czwartek, 28 maja 2015

Rozdział 5

W poniedziałek Morgana poszła do szkoły. Miała całkiem dobry humor. Rano poszła do szatni. Spotkała tam natrętnego chłopaka. Zawsze przebywał w dużej grupce kolegów i zakochanych nastolatek, teraz jednak siedział sam. Miał słuchawki w uszach i wydawał się być przygnębiony. Chciała podejść do niego i zapytać, co się stało. Pomagała ludziom jeśli tego chcieli, ale w stosunku do niego miała jakieś opory. Zniechęcił ją do siebie swoim kretyńskim zachowaniem. Na każdej przerwie widziała go siedzącego samotnie. Zaczęło ją to zastanawiać. Czemu wszyscy go opuścili? Dlaczego siedzi sam? Czemu jest smutny? A może chce być samotny? Co mogło się stać?
Po lekcjach, wychodząc ze szkoły i przechądząc przez bramę, zauważyła, że siedzi pod murkiem. Już miała sobie iść, gdy nagle ujrzała, że na nią patrzy. Zatrzymała się. Iść, czy porozmawiać z nim? Zastanowiła się. Wybrała rozmowę. Zebrała w sobie siły, aby być uprzejmą. Podeszła do niego i usiadła. Zignorował ją. Wyjęła z jego ucha słuchawkę i wsadziła do swojego. Gdy usłyszała kilka pierwszych dźwięków zrobiła wielkie oczy i lekko otworzyła usta ze zdziwienia.
-Hej! To moja ulubiona piosenka! - była zszokowana. Przez chwilę nic nie odpowiadał. Potem odwrócił głowę i spojrzał na nią. W jego oczach była jakaś pustka, jakby był nieobecny. Po chwili lekko uniósł kąciki ust w sztucznym uśmiechu i cicho odrzekł:
- Hmm...moja też.- a potem znowu patrzył przed siebie.
- Chodź. - wstała, chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą. Nie opierał się, ale też nie spieszył. Morgana zaprowadziła go do pobliskiego parku i posadziła na ławkę. Wyjęła słychawki z jego uszu.
- Mów, co się stało. - powiedziała stanowczym głosem, ale on nadal był nieobecny.
- Pięknie tu. - zmienił temat.
- Tak, bardzo ładnie. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek o to zapytam. - westchnęła. - Jak masz na imię?
- Moon. - odrzekł cicho i spojrzał jej głęboko w oczy. Już nie było w nich pustki. Teraz błyszczały się. Widać było, że niedawno leciały z nich łzy.
- Powiesz mi co się stało? Zawsze jesteś w gronie znajomych, a teraz jesteś sam. Ostatnio nie przychodziłeś do szkoły. - zaczęła od początku. Zdziwił się. Zrozumiała, dlaczego. Pewnie pomyślał, że martwiła się o niego i ciągle o nim myślała. Szybko dodała:
- Nie żebym się tym specjalnie martwiła. Jeszcze nie zawiodłam niczyjego zaufania, więc zostanie to między nami.- bardziej ją to ciekawiło, niż żeby się martwiła.
- Nie chodzi tu o znajomych. Powiedziałem im, że wolę być sam.- odrzekł po chwili.
- Dlaczego? - nie poddawała się. Myślał przez chwilę.
- Umarł mi tata. Tylko on naprawdę mnie rozumiał. Był moim prawdziwym, najlepszym przyjacielem. Teraz nigdy już go nie zobaczę...- z jego oczu popłynęły łzy. Szybko otarł je rękawem i odwrócił głowę, aby Morgana nie widziała jak płacze.
- Przykro mi. - chwyciła jego rękę. - Nie wstydź się łez. Nie są oznaką słabości. - ponownie na nią spojrzał. Uśmiechnął się. Ona odwzajemniła uśmiech. Opuścił wzrok na ich ręce, które nadal były złączone. Zaśmiał się.
- Może jednak dasz się poderwać.- puściła go.
- Ekhem... Co to to nie. Chciałam być miła. Powinnam już iść. - odsunęła się i wyprostowała.
- Nie idź, proszę. Nie tak to miało wyjść. Przepraszam. - zaczął ją zatrzymywać.
- Dobrze. Nie wierze w miłość. Co chcesz robić? - zapytała.
- Przespacerujemy się?
- OK. - odpowiedziała i podniosła się z ławki. On zrobił to samo. Poszli na spacer wokół jeziora. Zbliżał się wieczór. Chodzili i podziwiali piękny widok. W końcu usiedli na pomoście i długo rozmawiali. Zaczął się zachód słońca. Moon dał dziewczynie swoją skórzaną kurtkę, aby nie było jej zimno. Coraz bardziej się do niej przybliżał, a ona nie zauważyła tego. Spojrzeli na siebie. Było blisko, aby się pocałowali, lecz ona odsunęła się.
- Nie mogę, wybacz. Wiesz co sądzę na temat miłości. Wolę jej unikać. - powiedziała.
- Przepraszam, to moja wina. Późno już. Odprowadzę Cię do domu. - uśmiechnął się.
- Kolejny sposób na poderwanie? - zaśmiała się.
- Nie, po prostu chcę być miły. No i nie chcę, żeby ktoś mi Cię ukradł. - oboje się zaśmiali. Patrzyli sobie głęboko w oczy. Przez chwilę siedzieli w ciszy podziwiając zachód. W końcu Morgana przerwała ciszę:
- Dziękuję za miły wieczór.
- To ja dziękuję. Wiele dla mnie zrobiłaś. Dzięki Tobie nie myślałem przynajmniej przez chwile o tacie. Dziękuję, Morgana.- uśmiechał się, ale w oczach miał smutek. Rozmawiali jeszcze chwilę, wymienili się numerami.
-Chodźmy już. Późno trochę. - nagle zaczął dzwonić jej IPhone. Odebrała.
- Tak, mamo?
- Morgana! Gdzie Ty się podziewasz?! Powinnaś być dawno w domu! - krzyczała zaniepokojona Caroline.
- Spokojnie, mamo. Jestem bezpieczna.- spojrzała na Moon'a i uśmiechnęła się. - Już wracam do domu. Niedługo będę.- i nie czekając na odpowiedź zakończyła połączenie.
- Mamusia się martwi o córeczkę? I bardzo dobrze, bo córeczka niegrzeczna jest. - wyszczerzył swoje białe zęby.
- Chyba dawno nie dostałeś.
- O, i umiesz się bić? Coraz bardziej Cię lubię. - zaśmiał się. Szli w milczeniu. Nagle Morgana zapytała:
- Masz może papierosy? Skończyły mi się.
- Proszę. - podał jej paczkę. Szli dalej. W pewnym momencie Moon delikatnie chwycił Morganę za rękę. Chciała już na niego nakrzyczeć i dać mu wykład na temat jej zdania o miłości, ale popatrzył na nią tak, że darowała mu to. Wzięła tylko głęboki oddech i szła dalej. Uznała, że to tylko przyjacielski spacer, ale wiedziała, że dla niego znaczy to o wiele więcej. W końcu dotarli pod jej dom.
- Dziękuję jeszcze raz za wszystko. - powiedział.
- Dzięki, że mnie odprowadziłeś.- uśmiechnęła się. Przytulił ją. Stała sparaliżowana. Co to miało być?! Bez słowa weszła do domu. Od progu dopadła ją mama.
- Dlaczego tak późno wracasz? Co się z Tobą dzieje? - prawie płakała z nerwów.
- Poznałam kogoś. Zmarł mu tata i pomagałam mu poradzić sobie z tym. Przepraszam. - mama zadawała jej mnóstwo pytań na jego temat, ale ona poszła do siebie. Cieszyła się, że ma własną łazienkę i nie musiała iść na dół i słuchać ciekawskiej Caroline.
Wzięła prysznic i przebrała się w piżamę. Położyła się do swojego wielkiego łóżka, włączyła muzykę i próbowała zasnąć, ale na marne. Setki myśli zalewały jej głowę. Usłyszała, że przyszła jej jakaś wiadomość.
*Hej. To ja, Moon. Śpisz?*
Odpisała po chwili.
*Nie śpię. Myśli mi na to nie pozwalają.*
*Też nie mogę zasnąć. Wspaniały dzień. :)*
Ona nie widziała w nim nic szczególnego, ale nie chciała zranić jego uczuć.
*Tak, fajny.*
Napisał:
*Będziesz jutro w szkole?*
No i się zaczęło. Zacznie o nią zabiegać i ją podrywać. Zaczynała żałować, że zdecydowała się z nim pogadać. Nie odpisała mu na tego SMS'a. Przyszedł następny.
*Dobranoc. Jestem Ci bardzo wdzięczny.*
Odpisała:
*Dobranoc.*
Odłożyła telefon pod poduszkę. Usiłowała zasnąć. Po pewnym czasie ponownie usłyszała cichy dźwięk i wibracje IPhone'a.
- Co on znowu chce? - pomyślała. Bardzo się zdziwiła, gdy zobaczyła, kto jest nadawcą wiadomości. Dante. Odczytała SMS'a.
*Dobranoc, księżniczko. Tęsknię.*
Nie odpowiedziała.
-Jeszcze lepiej. Tego już za wiele.
Wkrótce udało jej się zasnąć.

2 komentarze:

  1. Pisz częściej ! ;D <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę tylko szybko poradzić każdemu, kto ma trudności w jego związku z kontaktem z Dr.Agbazara, ponieważ jest on jedyną osobą zdolną do przywrócenia zerwanych związków lub zerwanych małżeństw w terminie 48 godzin. ze swoimi duchowymi mocami. Możesz skontaktować się z Dr.Agbazara, pisząc go przez e-mail na adres ( agbazara@gmail.com ) LUB zadzwoń / WhatsApp mu na ( +2348104102662 ), w każdej sytuacji życia znajdziesz siebie.

    OdpowiedzUsuń