-Nie! Stój! Nie rób tego, błagam!- płakała, jednak Dante tylko na nią spojrzał i zrobił kolejny krok. Chciała do niego podbiec, ale ostrzegł ją, aby tego nie robiła.
- Muszę to zrobić! Moja miłość do Ciebie jest silniejsza, nie wytrzymam tak dłużej!- podszedł jeszcze bliżej i skoczył w wielką przepaść. Usłyszał jeszcze tylko ,,Nieeeee!'' wydobywające się z ust Morgany i roztrzaskał sobie głowę o skały. Dziewczyna upadła na kolana. Płakała i krzyczała, jakby wyrywano jej serce. Nie mogła zapanować nad emocjami. Wstała. Rozbiegła się i skoczyła, a potem...
Obudziła się cała spocona ze łzami w oczach. Była 3.15 w nocy. To tylko zły sen, głupi koszmar. Próbowała zasnąć, ale za każdym razem gdy zamykała oczy widziała krew przyjaciela na ostrych skałach schodzących wgłąb przepaści. Przerażało ją to. Chciała się upewnić czy aby na pewno nie był to proroczy sen. Odłączyła IPhone'a od ładowarki i wybrała numer Dante'go. Zdawało się jej, że mija wieczność. Nie odebrał. Morgana zmartwiła się, ale pomyślała, że może jest rzeczywiście za wcześnie na dzwonienie do ludzi.
Poszła do łazienki, aby obmyć twarz i umyć zęby. Włosy uczesała w kok na czubku głowy. Nałożyła luźną, czarną koszulkę z białym krzyżem, czarne rurki i creepersy. Spakowała książki do plecaka i wyszła z domu.
Przed szkołą spotkała Moon'a, który przywitał ją buziakiem w policzek. Nie chciała, by ktoś to zobaczył, więc zwinnie się odsunęła i spojrzała na niego krytycznym wzrokiem. Poszła do szkoły, ale nie zmieniła butów. Nie chciało jej się także iść na pierwszą lekcję, więc postanowiła pójść na miasto. Pomyślała, że i tak jej to nie zaszkodzi, ponieważ zbliżał się koniec roku. Żadna z koleżanek nie chciała iść z nią. Poprosiła o to Moon'a, który od razu się zgodził.
Rano Morgana wzięła ze skarbonki całkiem sporą ilość pieniędzy. Namówiła swojego chłopaka na zakupy, chociaż niechętnie się zgodził. Chodzili po mieście trzymając się za ręce. Wchodzili do różnych sklepów, ale w żadnym nie znaleźli niczego ciekawego. W końcu dziewczyna zauważyła ładną sukienkę. Podczas, gdy poszła ją przymierzyć Moon wszedł do sklepu z biżuterią. Szybko rozglądał się po ozdóbkach. Po pewnym czasie zobaczył komplet bransoletek ze znakami wieczności. Kupił je z myślą, że podaruje je Morganie na urodziny. Zapłacił i szybko wybiegł ze sklepu. Dziewczyna akurat wychodziła ucieszona z torebką w ręce.
- Popatrz, jaka śliczna! - wyjęła zawartość reklamówki i pokazała chłopakowi.
- Przepiękna! Zresztą we wszystkim wyglądasz dobrze. - uśmiechnął się i cmoknął ją w policzek. Potem poszli do parku, który okazał się być bardzo zacisznym miejscem. Morgana usiadła na zgiętej gałęzi wielkiego drzewa, a Moon podszedł do niej i objął w pasie. Patrzyli sobie w oczy nic nie mówiąc. Nastolatka czuła jakby motylki w brzuchu. Nigdy przedtem tego nie doświadczyła. Na początku lekko się przestraszyła, ale wkrótce uznała, że jest to miłe uczucie. Chyba naprawdę się w nim zakochała. Od kilku dni nie myślała o niczym innym, tylko o nim. Pragnęła być przy nim w każdej chwili. Uwielbiała patrzeć w jego piękne oczy i lubiła czuć na sobie jego dotyk. Kiedy trzymał ją za rękę lub obejmował swoimi silnymi, ale jednocześnie delikatnymi rękami czuła się tak bezpiecznie. Zarzuciła na jego ramiona ręce, zbliżyła się i szepnęła mu do ucha:
- Pokaż mi, czym jest miłość.
Usłyszała tylko cichy śmiech chłopaka, a potem pozwoliła sobie na zwiększenie odległości między nimi. Zobaczyła, że Moon stoi przed nią z wyszczerzonymi zębami, jakby był małym dzieckiem cieszącym się z lizaka. Co takiego powiedziała? Może nie powinna tego mówić? Zaczęła żałować, ale po chwili przestała, ponieważ nastolatek położył jej dłoń na szyi i lekko przysunął jej twarz do swojej. Musnął jej wargi swoimi. Z sekundy na sekundę pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Spodobało się jej to. Po kilku minutach Moon odsunął się i powiedział:
- To właśnie jest miłość, w moim wykonaniu. - i zaśmiał się udając wspaniałego mistrza po udanym pokazie. Morgana także się zaśmiała. Zeskoczyła z konaru i wpadła w objęcia chłopaka, który wyszeptał:
- Kocham Cię. - wziął głęboki oddech. - Nad życie.
Wracając do domu siedemnastolatka podziękowała Moon'owi za wspaniały dzień. Wchodząc do budynku spotkała matkę, która na jej widok bardzo się zdziwiła.
- A co Ty tu robisz? Nie powinnaś być w szkole?- zapytała.
- W szkole? - czuła jakby stanęło jej serce. Spojrzała na zegar wiszący w kuchni. Było kilka minut po dziesiątej. Kompletnie zapomniała, że uciekła ze szkoły i musi tam wrócić. Zaczerwieniła się, bo uświadomiła sobie, że została złapana na wagarach.
- W szkole? A tak, tak. No, bo wiesz, mamo... - chciała się jakoś wykręcić, ale nie potrafiła okłamać Caroline. - Mamo... Ja... Ehh... - poddała się. Nic nie przychodziło jej do głowy, więc opuściła głowę na znak, że przyznaje się do winy.
- Morgana! Czy Ty uciekłaś ze szkoły?! - otworzyła szeroko oczy.
- Tak. Mamo, ale... Jest prawie koniec roku.. Nauczyciele nawet nie sprawdzają już obecności. - uśmiechnęła się nieśmiało.
- No dobrze, ale nie rób tak więcej. Pójdziesz z nami dziś wieczorem do teatru?- poklepała ją po ramieniu.
- Z nami? To znaczy z kim?
- A, tak. Z moim kolegą. Ma 3 bilety na dziś i zaprosił nas. Co Ty na to? - w tej chwili do Morgany przyszedł SMS. Szybko go odczytała.
*Wybierzesz się ze mną na przejażdżkę motorem? Dziś wieczorem.* Od Moon'a.
- Przepraszam, mamo, ale jestem już umówiona na dzisiejszy wieczór. Może innym razem gdzieś razem pójdziemy.- puściła matce oczko i poszła do swojego pokoju. Położyła się na łóżku i odpisała na wiadomość.
*Jasne. O której będziesz?*
Chwilę potem usłyszała dźwięk przychodzącego SMS'a.
*Może 18? Pasuje Ci?*
Dziewczyna zastanowiła się i potwierdziła.
O osiemnastej chłopak był już pod domem Morgany. Dziewczyna pożegnała się z Caroline i panem Jamesem - kolegą jej matki, po czym wyszła z domu. Podbiegła do swojego chłopaka i pocałowała go w usta. Potem wsiadła na pojazd i objęła nastolatka w pasie.
- To gdzie mnie zabierasz? - cieszyła się jak mała dziewczynka.
- Zobaczysz. - zaśmiał się i odpalił motor. Ruszyli. Jechali i jechali, aż w końcu chłopak zatrzymał się przy opuszczonej ruderze. Morgana zsiadła z motoru i powiedziała ze śmiechem:
- Ależ tu romantycznie.
- Chodź. Spodoba Ci się. - uśmiechnął się mrocznie, ciągnąc za sobą przestraszoną jego zachowaniem dziewczynę.
Mam nadzieję, że Wam się podoba i będziecie czekać na więcej. W następnym rozdziale będzie fajnie, więc chyba warto poczekać.
Jak zwykle zapraszam na aska ---> ASK
Proszę o komentarze, opinię i obserwację :D
Oraz proszę o wyrażenie swojej opinii na temat założenia strony na Facebooku o właśnie tym blogu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz