Tego dnia Morgana miała nie iść do szkoły. Musiała tylko powiedzieć coś rodzicom. Wiedziała, że jeśli powie im prawdę każą jej iść na zajęcia. Bardzo chciała spotkać się z przyjaciółmi, ale jej rodzice uważali, że nauka jest ważniejsza. Najpierw obowiązki potem przyjemności.
Dziewczyna wstała jak zwykle rano i poszła do kuchni. Był w niej David. Zrobiła obolałą minę.
- Tato...- starała się, aby wyglądać na naprawdę cierpiącą.
- Słucham Cię, słońce. Czemu jesteś jeszcze w piżamie? - obejrzał jej strój
- Strasznie boli mnie głowa i brzuch też. Koszmarnie się czuję. Chyba się rozchorowałam. Może w szkole panuje jakiś wirus? Jak pójdę, to zarażę więcej osób.- zakaszlała.
- To weź tabletkę. Za chwilę Ci przejdzie. - nie zwrócił na to większej uwagi. Co by tu zrobić, żeby uwierzył? Źle czuła się z tym, że go okłamuje, ale zależało jej na spotkaniu.
- Ale tato... - nagle przyłożyła rękę do ust, drugą do brzucha i wybiegła w kierunku łazienki.
- Caroline! - zawołał wystraszony David. To jego żona zwykle zajmowała się chorym dzieckiem. - Chodź tu!
- Co się stało? - weszła do kuchni nieco zaspana.
- Morgana jest chora. Pobiegła do łazienki. - wyglądał na zmartwionego. Caroline udała się w stronę pomieszczenia. Zapukała do drzwi.
- Córeczko, co się dzieje? - po chwili usłyszała odpowiedź:
- Źle się czuję. - wyszła z łazienki.
- Rzeczywiście, nie wyglądasz najlepiej. Zostań dziś w domu. Zaraz zrobię Ci herbatę i przyniosę leki. Leć do łóżka. - i tak zrobiła. Udało się! Pierwsza część planu powiodła się.
Morgana wróciła do siebie.Napisała do Dante'go.
*Udało mi się przekonać rodziców, żeby nie iść do szkoły. Teraz tylko wydostać się z domu...*
Odpisał niemal od razu.
*Super. Za kilka godzin mamy autobus. Przyjdź po nas na przystanek.*
*OK. Będę czekać.*
Zostało sporo czasu. Nie wiedziała co ma robić. Po chwili przyszła Caroline.
- Jak tam, kochanie? Lepiej?- zapytała zmartwiona.
- Nie za bardzo. - szepnęła jakby nie miała siły mówić.
- Proszę, przyniosłam Ci herbatę i lekarstwa. Połknij, a herbatę wypij póki ciepła.
- Dziękuję, mamo. - kaszlnęła.
- Dzwoniłam do Twojej wychowawczyni. Powiedziałam, że nie będzie Cię w szkole, bo jesteś chora.
- Dobrze. - pociągnęła nosem. Matka podeszła do niej i pocałowała w czoło.
- Zdrowiej. - uśmiechnęła się. Morgana zrobiła to samo. Gdy kobieta wyszła wyskoczyła spod kołdry. Nie połknęła leków, bo mogło jej to zaszkodzić. Wrzuciła je do kosmetyczki. Herbatę wypiła. Nadal było dużo czasu. Postanowiła, że się zdrzemnie.
- Morgana... - obudził ją głos mamy. Minęła chwila zanim się rozbudziła.
- C-co? - ziewnęła.
- Jak się czujesz? - dotknęła jej czoła.
- Troszkę lepiej. Nie powinnaś być w pracy?
- Wyszłam wcześniej, żeby móc się Tobą zaopiekować. - pogładziła jej włosy.
- Która godzina? - zapytała Morgana. Bała się, że zaspała i jej znajomi już na nią czekają.
- Za dwadzieścia dwunasta, słonko.- Caroline wyszła z pokoju.
Dziewczyna spojrzała na telefon. Miała 3 wiadomości. Odczytała je. Pierwsza była od Teresy.
*Wsiedliśmy do autobusu.*
To znak, że czas wstać i się szykować. Zauważyła jednak, że SMS został wysłany jakieś 20 min temu. Trzeba się pospieszyć.
Druga wiadomość była od Dagmary.
*Wszyscy w kąplecie jedziemy do naszej królewny. Będziemy za pół godziny.*
Wiadomość przyszła 10 min temu. Morgana miała 20 minut, żeby się przyszykować, wymknąć się z domu i dojść na przystanek. Może zdąrzy.
Ostatni SMS był od Moon'a.
*Słyszałem, że jesteś chora. Co się dzieje?*
O, nie. Jeszcze tylko tego brakowało.
*Trochę źle się czułam, ale już dużo lepiej.* - odpisała.
Po chwili IPhone zadzwonił.
-Tak, słucham. - zaczęła.
- Cześć. - odezwał się znajomy męski głos.
- Hej. - odpowiedziała niepewnie. Nie wiedziała do końca, kto to mógł być.
- Jesteśmy już niedaleko. Czekasz?
Aaa... To Dante.
- Trochę... zaspałam, ale niedługo przyjdę.- odpowiedziała.
- Oj, śpioszku. - zaśmiał się i zakończył rozmowę. Miał taki uroczy śmiech...
W pośpiechu ubrała się i zeszła na dół. Miała już wychodzić, ale zatrzymała ją mama.
- Gdzie Ty się wybierasz? Przecież jesteś chora.
- Już czuję się dobrze. Spacer mi dobrze zrobi. - próbowała się wykręcić.
- No dobrze. Idź.
Cudownie! Wszystko poszło po jej myśli. Wyszła z domu i jak najszybciej poszła na przystanek. Właśnie podjechał autobus. Wysiadało z niego wiele ludzi. Morgana niecierpliwie czekała na przyjaciół. W końcu wyszli. Wszyscy: Dante, Teresa i Dagmara. Dziewczyna nie przywitała się z nimi tylko kazała biec za sobą. Kiedy znaleźli się w całkiem sporej odległości od przystanku zatrzymali się.
- Cześć, kochani. Wybaczcie, ale tamten przystanek znajdował się blisko mojej szkoły. Powiedziałam, że jestem chora, więc... sami rozumiecie. - po czym podeszła do Dagmary.
- Muszę przywitać się z każdym z osobna. Chodź, Daguś moja! - przytuliła mocno dziewczynę i pocałowała w policzek.
- Moja Ty! Tęskniłam strasznie.-powiedziała Dagmara i przytuliła Morganę jeszcze mocniej. Następnie siedemnastolatka podeszła do Teresy. Dante'go zostawiła sobie na deser.
- Teresa! Widziałyśmy się niedawno, ale tak tęskniłam...- ścisnęła ją i także ucałowała w policzek.
- Ja też, myszko. - zaśmiała się. Potem podeszła do Dante'go.
- Heej. - nie bardzo wiedziała co zrobić. Chłopak był od niej wyższy o głowę. Zbliżył się i objął ją w pasie i przytulił mocno. Morgana czuła, że nie był to tylko przyjacielski uścisk. Odsunął się trochę i pocałował w policzek, bardzo blisko kącika ust. Dziewczyna udawała, że tego nie zauważyła.
- Chodźcie, pokaże Wam to miejsce. - zaprowadziła ich do lasku prowadzącego na cmentarz.
- I jak? - zapytała.
- Wow, super! - zawołała Teresa i usiadła pod drzewem.
- Tak, bardzo fajnie. - Dagmara dołączyła do Teresy.
- Nasze klimaty. - zaśmiał się Dante i usiadł pod drzewem naprzeciwko. Wszystkie dziewczyny zaczęły się śmiać.
Las był ciemny, mroczny. Tylko gdzieniegdzie słońce prześwitywało przez liście. W oddali można było dostrzec groby z cmentarza. Morgana i jej przyjaciele lubili takie miejsca.
