Morgana chodziła do szkoły, chociaż z nikim nie rozmawiała. Jej relacje z rodzicami znacznie się pogorszyły. Z matką prawie wcale nie spędzała czasu, a z ojcem cały czas się kłóciła. Między Caroline i Davidem też się nie układało.
Morgana radziła sobie w szkole coraz lepiej. Zaczęła przykładać się do nauki. Całe dnie spędzała przed telewizorem albo z książkami. Na początku miała dużo SMS'ów, jednak potem ich liczba zmniejszała się z dnia na dzień. Tylko Moon ciągle pisał.
Pewnego dnia, w sobotę usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedziała. W progu ukazał się Moon.
- Mogę wejść? - zapytał. Dziewczyna kiwnęła tylko głową i wróciła do nauki. Chłopak wszedł i rozglądał się po pomieszczeniu. Po chwili zapytał.
- Czemu ze mną nie rozmawiasz?
Musiał poczekać trochę na odpowiedź.
- Nie daję już sobie rady. - wstała i odwróciła się w jego kierunku. Podszedł.
- Chodź tu do mnie. - przyciągnął ją do siebie i przytulił. Tego jej brakowało. Od dawna nikt jej nie przytulił. Po kilku minutach odsunęła się i powiedziała:
- Całowałam się z Dante. - nie chciała go okłamywać. Moon na początku wściekł się, ale potem zdołał się opanować.
- W takim razie ja nie mogę być gorszy. - pochylił się i delikatnie musnął jej usta. Ku jego zdziwieniu Morgana odwzajemniła pocałunek. Potem długo rozmawiali. Dziewczyna postanowiła, że będzie z nim utrzymywać kontakt, a Dante'mu jakoś to wytłumaczy.
Następnego dnia Morgana jak zwykle wstała rano do szkoły. Przygotowała się, zjadła śniadanie i wyszła przed dom. O 7.03 przyjechał autobus. Gdy do niego wsiadła okazało się, że Moon, tak jak kiedyś, przyjechał po nią. Od razu poprawił jej się humor. Usiadła obok niego bez słowa. Zrozumiał, że nie chce teraz rozmawiać. Oparła głowę o jego ramię i jechali w milczeniu. W szkole Moon odprowadził Morganę pod klasę i poszedł pod swoją.
W dziewczynie znowu zaczęła się walka. Wybrać Moon'a czy Dante'go? A może walczyć z uczuciem? Nie wybrać żadnego? Wiedziała już jedno. Teraz jest za późno. Całowała się z obojgiem, zrobiła im nadzieję. Nie była aż taka bez serca, aby teraz ich zostawić. Chociaż wiedziała, że i tak zrani któregoś z nich.
Na lekcji dziewczyna siedziała nieobecna. Ciągle o tym myślała. Nie wiedziała, co ma robić. Najchętniej wcale by tego nie zaczynała.
- Morgana! - wyrwał ją z myślenia głos nauczycielki z matematyki.
- Tak, słucham? -odpowiedziała.
- Zapytałam, jaki będzie tu wynik?
- Przepraszam, nie słuchałam. Nie wiem nawet, które zadanie robimy. - odrzekła zawstydzona.
- Zostań proszę po lekcji.- spojrzała zmartwiona na Morganę.- Kamil, jaki będzie tu wynik?
Do końca zajęć zostały 2 minuty. Matematyczka pozwoliła wszystkim wyjść.
- Morgana, co się dzieje? Nie uważałaś dziś na zajęciach, a zwykle słuchasz. - zaczęła pani profesor.
- Nic się nie dzieje. Po prostu trochę się zamyśliłam. Przepraszam. - odpowiedziała.
- Na pewno? Może masz jakieś problemy? - zamartwiała się.
- Nie, proszę pani. Dzisiaj jakoś słabo się czuję, to tyle. - skłamała.
- To może idź do domu? Powiem Twojej wychowawczyni, że Cię zwolniłam.
Po skończeniu rozmowy nastolatka wyszła z klasy. Była już następna lekcja. Zeszła na główny korytarz i sprawdziła jaką lekcje ma teraz Moon. Geografia. Napisała do niego SMS'a.
*Chodź ze mną do domu. Teraz.*
Po chwili odpisał jej.
*Przecież mam lekcje*
*Powiedz, że idziesz do łazienki i uciekniesz. Proszę. Czekam przed szkołą.*
Po kilku minutach przed budynkiem pojawił się Moon. Razem z Morganą wyszli poza teren liceum. Postanowili, że pójdą na pizzę. Oczywiście, musiała mu wszystko wyjaśniać. Zjedli i poszli do parku. Usiedli na ławce.
- Pamiętasz? Tutaj po raz pierwszy ze sobą gadaliśmy. Może przejdziemy się jak wtedy?- zaproponował Moon.
- Pamiętam. Chodźmy. - odpowiedziała.
Szli wokół jeziora trzymając się za ręce i nie zwracając uwagi na cały świat. Usiedli na pomoście.
- Dlaczego nie wróciłaś do domu skoro się źle czułaś? - zapytał chłopak.
- Nie czułam się źle. Skłamałam, bo zaczęła pytać czy mam problemy. - oparła się o niego.
- A dlaczego nie poszłaś prosto do domu? - dał jej całusa w nos.
- Tata znowu zrobiłby awanturę. Czepiałby się, że uciekam, że się nie uczę. Ponownie mówiłby, że nie ma ze mnie pożytku. Twierdzi, że nie poradzę sobie w życiu, bo nie myślę o pracy. Mówi też, że dziecinnie się zachowuję. Śmierć babci wszystko zmieniła.- zasmuciła się.
- Przykro mi. Nie wiedziałem, że jest tak źle. A co z mamą?
- Mama? Mama ciągle siedzi w pokoju. Chyba popadła w depresję. Czyta albo pracuje na komputerze. Nie chodzi do pracy. Myślę, że rodzice przestali się kochać. Zachowują się, jakby nigdy nie byli małżeństwem. Nawet nie rozmawiają. - z jej oczu popłynęły łzy. - I czuję, że będzie jeszcze gorzej.
Chłopak mocno ją przytulił. Zapewnił ją, że może na niego liczyć zawsze.
- Tęsknię za babcią. - powiedziała, gdy się uspokoiła. - Ona wprowadzała w nasze życie harmonię.
- Chodźmy na cmentarz. - Moon wstał i zmusił do tego samego Morganę. Poszli.
Na cmentarzu Morgana zapytała:
- Najpierw tata czy babcia?
Chłopak chwilę się zastanowił. Z chęcią poszedłby do taty, jednak odpowiedział:
- Babcia.
Skręcili w odpowiednią alejkę. Spędzili jakieś 20 minut przy tym grobie, a potem następne 20 przy grobie ojca Moon'a. Potem wrócili do domów.
Na Morganę czekało to samo co zwykle. Awantura. Gdzie byłaś? Z kim? Dlaczego nie wracasz od razu po szkole? Zapłakana dziewczyna uciekła do siebie. Myślała, że gorzej już nie może być. Jak się potem okazało, jednak mogło być gorzej.
środa, 10 czerwca 2015
Rozdział 11
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz