Kilka dni później Morgana naprawdę się rozchorowała. Znowu musiała prosić rodziców, aby zostać w domu. Tym razem nie chcieli tak łatwo uwierzyć, jednak w końcu się udało. Dziewczyna nie miała ochoty nawet wstawać z łóżka. Mama przynosiła jej herbatę i leki. Strasznie jej się nudziło. Chciała zadzwonić do kogoś, ale wszyscy byli w szkole i nie mieli czasu na rozmowę. Nie dzwoniła tylko do Dante'go i Moon'a. Kilka godzin później nie mogła już wytrzymać i zebrała się na odwagę, aby się do któregoś z nich odezwać. Na początku padło na Dante'go. Wybrała jego numer i nacisnęła zieloną słuchawkę.
-Halo? - odezwał się.
- Cześć, Dante. Masz czas? - zapytała.
- O, hej. Zależy, o co chodzi?
- Jestem chora i koszmarnie się nudzę w domu. Zadzwoniłam, żeby pogadać, bo dziewczyny są zajęte. To jak? - wyjaśniła.
- Bardzo bym chciał pogadać, ale teraz pomagam ojcu. Wybacz.
- Rozumiem. To nie będę Ci przeszkadzać. Pa.
- No pa. - rozłączył się.
Ech, nawet on nie miał dla niej czasu. Morgana zauważyła, że zaszła w niej jakaś zmiana. Kiedyś nie rozmawiała z nikim za często. Wolała słuchać rock'a w samotności, a teraz? Teraz nudziło jej się w jej własnym towarzystwie. Jak mogło do tego dojść? W dodatku miała problem z chłopakami. Kiedyś to się nie zdarzało...
Po skończonej rozmowie z przyjacielem postanowiła wykonać kolejny telefon. Do Moon'a.
- Tak, słucham. - odebrał.
- Hej, Moon. Jesteś zajęty?
- Och, Morgana. O co chodzi? - zapytał.
- Zachorowałam i nudzi mi się samej w domu.
- Zaraz będę. - powiedział i się rozłączył. Zdziwiło to Morganę. Jeszcze nikt nie rzucił wszystkiego, żeby się z nią spotkać. To urocze.
Chwilę później dziewczyna usłyszała dzwonek do drzwi. Podniosła się z łóżka, założyła kapcie i zeszła, aby otworzyć.
- No hej. Jestem. - wyszczerzył swoje białe, równe zęby.
- Dziękuję, że przyszedłeś. Wejdź. - odwzajemniła uśmiech. Chłopak przeszedł przez próg i wyciągnął zza pleców bukiet kwiatów, po czym dał je Morganie.
- Och, dziękuję. Nie musiałeś.- była nieco zniesmaczona. - Kawy czy herbaty?
- Kawkę, poproszę.
- To ja też wypiję. - zaprowadziła Moon'a do kuchni. Wyciągnęła z szafki kubki, zasypała i wstawiła wodę.
- Wybacz, że jestem taka nieogarnięta, ale wstałam dopiero z łóżka. - przeczesała ręką włosy.
- Nie szkodzi i tak jesteś piękna. - uśmiechnął się. W tej chwili czajnik dał znać, że woda jest już zagotowana. Zalała kubki i powiedziała:
- Weź kawę i chodź do mojego pokoju. Musimy pogadać.
Moon bez słowa wziął swój kubek i ruszył za Morganą.
- Ładny pokój. - pochwalił. Ona nie odpowiedziała na to i usiadła na łóżku, wskazując, by usiadł gdzie chce. Tak też zrobił.
- O czym chciałaś pogadać? - zapytał.
- Chciałabym, żebyś nie starał się być taki romantyczny i wgl. - wzięła łyka napoju.
- Co masz na myśli? - popatrzył na nią.
- Chcę, żebyś był naturalny. Nie za bardzo lubię romantyków. Zachowuj się jakbyś był moim kolegą. Zwykłym kolegą.
- Dobrze, więc znowu zacznę zadawać się z poprzednim towarzystwem i nie będę się Tobą interesował. - zdenerwował się.
- Spoko. Rób, co chcesz. Nie jestem Twoją matką. - udawała obojętną. Tak naprawdę nie chciała, żeby teraz wyszedł, bo znowu nudziłaby się. Nie odpowiedział. Wziął łyka kawy i zrelaksował się na fotelu. Przez kilka minut nie rozmawiali. Chłopak rozglądał się po pokoju.
- Gitara? Umiesz grać? - zapytał zauważając instrument w rogu pomieszczenia.
- Nie, ale mój dziadek potrafił. Dostałam ją od niego. - odpowiedziała patrząc w inną stronę. Moon wstał i chwycił gitarę. Następnie wrócił na miejsce. Zaczął muskać struny, jakby sobie coś przypominał.
- A Ty co robisz? Nie gadaj, że potrafisz...- zdziwiła się. W tej chwili usłyszała melodię. Grał jej ulubioną piosenkę. Wychodziło mu znakomicie. Morgana była zachwycona. Siedziała i wsłuchiwała się. Nagle zaczął śpiewać. Miał przepiękny głos. Znał każde słowo na pamięć. W pewnym momencie przestał.
- Pośpiewaj ze mną. - zaśmiał się. Wstał i usiadł obok dziewczyny.
- Ja... Nie umiem... Nie potrafię śpiewać. - zawstydziła się. W sumie to nigdy nie próbowała.
- No dalej. Znasz słowa i melodię. Daj się ponieść muzyce. - zachęcał. Rozpoczął od nowa. Zaśpiewał pierwszą zwrotkę. Kiedy miała się zaczynać druga spojrzał na Morganę. Ta pokiwała głową. Zamknęła oczy i zaczęła śpiewać. Już po paru dźwiękach otworzył szeroko oczy i usta ze zdziwienia. Jej głos był wspaniały. Chwilami mocny, a czasem delikatny. Żyła tą piosenką.
- Wow! To było super! Jak Ty przepięknie śpiewasz! - nie mógł w to uwierzyć.
- Dziękuję. Nigdy nie śpiewałam. - uśmiechnęła się lekko.
- To powinnaś zacząć. Może jeszcze raz, razem? - zaproponował.
- Świetny pomysł. - zaśpiewali ten i jeszcze wiele innych utworów. W międzyczasie zjedli chipsy i inne przekąski. Potem położyli się na podłodze, na której leżał materac. Nastolatka nie mogła powstrzymać się i przytuliła Moon'a. Był zszokowany. Nie myślał, że doczeka tej chwili. Tak jak prosiła, nie starał się być romantyczny. Zaczął ją łaskotać. Dziewczyna piszczała i wyrywała się mu. Spędzili razem cały dzień. Wieczorem zadzwonił IPhone Morgany.
- Hej, Dante. - zaczęła.
- No cześć. Mogę już gadać. Co u Ciebie? - zapytał radośnie.
- Wszystko w porządku. - spojrzała na Moon'a, który miał niezadowoloną minę z powodu telefonu - Nie obrazisz się, jeśli odezwę się później?
- Myślałem, że chciałaś pogadać. - zdziwił się.
- No tak, ale teraz jestem troszkę zajęta. Przepraszam. - nie chciała zostawiać Moon'a. Spędziła z nim fajne popołudnie i nie chciała tego zepsuć.
- Nie masz za co przepraszać. Możesz dzwonić, kiedy tylko zechcesz. Pa. - powiedział i rozłączył się. Morgana odłożyła komórkę. Ponownie położyli się na materacu. Leżeli w milczeniu. Po chwili dziewczyna przerwała ją.
- Hmmm... Czy Moon to nie jest coś związanego z księżycem? - wyszeptała.
- Tak. Moon znaczy księżyc. - zaśmiał się.
- Hmmm... więc będziesz Księżycowym Chłopcem. - uśmiechnęła się. Chłopak wybuchnął śmiechem. Morgana dołączyła do niego. Zanim się obejrzeli, wybiła 21.00.
- Robi się późno. Pójdę już. - powiedział wstając.
- No dobrze, Księżycu. - spojrzała mu prosto w oczy. Mimowolnie spodobała mu się nowa ksywka.
- Zdrowiej. - wziął swoją kurtkę i wyszedł. Morgana postanowiła się wykąpać. Potem chwyciła komórkę i zadzwoniła do Dante'go. Nie odebrał. Czekała aż oddzwoni. W końcu IPhone zaczął wibrować.
- Cześć. - powiedziała.
- Hej. - powiedział cichym głosem.
- Co się stało? Jesteś jakiś smutny.- zaniepokoiła się.
- Byłaś z nim. - odpowiedział oschłym głosem.
- Z kim? - zapytała zaskoczona.
- Z tym, którego imię brzmi Księżyc. - wyszeptał.
- Nie rozmawiajmy o tym. Chciałam po prostu z kimś pogadać. - oburzyła się.
- Nie licz na to, że pozwolę mu Cię zabrać. - brzmiał przerażająco.
- Dante, o co Ci chodzi? Co Ci jest?- zaczęła się bać. - Skąd o tym wiesz?
- Miałem takie przeczucie. Uważam, że nie jesteś głupia i zauważyłaś, że wciąż coś do Ciebie czuję.
- Zauważyłam, ale nie chcę o tym rozmawiać. Ta rozmowa nie ma sensu. Odezwij się, jak się uspokoisz. Na razie. - nie czekając na odpowiedź zakończyła połączenie. Tylko nie to! Jeszcze tego brakowało, żeby jej przyjaciel był o nią zazdrosny. Nie podobała jej się ta sytuacja coraz bardziej, ale postanowiła nic z tym nie robić. Poszła spać.
Wybaczcie, że taki krótki rozdział, ale jestem dziś zmęczona. Mam nadzieję, że mimo to spodoba się Wam. Pozdrawiam wszystkich czytelników.
Najlepsza, pisz dalej! <3.
OdpowiedzUsuń