Nastolatka usiadła obok Dante'go. Długo rozmawiali. Zrobił się wieczór. Ochłodziło się.
- Troszkę zimno. - zazgrzytała zębami Morgana. Chłopak zdjął z siebie kurtkę i okrył nią swoją towarzyszkę.
- Lepiej? - zapytał patrząc jej w oczy.
- Tylko trochę. - nadal się trzęsła. Osiemnastolatek objął dziewczynę zdecydowanym ruchem i przyciągnął do siebie. Miał zawsze bardzo ciepłe ciało. Morgana wtuliła się w niego i od razu zrobiło jej się cieplej. Teresa i Dagmara nie zareagowały na to, bo Dante zawsze pomagał ludziom w potrzebie i było to u niego normalne.
Cały czas rozmawiali. Opowiadali co u nich i śmiali się.
- Może przywrócimy nasze co tygodniowe, no wiecie... rytułały? - zapytała Dagmara.
- Dobry pomysł, więc musimy się spotykać przynajmniej raz w tygodniu. - stwierdzili wspólnie.
W tej chwili do Morgany przyszedł SMS. Odsunęła się od chłopaka i odczytała wiadomość.
*Idę na cmentarz. Jestem w lasku. Przypominam sobie nasz spacer.*
Od Moon'a.
Na pewno ich spotka. Będzie musiała to wytłumaczyć.
- Posłuchajcie. Zaraz pojawi się tu mój kolega. Idzie na cmentarz, do taty. Na pewno nas spotka. Nie mamy czasu uciekać. Mówcie jak najmniej. Ja wszystko załatwię. - powiedziała zdenerwowana. Niedługo po tym pojawił się Moon.
- Morgana? Co tu robisz? Kim oni są? - zdziwił się.
- Hej, Moon. To moi przyjaciele ze starej szkoły. Byliśmy na spacerze i zatrzymaliśmy się tu, aby odpocząć.- wyplątała się.
- No dobrze. - podszedł do niej i pocałował w policzek. Dante spojrzał na niego wzrokiem mordercy. Następnie Moon przywitał się z Teresą i Dagą, podając im rękę. Przyszła kolej na Dante'go. Moon wyciągnął do niego dłoń, ale ten nie uścisnął jej. Powiedział tylko ciche ,,Siema." patrząc na niego groźnie.
- Idziecie ze mną? - zapytał Moon. Był podobny do paczki ubiorem, ale różnił się charakterem.
- Zaraz musimy iść, niestety. Na autobus. - odparła Teresa.
- Poczekajcie, odprowadzę Was. Tylko skoczę na cmentarz. Zaraz wracam. - poszedł szybkim krokiem.
- Lubisz go? To jakiś kretyn. - powiedział Dante do Morgany.
- Jest trochę denerwujący, ale wydaje się być miły. - odpowiedziała.
- Ja go polubiłam. - powiedziała Teresa.- Przystojniak.
- Ja też. - zawtórowała Daga.
Kilka minut potem wrócił Moon. Poszli razem w stronę przystanku. W pewnym momencie Moon i Morgana zostali w tyle. Chłopak chciał złapać ją za rękę, ale ona przyspieszyła kroku i szła koło Dante'go, który ją objął. Role odwróciły się. Teraz Moon patrzył na Dante'go wzrokiem zabójcy. W końcu doszli na przystanek. Przyjechał autobus. Morgana pożegnała się ze wszystkimi, a Moon tylko z dziewczynami. Pojazd odjechał.
- Odprowadzę Cię. - powiedział chłopak.
Szli w milczeniu. On- nie chciał robić scen zazdrości, w końcu nie był jej chłopakiem. Ona- nie miała zamiaru się mu tłumaczyć. Była zła, że wgl się tam pojawił. Doszli do domu. Odeszła od niego bez słowa. W środku zapewniła mamę, że nic jej nie jest i poszła do siebie. Długo rozmyślała o całym dniu aż w końcu zasnęła.
Piszcie w komentarzach lub na moim ask'u kogo wolicie. Moon'a czy Dante'go?
Zapraszam :)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz