłopak przytulił ją. Siedzieli w milczeniu. Moon nie miał odwagi prosić teraz o opowieść, a Morgana nie chciała rozmawiać.
Kilka dni później dziewczyna mogła wyjść ze szpitala. Razem z matką wróciły do domu. Na szczęście nie było w nim David'a.
- Mamo, musimy stąd uciekać! Zwariujemy!
- Kochanie, nie mamy gdzie się podziać. Przepraszam, przykro mi. - odpowiedziała ze smutkiem kobieta, jakby była to jej wina.
- Poproszę Moon'a. Na pewno nas przenocuje. Potem czegoś poszukamy. - dziewczyna przytuliła matkę. Następnie wyjęła z kieszeni IPhone'a i wybrała numer Moon'a.
- Cześć. Mam do Ciebie ogromną prośbę. Przenocowałbyś mnie i moją mamę? Chociaż jeden raz. Nie możemy tu zostać. - zaczęła.
- Oczywiście, nie ma sprawy. Zawsze możesz na mnie liczyć. Nie mam super warunków, ale coś się wymyśli. Zaraz wyślę po Was mamę. - powiedział i rozłączył się. Kilka chwil później podjechał pod ich dom samochód. Zabrały najpotrzebniejsze rzeczy i wsiadły.
Dom Moon'a nie był brzydki, ale nie był też zbyt duży. Chłopak zaprowadził Caroline do pokoju, gdzie stało jednoosobowe łóżko. Nie było tam nawet miejsca, aby położyć jakikolwiek materac albo posłanie. Zbliżał się wieczór. Wszyscy się wykąpali i poszli do łóżek. Tylko Caroline, Moon i Morgana udali się do sypialni chłopaka. Musieli wszystko wyjaśnić. Usiedli na dwuosobowym łóżku nastolatka i zaczęli rozmawiać.
- Mamo, możesz mówić przy Moon'ie. Nie mam przed nim tajemnic.
- Dobrze. Wszystko zaczęło się od śmierci Twojej babci, Morgana. Załamałam się. Mama była dla mnie bardzo ważna. Dała mi wszystko i zawsze chciała dla mnie jak najlepiej. Pomagała mi, gdy tylko miałam jakiś problem. Dlatego ciężko mi pogodzić się z jej odejściem. David nie zbyt się tym przejął. Nie lubił jej, bo przed naszym ślubem mama odradzała mi małżeństwa z nim. Mówiła, że to zły człowiek, że kiedyś nas skrzywdzi. Nie ukrywała tego, powiedziała mu to prosto w twarz. - wspominała Caroline.
- Jakież ona miała przeczucie... - westchnęła Morgana.
- Gdy zmarła miałam wyrzuty, że się tym nie przejmuje. Wolał skryć się w pracy. Narzekał, że nic nie robię, a ja po prostu nie byłam w stanie. Popadłam w depresję. Terapia u psychologa nie wiele mi pomogła. Coraz mniej czasu spędzałam z nim. Użalałam się nad swoim życiem. Przestał o mnie dbać i nawet kochać. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Pewnego dnia zauważyłam, że przyszedł do niego jakiś SMS. Zapomniał wziąć telefonu do pracy. Postanowiłam zobaczyć z kim pisze. To była jakaś kobieta. Umówił się z nią w hotelu. Wyraźnie się coś kroiło. Śledziłam go. Poszedł się z nią spotkać. Wtargnęłam do pokoju i okazało się, że była to jego kochanka. Zdradzał mnie. W domu zaczęłam się na niego wydzierać. Jak sama widziałaś kłóciliśmy się, a potem mnie pobił. Później Ciebie. Kiedy zemdlałaś trochę się wystraszył, że Cię zabił i przestał bić. Wyszedł z domu. Pewnie do tamtej. Zadzwoniłam na pogotowie i tak wylądowałaś w szpitalu. - zasmuciła się.
- Poszłaś na policję? Trzeba go zgłosić! - powiedziała siedemnastolatka.
- Nie. Za bardzo się bałam. Groził, że jeśli go zgłoszę to zrobi coś o wiele gorszego. - wyjaśniła. Rozmawiali jeszcze chwilę, a potem postanowili iść spać. Jednak pojawił się problem, bo Morgana nie miała gdzie się położyć.
- Śpij ze mną. - zaproponował chłopak.
- Moon, naprawdę Cię lubię, ale nie chcę więcej problemów. Musimy wymyślić coś innego. - wtrąciła Caroline.
- Obiecuję pani, że nic się nie wydarzy. Ma pani moje słowo.- przekonywał.
- Dobrze, ale proszę Was... - spojrzała zmartwiona.
- Spokojnie, mamo. My nawet nie jesteśmy parą. - zapewniała Morgana. Kobieta wyszła, a oni położyli się. Leżeli rozmawiając. Potem chłopak objął nastolatkę, a ona się przytuliła. I tak zasnęli.
czwartek, 11 czerwca 2015
Rozdział 12
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Super rozdział mordko :)
OdpowiedzUsuń