czwartek, 25 czerwca 2015

Rozdział 17

Morgana wstała niewyspana. Miała od rana podły humor. Poszła do łazienki, ubrała się, uczesała. Wzięła plecak i wyszła z domu. Nie wiedziała jeszcze, o której ma autobus, więc postanowiła posiedzieć na przystanku. Patrzyła na przejeżdżające samochody i przechodniów, którzy byli prawdopodobnie w takim samym nastroju jak ona. Wyciągnęła z kieszeni IPhone'a i włączyła muzykę na słuchawkach. Akurat leciała jej ulubiona piosenka. Uśmiechnęła się, ale po chwili zorientowała się, że w tym czasie naprzeciwko niej szedł jakiś chłopak. Miał może z 15 lat. Od razu, gdy zauważył u niej uśmiech podszedł. Ubrany był w czarne spodnie, bluzę w tym samym kolorze i glany. Kiedy się zbliżył Morgana zobaczyła, że ma żółte soczewki, przypominające oczy kota. Usiadł przy niej. Na początku nic nie mówił. Potem spojrzał na jej nadgarstek i zdziwił się. Na ręce dziewczyny wisiała bransoletka z czaszką, którą kiedyś dostał każdy członek ich paczki. Były robione na zamówienie. Posiadały pewien szczegół, który wyróżniał je od innych, podobnych ozdóbek. Każda czaszka miała zamiast jednego oka kuleczkę z prawdziwego złota.
- Skąd to masz? - zapytał w końcu chłopak.
Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona. Dlaczego się tym interesował? Udała, że nie słyszy i wróciła do poprzedniej czynności- słuchania muzyki. Nastolatek zwinnym ruchem wyciągnął jej słuchawki z uszu.
- Dobra, jestem Fabian. Skąd masz tę bransoletkę? Dlaczego ją nosisz?- mówił bardzo szybko.
- Ekhem... Dlaczego mnie o to pytasz?- ledwo opanowała się przed napadem agresji.
- Posłuchaj. Mam kolegę, który ma identyczną. Powiedział, że taką posiada tylko kilka osób, bo robił je na zamówienie. Mówił też, że te osoby są wyjątkowe i łączy ich tajemnica. Nie udało mi się z niego więcej wydusić. - dotknął wisiorka, ale Morgana oddaliła dłoń.
- Po co mi to mówisz? - wiedziała, że coś tu nie gra.
- Ty jesteś jedną z tych osób. Powiedz, o co chodzi! - zachowywał się jak małe dziecko.
- Jak ma na imię ten Twój kolega? - miała nadzieję, że coś mu się pomyliło.
- Dante. - odpowiedział.
Co Dante robił w tych okolicach? Przecież mieszkał dosyć daleko stąd i na pewno nie miał tu kolegów. Wypytała chłopaka o szczegóły. Wszystko się zgadzało, oprócz miejsca zamieszkania.
W szkole na długiej przerwie postanowiła zadzwonić do przyjaciela. Nie odebrał za pierwszym razem, ale potem oddzwonił.
- No hej. Co tam chciałaś? - powiedział radośnie.
- Spotkałam dzisiaj chłopaka, który powiedział, że Cię zna.
- I co w tym dziwnego? Zna mnie dużo osób. - jego głos zdradzał, że był trochę zakłopotany.
- Tylko, że ten chłopak powiedział, że mieszkasz gdzieś w okolicy mojego domu. Wszystko inne się zgadzało. W dodatku wiedział o bransoletkach. Możesz mi to wyjaśnić? - zapytała.
- Oczywiście, ale nie teraz. To nie jest rozmowa na telefon. Muszę kończyć, pa. - rozłączył się.
Po lekcjach Morgana spotkała Moon'a. Razem poszli do domu dziewczyny. Pili herbatę w kuchni, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Nastolatka wstała i otworzyła. Jej oczom ukazał się wysoki brunet, Dante.
- Hej. Co Ty tutaj robisz? - zdziwiła się.
- Cześć. Mogę wejść? - nie odpowiedział.
Dziewczyna przesunęła się, wskazując ręką drogę do kuchni. Kiedy już się tam znaleźli Moon był zszokowany. Usiedli.
- Co tu robisz? Skąd wiedziałeś, gdzie teraz mieszkam? - zapytała ponownie.
- Jakiś chłopak mi powiedział, gdy zapytałem. Muszę Ci coś powiedzieć. - mówił poważnym tonem. Morgana kiwnęła na znak, że słucha.
- Przez ten czas, kiedy nie rozmawialiśmy sporo się zmieniło. Nie tylko Ty się przeprowadziłaś. Ja także. Nie miałem okazji Ci tego powiedzieć, a może nie chciałem. Ostatnio próbowałem zamienić moją miłość do Ciebie w nienawiść, ale nie wyszło.- powiedział i spojrzał jej w oczy.
Nie wiedziała, co mam myśleć. Najpierw chciał o niej zapomnieć, potem chciał ją znienawidzić. Chyba nie cenił ich przyjaźni tak, jak ona. Nie zdawał sobie sprawy, że przez niego rozpadnie się ich paczka, którą siedemnastolatka uważała za coś bardzo ważnego. Rosła w niej złość. Musiała mu to wykrzyczeć.
- Co się z Tobą dzieje? Mówisz to tak spokojnie, jakby nic się nie stało! Przez Ciebie mogłaby się rozpaść nasza ekipa! Myślisz tylko o sobie! - nie wiedziała, czy nadal chce się z nim przyjaźnić. Było w niej tyle emocji. Mogłaby zrobić wszystko, aby tylko sprawić mu przykrość. W końcu nie wytrzymała i krzyknęła:
- Zresztą nie obchodzi mnie to już. Chciałeś o mnie zapomnieć, znienawidzić, ale nie miałeś powodu, więc Ci ułatwię i podam powód. Jestem w związku z Moon'em, także możesz sobie odpuścić i zapominać, co tylko chcesz! - głęboko oddychała. Zasmucił się. Nic nie powiedział, wyszedł z domu i wsiadł w samochód. Od razu rozpędził się, ile tylko mógł. Morgana usiadła naprzeciwko towarzysza. Zauważyła, że jego usta są lekko otwarte, a w oczach widniała radość. Kiedy ochłonęła zdała sobie sprawę, co powiedziała i co się właśnie wydarzyło. Czuła jakby zatrzymało jej się serce.
- O nie! Co ja narobiłam? Przecież on może się teraz zabić! Muszę go powstrzymać! - rozpłakała się. Moon podszedł do niej i zaczął uspokajać. Poprosił ją o telefon. Wybrał jego numer i połączył się. Po kilku sygnałach Dante odebrał.
- Siema. To ja, Moon. Morgana bardzo się o Ciebie boi. Nie rób sobie nic z tego powodu, który podała. Wasza przyjaźń jest dla niej ogromnie ważna, tak samo jak Ty. Nie chce, żeby coś Ci się stało. Rozumiesz? - rzekł, jednak nie wspomniał nic na temat związku.
- Tak. - odpowiedział Dante i zakończył połączenie.
Słuchając tej rozmowy Morgana pomyślała, że Moon powiedział dokładnie to, co czuła. Podszedł do niej, oddał telefon i przytulił.
- To jesteśmy parą, tak? - zapytał nieśmiało.
- Jeśli chcesz. - spojrzała mu w oczy. Chyba coś do niego czuła, więc chciała spróbować.
- Marzę o tym.- odrzekł, a ona przytuliła się do niego.


 Na początku chcę przeprosić za moją nieobecność, ale byłam na biwaku i nie miałam czasu napisać rozdziału. Mam nadzieję, że rozdział 17 się spodobał, i że będziecie czekać na więcej. Piszcie swoje opinie tu: KLIK lub w komentarzu. 
Myślę o założeniu strony na Facebook'u na temat tego bloga. Uważacie, że to dobry pomysł? Także piszcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz