20 maja. Do miasteczka Greenwhit wprowadziła się rodzina Wrong - małżeństwo David i Caroline wraz z córką Morganą. Postanowili przeprowadzić się z powodu przeniesienia siedziby firmy, którą prowadzili. Morgana nie była tym zachwycona, gdyż musiała zmienić szkołę. Z resztą ona nigdy nie była zachwycona. Lubiła siedzieć sama w pokoju, słuchając rock'a na słuchawkach. Miała tylko kilku znajomych. Nie chodzi o to, że nikt jej nie lubił. To ona nie lubiła ludzi. Zdobyć jej sympatie było naprawdę trudno.
Ubierała się przeważnie na czarno. Włosy farbowała na ognisty czerwony. Wiele razy rodzice i nauczyciele zwracali jej uwagę, ale ona udawała, że nie słyszy. Miała raczej dobry kontakt z rodzicami, ale nie rozmawiała z nimi za wiele. Miała własny świat. Cieszyła się, że nie przeprowadzili się bardzo daleko od poprzedniego miejsca zamieszkania, bo mogła nadal spotykać się z przyjaciółmi. Oczywiście, nie tak często jak wcześniej.
Morgana nigdy nie miała chłopaka, mimo, że była naprawdę ładną siedemnastolatką. Uważała, że miłość nie jest dla niej, że zakochują się tylko głupie nastolatki uwielbiające każdego chłopaka, który tylko na nie spojrzy.
Wiele ludzi uważało ją za dziwaczkę, bo nie latała za chłopakami i nie chodziła na imprezy. Sądziła, że to idiotyczne.
W dzień przeprowadzki poszła ostatni raz w miejsce, w którym spotykała się z przyjaciółmi. Były to opuszczone ruiny jakiegoś starego domu. Spotykali się tam wieczorami, aby nikt ich nie zobaczył. Mimo, że otoczenie było dosyć ponure oni nie bali się tam przebywać. Znajomi Morgany byli bardzo podobni do niej. Wszyscy ubrani na czarno, wyznający te same poglądy. Jedyne co ich różniło to gatunek muzyki jakiego słuchali. Większość słuchała metalu, tylko Morgana kochała rock. Byli w podobnym wieku, 16-18 lat.
Dziewczyna myślała, że przeprowadzka to najgorsza decyzja życiowa jej rodziców. Nowy dom nie bardzo jej się spodobał. Był kolorowy, dobrze oświetlony, z balkonem i basenem. Nie należeli do najbiedniejszych, przecież mieli własną firmę, która dawała im duże zyski. Najbardziej spodobał jej się jeden pokój na samej górze. Znajdowało się tam tylko jedno zwykłe okno, a nie ogromne jak w innych pomieszczeniach. Pokój był całkiem spory. Na początku miał służyć jako składzik niepotrzebnych rzeczy, jednak Morgana ubłagała rodziców, by mógł to być jej kącik.
Rozpakowała kartony ze swoimi rzeczami. Po urządzeniu całego pomieszczenia położyła się na swoim wielkim łóżku, które tak bardzo kochała i leżała gapiąc się w sufit. Jej rozmyślanie przerwał głos dobiegający z dołu. To była Caroline, jej matka.
- Morgana! Zejdź proszę na dół!
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko szybko zeszła.
- Słucham. Co chciałaś?
- Podejdź tu do mnie. Jak podoba Ci się nasz nowy domek?- kobieta tryskała entuzjazmem.
- Szczerze mówiąc to nie bardzo. Za jasno, za kolorowo. A Twój entuzjazm jest trochę irytujący, mamo.
- Kochanie, rozchmurz się. Nie mieliśmy wyboru. Musieliśmy się tu przenieść, a ten dom jest naprawdę śliczny. Przecież możesz nadal spotykać się ze znajomymi, a po za tym poznasz tu nowych ludzi!
- Nie chcę nikogo poznawać. Mogę iść już do siebie?
- Dobrze, idź. Tylko zejdź na kolację. Przygotuję coś smacznego!
-Mhm...- odparła, po czym udała się na górę. Cały wieczór leżała na łóżku. W końcu przyszedł SMS. Od Dagmary, jednej z ich paczki.
*Hej stara. Jak leci? Jak tam nowy dom?*
Morgana ucieszyła się z tej wiadomości i szybko odpisała :
*Siema. Daj spokój. Słonecznie, kolorowo...Szkoda gadać, sama rozumiesz...*
Po chwili usłyszała sygnał.
*Rozumiem. Kiedy się spotkamy? Tęsknimy za Tobą, mordo.*
*Ja też tęsknię. Niedługo się zobaczymy. Trzymajcie się, pozdrów wszystkich. Lecę na kolacje.*
Odłożyła telefon i zbiegła na dół. Zjadła kolacje, wzięła prysznic. Położyła się pod kołdrę i spojrzała na zdjęcie jej znajomych. Zgasiła lampkę i zasypiała myśląc o tym, że jutro musi pójść do nowej szkoły.
Zapraszam do przeczytania. Kolejny rozdział za kilka dni. :)
Świetny rozdział! :*
OdpowiedzUsuńSuper ;)
OdpowiedzUsuń