niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 3

Następnego dnia Morgana wstała niewyspana. Siedziała do 5.00 rano czytając książkę. Chciała ubłagać rodziców, aby zostać w domu, ale od początku wiedziała, że to się nie uda.
Dziewczyna wstała o 6.50 i musiała bardzo się pospieszyć, żeby nie spóźnić się na autobus. Jak na złość, przyjechał dziś pięć minut wcześniej, więc nie zdołała już wypić kawy ani zjeść śniadania. Nie spakowała nawet wszystkich książek. Szybko wybiegła z domu. Kierowca powitał ją uśmiechem.
- Musiał pan tak wcześnie? Zdecyduj się, o której będziesz przyjeżdżał! Może niedługo o piątej rano podjedziesz?! - ten kierowca zepsuł jej już cały dzień.
Tym razem w autobusie było tłoczno. Nie miała gdzie usiąść, jedyne wolne miejsce było obok Borysa. Usiadła przy nim nic nie mówiąc. Widać było w jego oczach strach, a jednocześnie radość.
- Mam nadzieję, że nigdy już go nie spotkam. -pomyślała.
Do szkoły weszła nic nie mówiąc. Zazwyczaj była kulturalna, ale dziś nie miała ochoty nawet otwierać ust, by kogoś powitać. Może była taka nie w humorze przez kierowcę, a może dlatego że zaczynała tęsknić za przyjaciółmi. Na dodatek w szatni spotkała wczorajszego podrywacza.
- Masz niezłe ciosy, mała. -zaśmiał się. Nie był to jednak taki śmiech jak ostatnio. Teraz był serdeczny, koleżeński. Wczoraj- kpiący.
Dziewczynę przeraziło to, że dostrzegła w nim coś ładnego. Szybko jednak się otrząsnęła i odpowiedziała bez namysłu:
- Dzięki, ymmm...
- Jednak przyda Ci się moje imię. Nazywam się...
- Nie! Nie obchodzi mnie ono.
- Spokojnie... - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale ona już odeszła. Najwidoczniej miała go dosyć.
Lekcje mijały raczej opornie. Przez cały dzień miała zły humor. Po zajęciach, w oczekiwaniu na autokar, ustała na przystanku.
- Może dasz się zaprosić na kawę?- usłyszała zza ramienia. Chciała się odwrócić i nawrzeszczeć na chłopaka. Myślała, że jest to ten natręt. Zorientowała się jednak, że ma inny głos.
- Nie dzisiaj. - odpowiedziała, nie odwracając się. Po chwili koło przystanku pojawił się samochód jej ojca. Wsiadła.
- Cześć, skarbie. Dzisiaj wypuścili mnie wcześniej z pracy, ale mama musiała zostać po godzinach. Jak tam w szkole? -zapytał David.
- Normalnie. - odparła cicho Morgana.
- Coś się stało? - zapytał zaniepokojony.- Dzisiaj jesteś wyjątkowo przygnębiona.
- Nie, nic mi nie jest. Tęsknie trochę za przyjaciółmi, to tyle. - dziewczyna zasmuciła się jeszcze bardziej na myśl o nich.
- Napisz do nich, albo zadzwoń. Może w weekend się spotkacie?
- Bardzo bym chciała, ale myślę, że będę musiała iść na szkolną impreze. Jest organizowana tylko po to, aby mnie powitać. I wyprzedzę Twoje pytanie. Nie, nie cieszę się z tego.
Wracali do domu w milczeniu. Gdy dotarli do domu, Morgana wysiadła i pobiegła na górę. Ucieszyła się, kiedy dostała SMS'a.
*Cześć. Tu Matt. Co u Ciebie?*
To była kolejna osoba z ich paczki.
*Cześć. Strasznie tęsknie za Wami i za naszymi spotkaniami. A co u Was?*
Na odpowiedź musiała trochę poczekać.
*U nas wszystko okey. Masz pozdrowiania od ekipy. Spotkamy się w weekend?*
*Raczej nie.*
*Dlaczego?*
Morgana nie chciała mu tego tłumaczyć. Matt był w ekipie tylko ,dlatego że był podobny do całej reszty. Dziewczyna, tak jak i inni z paczki, nie przepadała za nim. Mieli zamiar się go pozbyć. Nie przychodził na spotkania i do wszystkich miał pretensje. W końcu odpisała.
*Będę zajęta.*
*Ooo. Masz już nowych znajomych? A może masz ważniejsze zajęcia niż spotkanie z przyjaciółmi?!*
Nie miała ochoty się z nim kłócić.
*Nie pisz do mnie więcej. Nikt ani nic nie jest ważniejsze od naszej paczki.*
Chłopak nie odpisał już nic więcej.
Morgana odrobiła lekcje i zjadła obiad. Potem skończyła czytać książkę. Niedługo po tym zaczął dzwonić jej IPhone. Spojrzała na niego. Dzwoniła Teresa - dziewczyna, z którą Morgana była najbardziej zaprzyjaźniona. Odebrała.
- Haalo, słońce. Czemu tak źle traktujesz naszego najwspanialszego Matt'a? - zaśmiała się. Miała taki delikatny głosik... Zawsze wiedziała jak poprawić Morganie humor.
- Najwspanialszego? Zdecydowanie. - obie zaczęły się śmiać. Po chwili nastała cisza, lecz w końcu Teresa ją przerwała.
- Jak ja za Tobą tęsknie...- i zasmuciła się.
- Ja za Tobą też. Nawet nie wiesz jak bardzo. Przyjedziesz do mnie w piątek? Nocowałabyś do niedzieli. - zaproponowała.
- Słyszałam, że masz już plany. Jakaś impreza, czy coś. To prawda?
- Tak, ale poszłabyś ze mną. Nikogo nie znam w szkole. Na pewno byś mogła.
- Nie mogę. To byłoby wbrew naszym zasadom. Spotykamy się wszyscy, pamiętasz?- Teresa wciąż mówiła przygnębionym głosem.
- Pamiętam, ale oni nie muszą się o tym dowiedzieć. Proszę, zrób to dla mnie. Myślałam, że mogę na Ciebie liczyć.
- Bo możesz. Zobacze co da się zrobić, ale nie będę kryła tego przed resztą. Myśle, że skoro zmieniła się nasza sytuacja, a szczególnie Twoja, to można zmienić zasady. Pogadam z nimi.
- Dziękuję. Kochana jesteś.
- Przykro mi, ale muszę już kończyć. Trzymaj się, kochanie. Zadzwonie niedługo i powiem Ci co i jak. Do usłyszenia.
- Pa. - odpowiedziała Morgana i rozłączyła się. Było już późno. Wykąpała się i wskoczyła pod ciepłą kołderkę. Tym razem szybko poszła spać.

Zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że się spodoba. Liczę na komentarze i obserwacje :)

1 komentarz: