piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 9

W końcu nadszedł weekend. Morgana nie miała żadnych planów. Chciała trochę odpocząć w domu i wyzdrowieć do końca. Wstała o 12.00. Jak zwykle, ktoś napisał. Zignorowała to. Dzisiaj wolała być sama. Zeszła na dół zrobić sobie śniadanie. Posmarowała małą kromkę chleba masłem i położyła na nią plaster szynki. Zaparzyła herbatę. Usiadła przy stole i jadła w milczeniu. Dużo myślała. Miała przeczucie, że stanie się coś złego. Po śniadaniu wróciła do siebie. Włączyła muzykę i położyła się na łóżku. Tępo patrzyła w sufit. IPhone ciągle drżał, a wiadomości przybywało. Stało się coś? Nie odebrała żadnego SMS'a. Ciągle leżała. Nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła. Obudził ją przepełniony smutkiem głos Caroline:
- Morgana! Wstań. Obudź się. - płakała.
- Mamo, co się dzieje? Dlaczego płaczesz? - zdziwiła się. Matka nie odpowiedziała jej, usiadła obok i przytuliła ją mocno. Dziewczyna zadawała mnóstwo pytań, ale na żadne nie uzyskała odpowiedzi. W końcu odpuściła. Zaprowadziła Caroline do sypialni. Przemęczona płaczem, zasnęła. Morgana długo zastanawiała się, jaki jest powód smutku mamy. Obeszła cały dom w poszukiwaniu ojca. Nie znalazła go nigdzie. Pewnie był w firmie. Zostawiła na stole liścik z informacją, dokąd jedzie. Wzięła taksówkę i pojechała do pracy rodziców. Znalazła biuro ojca. On także siedział przygnębiony. Zdziwił się, gdy zobaczył swoją córkę.
- Hej, tato. Co się dzieje? Mama płacze i nie odpowiada na pytania, Ty siedzisz przygnębiony. Wyjaśnisz mi to?- domagała się wytłumaczenia.
- Morgana, córeczko... Twoja babcia nie żyje. - powiedział i opuścił głowę. Na początku nie docierało to do dziewczyny. Stała sparaliżowana przed biurkiem ojca. Po chwili bez słowa wybiegła z pomieszczenia. Biegła przed siebie. Nie wiedziała dokąd podąrza. Nie zadzwoniła po taksówkę. Zmierzała w przeciwną stronę od domu. Nie mogło to do niej dotrzeć. Jej babcia umarła. Tak bardzo kochała tą kobietę. Była dla niej jak druga matka, a zarazem przyjaciółka. Rozumiały się bez słów. To z nią Morgana miała najlepsze wspomnienia. Były do siebie takie podobne. Uważała ją za najmądrzejszą istotę na Ziemi. Babcia zawsze pomagała jej w problemach. A teraz? Nie mogła się już nawet do niej odezwać. Nastolatka miała wyrzuty sumienia, że wtedy, zamiast zostać z babcią, poszła do przyjaciół. Obwiniała siebie za jej śmierć, chociaż doskonale wiedziała, że to nie jej wina.
Po półgodzinnym biegu była już bardzo zmęczona. Trafiła na jakąś dzielnice miasta, na której jeszcze nigdy nie była. Usiadła pod zniszczonym budynkiem. Najgorsze miejsce jakie widziała... Wszystko brudne, poniszczone... Skuliła się i zaczęła płakać. Siedziała tak do wieczora wspominając. Kiedy nadszedł wieczór chciała wracać do domu. Nie znała drogi powrotnej, bo gdy biegła nie zwracała uwagi, gdzie się znajduje. Chciała zadzwonić, ale nie wzięła z domu telefonu. Zgubiła się. Nie wiedziała, co ma robić. Wstała i chodziła dookoła budynku. Podszedł do niej jakiś starszy, pijany facet. Zapytał, co tu robi, ale miał pecha. W chwili, kiedy nastolatka dowiedziała się o śmierci babci coś w niej pękło. Wróciła dawna Morgana. Znowu nienawidziła wszystkiego i każdego. Ponownie wzbudziła się w niej agresja. Zamiast zignorować mężczyznę, zaczęła się na nim wyżywać.
- Odejdź! Idź sobie! Nie Twoja sprawa! Co Ty wiesz o życiu? Do niczego się nie nadajesz! - krzyczała płacząc. Mężczyzna chciał do niej podejść i ją przytulić, pocieszyć, ale ona odepchnęła go i zaczęła uciekać. Znowu biegła przed siebie. Tak bardzo chciała być w domu. W końcu zatrzymała się jakaś kobieta. Zaproponowała, że ją odwiezie. Morgana podała jej adres i spokojnie wróciła. Poszła sprawdzić, co z mamą. Nadal leżała nieobecna, zapłakana. Przeżywała to jeszcze gorzej. Dziewczyna weszła na górę. Sprawdziła SMS'y. Miała ich sporo. Odczytała.
*Hej. Przepraszam za moje zachowanie. Mam nadzieję, że nie jesteś zła*
Od Dante'go. Kolejny też był od niego.
*Czemu nie odpisujesz?*
Następny tak samo.
*Odezwij się. Co się stało?*
Na żaden nie odpowiedziała. Kolejny był od Teresy.
*Dante mówił, że coś się stało. To prawda? Zadzwoń do mnie.*
Jednak ona nie miała zamiaru tego robić. Kolejna wiadomość była oczywiście od Moon'a.
*Jesteś wspaniała.*
Postanowiła odpisać.
*Nie jestem i nigdy nie będę. Nie mów tak, nie kłam. Po co pojawiałeś się w moim życiu?!*
Agresja... Siedemnastolatka miała teraz do każdego pretensje. Chciała, aby wszyscy zniknęli. Tylko, żeby babcia do niej wróciła... Po chwili usłyszała dzwonek IPhone'a.
- Czego? - powiedziała z wyrzutem. Nawet nie sprawdziła, kto dzwoni. Domyślała się.
- Co Ci jest? Zrobiłem coś nie tak? - zapytał przestraszony Moon.
- A Ty jak zwykle o sobie. Żegnaj. - rozłączyła się. Siedziała słuchając rock'a przez wiele godzin. Dużo rozmyślała. Zdała sobie sprawę, że może liczyć już tylko na przyjaciół. Postanowiła się z nimi skontaktować. Teresa i Dagmara nie odbierały. Został tylko Dante.
- Halo? - powiedziała, gdy odebrał.
- Morgana? Nareszcie się odezwałaś. Czemu nie pisałaś? Martwiłem... To znaczy martwiliśmy się o Ciebie, cała paczka. - mówił przejęty.
- Potrzebuję spotkania. Zmarła mi babcia. Przyda się dużo wsparcia. Przyjedzcie jak najszybciej. I... przygotujcie się... - powiedziała cicho.
- Och, przykro mi. Przyjedziemy jak najszybciej się da. Wiem o co chodzi. Trzymaj się. - nie okazywał wielkiego współczucia, bo wiedział, że Morgana tego nie lubi. Jedynie on to wiedział. Resztę dnia nastolatka spędziła na oglądaniu telewizji, a potem jak zawsze położyła się spać. Ze łzami w oczach...

Taki krótki rozdzialik. Zapraszam do czytania i zostawienia opinii w komentarzu, bądź na moim ask'u. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz