sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 13

Następnego dnia Morgana obudziła się w pustym pokoju. Poszła sprawdzić, co z mamą, jednak w tamtym pomieszczeniu także nikogo nie było. Zdziwiła się. Nie znała domu Moon'a. Zaczęła chodzić po budynku. Najpierw trafiła do łazienki. Przy okazji ubrała się i uczesała. Potem weszła do sypialni mamy Moon'a. Na koniec znalazła kuchnię. Okazało się, że jest już późno. Caroline siedziała przy stole i piła kawę razem z panią Kate- matką jej kolegi.
- Dzień dobry. Gdzie jest Moon? - zapytała wchodząc.
- Cześć, kochanie. Moon poszedł już dawno do szkoły.- odparła Kate. Dziewczyna nie wiedziała, dlaczego nikt jej nie obudził, ale domyślała się, że chcieli, aby odpoczęła. Wróciła do pokoju. Zobaczyła, że dzwonił do niej ojciec. Wystraszyła się. Czego od niej chciał?
Poszła zjeść śniadanie. Wypiła herbatę. Potem wzięła jakąś książkę z półki Moon'a i zaczęła czytać. Czas szybko leciał. Zanim się obejrzała do domu wrócił jej współlokator. Wszedł do pokoju i przywitał się z Morganą buziakiem w policzek. Razem z nim odrobiła zaległości. Potem jak zwykle rozmawiali. Pograli też na gitarze, pośpiewali.Postanowili przejść się na spacer. Szli, gdy w końcu chłopak powiedział:
- Morgana, musimy porozmawiać.
- Oczywiście, ale o czym? - zaciekawiła się.
- Nie mogę tak dłużej. Jestem w Tobie zakochany, jak wariat. Nie ma dnia, w którym bym o Tobie nie myślał. Pragnę być z Tobą o każdej porze dnia i nocy. Kocham Cię, Morgana.- chwycił ją za ręce i spojrzał w oczy. 
- Moon, ale...- zaczęła, ale on nie dał jej dokończyć.
- Ja wiem, że teraz masz inne sprawy na głowie. Wiem, że jest Ci ciężko z powodu ojca. Wiem też jakie masz zdanie na temat miłości, ale nie zabraniaj mi Cię kochać. To byłby dla mnie koszmar.- zasmucił się. Przez chwilę stała nie wiedząc, co ma powiedzieć. Potem odrzekła:
- Jestem Ci wdzięczna za to, co dla mnie robisz. Doceniam Twoje starania, ale ja po prostu nie potrafię kochać. Nigdy nie miałam chłopaka, nikt mnie tego nie nauczył.- spojrzała na swoje buty zawstydzona. 
- Nauczę Cię wszystkiego. Krok po kroku. Pokażę Ci czym jest prawdziwa, czysta miłość. Całowałaś się ze mną, spałaś ze mną, trzymałaś mnie za rękę, pozwalałaś bym Cię przytulał... To dobry początek. - uśmiechnął się.
- Nie chcę ranić Twoich uczuć, ale dla mnie to nic nie znaczyło. Nie wierzę w istnienie miłości, bo nikt nie udowodnił mi, że ona istnieje. - spojrzała mu w oczy.
- Dla mnie znaczyło to wiele... Nie namawiam Cię do niczego, bo wiem, że zrobisz jak będziesz chciała, ale możliwość uszczęśliwiania Cię jest moim marzeniem. 
- Moon, przepraszam. Nie jestem teraz w stanie o tym...- przyłożył jej palec do ust.
- Ciii... Rozumiem. Porozmawiamy o tym innym razem. - puścił jej ręce i zawiedziony ruszył w stronę domu. Morgana szła w pewnym oddaleniu. Nie wiedziała, co ma myśleć. Postanowiła się tym na razie nie przejmować. Chciała unormować sytuację z ojcem. Tak bardzo pragnęła, aby wszystko było tak jak dawniej. Gdyby tylko można było cofnąć czas... 
Weszli do środka. Zbliżała się noc. Matki były już w swoich pokojach. Moon poszedł do łazienki się wykąpać, a Morgana położyła się na łóżku, czekając na swoją kolej. Po kilkunastu minutach chłopak wszedł do pomieszczenia. Spojrzał tylko na dziewczynę i wskoczył pod kołdrę. Nie odezwał się. Obrócił się w stronę ściany i próbował zasnąć. Chyba mocno trafiły go słowa nastolatki... Morgana wstała i poszła do łazienki. Zobaczyła, że na lustrze znajdował się jakiś napis wykonany szminką. Przeczytała:
,,Jesteś najwspanialsza, ale ranisz moje uczucia''
 Aż skręciło ją w żołądku. Wzięła płatek kosmetyczny, zamoczyła go w wodzie i zaczęła ścierać napis. Łzy leciały jej po policzkach. Chwyciła za kolejny wacik i zmyła makijaż. Weszła pod prysznic. Namoczyła włosy i nałożyła szampon. Umyła całe ciało, spłukała głowę. Wyszła z kabiny i przebrała się w piżamę. Umyła zęby i była już gotowa do spania, ale nie miała na to wcale ochoty. Coś jakby rozrywało ją od środka. Nie dawała sobie z tym wszystkim rady. Osunęła się na ziemię i rozpłakała. Czuła wewnętrzny, psychiczny ból. Nagle ktoś zapukał do drzwi, które po chwili otworzyły się. W progu stała Kate. Spojrzała przerażona na dziewczynę. 
- Morgana, kochanie. Co się stało? - podeszła i podniosła nastolatkę z podłogi. 
- Nic, nic. Pójdę już spać. - wywinęła się i udała się do sypialni. Położyła się delikatnie. Moon chyba już spał. Odwróciła się do niego plecami. Nadal płakała. W pewnym momencie poczuła na swoim biodrze rękę chłopaka. Przysunął się do niej i przytulił tak, że poczuła się bezpiecznie. 
- Ciii... Nie płacz. Damy radę. - szepnął jej do ucha. Uspokoiła się trochę. W końcu zasnęła. 
Rano obudził ją głos Moon'a. 
- Hej. Idziesz do szkoły, czy wolisz zostać? Twoja mama powiedziała, że możesz sama zdecydować.
- A, tak. Już wstaję. - zaspana dziewczyna wygrzebała się z pościeli. Szybko pobiegła do łazienki, ubrała się i uczesała. Nie miała ochoty robić makijażu. Wróciła do pokoju, spakowała książki. Wpadła do kuchni, porwała kanapkę, zjadła i wyszła przed dom. Czekał już na nią Moon. Ruszyli. Rzeczywiście, od domu chłopaka było niedaleko do szkoły. Już od progu Moon'a dopadli znajomi.
- Hej. Idziesz dziś wieczorem na imprezę u Krzyśka? - koledzy klepali go po plecach, a koleżanki starały się, by być jak najbliżej niego. Nikt nie zwrócił uwagi na Morganę, która szybkim krokiem oddaliła się od grupy i udała się do szatni. 
- Nie, sorry. Mam inne plany.- Moon spławił ich i pobiegł za nastolatką. Gdy ją dogonił powiedział:
- Co jest? Czemu uciekłaś? 
- Nie mam zamiaru przebywać z tymi chłopakami, którzy popisują się mięśniami i z dziewczynami, z których tapetę można szpachelką zdzierać. - odpowiedziała kpiąco. 
- Ej, nie obrażaj moich przyjaciół! - naskoczył na nią.
- Przyjaciół? Śmieszne. A gdzie byli, kiedy ich potrzebowałeś? Jak zmarł Ci tata? Nikt nie podszedł i nie powiedział głupiego ,,współczuję''. Dziewczyny lecą tylko na Twój wygląd, nic o Tobie nie wiedzą. Chłopacy chcą się z Tobą kumplować, żeby mieć powodzenie u dziewczyn. Bez Ciebie żadna by na nich nie spojrzała. Jesteś żałosny, jeśli uważasz, że są Twoimi przyjaciółmi. - zarzuciła plecak na ramię i wyszła z szatni. 
- Masz rację... - pomyślał i udał się na lekcję. 
Po skończeniu zajęć wyszedł przed szkołę. O dziwo, nie było pod nią Morgany. Wrócił jeszcze raz do budynku i przeszukał go, ale nie znalazł tam dziewczyny. Poszedł do domu, ale tam też jej nie było. Pomyślał o cmentarzu. Wziął motor i pojechał tam. Nigdzie jej nie było. Zadzwonił do niej. Nie odebrała. Wrócił do domu. 
- Mamo! Pani Caroline! Gdzie jest Morgana?! - był przerażony. 
- Jak to? Nie ma jej z Tobą? - zdziwiły się. 
- Nie ma jej w szkole. Na cmentarzu też byłem. Nie odbiera. - prawie płakał z nerwów.
- Może poszła na spacer? Poczekajmy. To rozsądna dziewczyna, nie zrobiłaby czegoś głupiego. - uspokajała Caroline. Postanowili zaczekać. Morgana wróciła po dwóch godzinach. Nic nie mówiąc poszła do łazienki. Umyła się, przebrała jak do spania. Potem odrobiła lekcje. Wzięła laptopa mamy i zaczęła czegoś szukać. Moon zdecydował się z nią pogadać. 
- Gdzie byłaś? - zapytał, ale nie otrzymał odpowiedzi. Spytał jeszcze raz, ale tym razem też nie odpowiedziała. 
- Czego szukasz? - postanowił zmienić pytanie. 
- Jakiegoś domu do wynajęcia albo kupienia. Nie możemy przecież u Was wiecznie mieszkać. - powiedziała nie odrywając wzroku od ekranu. 
- Możecie mieszkać u nas ile chcecie. To żaden problem. - uśmiechnął się. Siedemnastolatka zamknęła komputer, odstawiła go na swoje miejsce i popatrzyła na chłopaka. 
- To jest problem. Nie chcę żyć na czyjejś łasce. Do tej pory tak było. Chcę to przerwać. Musimy znaleźć sobie nowy dom i uniezależnić się od innych. - powiedziała. Moon chwilę się zastanowił. Coś musiało się wydarzyć, skoro zmieniła swoje podejście do tej sprawy. 
- Wyjaśnij mi wszystko. Podobno nie masz przede mną tajemnic. Co się stało? Gdzie byłaś? - zapytał. Ona chwilę się zastanowiła. Potem położyła się koło niego i wtuliła. Leżała tak chwilę, a potem wyszeptała:
- Spotkałam się z ojcem.
Moon zaczął pytać po co, dlaczego, gdzie, jak? Wiedziała, że i tak musi mu to opowiedzieć, bo nie da jej spokoju, więc zaczęła:
- Zadzwonił do mnie na długiej przerwie. Powiedział, że chce się spotkać. Na początku miałam to zignorować, ale ciekawość zwyciężyła. Umówiłam się z nim w pubie. Oświadczył mi, że porzucił kochankę i chciałby, abyśmy do niego wróciły. Przeprosił za wszystko. Wciskał mi kit, że nie poradzimy sobie bez niego. Odpowiedziałam, że to, że uderzył mnie mogłabym mu wybaczyć, ale nigdy nie wybaczę mu tego, że pobił mamę. Wypomniałam mu wszystkie jego słowa. Jak mówił, że nie chce mieć takiej córki, że się do niczego nie nadaję. Na koniec wykrzyczałam mu prosto w twarz, że teraz ja nie chcę mieć takiego ojca i że go nienawidzę. Potem wyszłam. W drodze do domu uświadomiłam sobie, jak bardzo byłyśmy od niego zależne. Postanowiłam, że od tej pory nie pozwolę sobą manipulować i nie będę od nikogo zależna. - powiedziała i schowała twarz w jego bluzę. 
- Dobrze zrobiłaś. Dzielna dziewczynka. - pocałował ją w czoło. 


Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Jest dość długi, więc tym razem nie możecie się do tego przyczepić. :D Zapraszam do komentowania, obserwowania i zostawienia swojej opinii na moim ask'u. Tutaj link do niego: KLIK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz