Dziewczyna zadzwoniła do Dantego i poinformowała go, że dziś nie może do niego wpaść. Oczywiście nie był zły, ale zapewniał, że już się bardzo stęsknił. Morgana poczuła się znowu szczęśliwa. Gdy słyszała jego głos od razu serce zaczynało jej bić znacznie szybciej.
Kilka dni później osiemnastolatek mógł opuścić to straszne miejsce, zwane szpitalem. Cała paczka, czyli Kim, Victoria, Adam, Jeff, Alyson i Morgana zebrali się, aby go odebrać. Ucieszył się, szczególnie na widok swojej dziewczyny. Wsiedli do auta Adasia i ruszyli w stronę domu osiemnastolatki. Zastali tam pięknie przygotowany stół w ogródku, który wcześniej przyszykowała Morgana. Wszyscy zajęli przy nim miejsca, a dziewczyna poszła po produkty na grilla. Zaczęła się mała impreza. Włączyli muzykę, jedli smakołyki, całkiem sporo wypili. Dante ani na krok nie spuszczał wzroku z ukochanej, co wcale jej nie przeszkadzało. W końcu ktoś dał pomysł, aby trochę potańczyć. Chętnie na to przystali. Siedzieli do wieczora aż sąsiedzi nie zaczęli upominać się o ciszę. Wtedy się pożegnali i rozeszli. Została tylko jedna osoba.Wiadomo kto. Morgana nie chciała wypuścić go do domu, bo bała się, że jednak może się mu coś stać, a mieszał już sam. Nie chciał się zgodzić, dlatego to ona na dzisiejszą noc opuściła dom. Caroline nie miała nic przeciwko. Przecież jej córkamiała już osiemnaście lat.
Pojechali tam autobusem. Byli trochę pijani, ale nie na tyle, aby nad sobą nie panować. Dziewczyna odłożyła torbę, którą spakowała. Umówiła się z mamą, że wróci dopiero jak będzie pewna, że z Dante jest wszystko OK. Tak naprawdę chciała spędzić z nim więcej czasu.
Było już dosyć późno, a w dodatku byli zmęczeni, więc od razu się wykąpali i przyszykowali sobie spanie. Chłopak miał w domu tylko jedno łóżko, więc musieli położyć się razem, co wcale im nie przeszkadzało. Dziewczyna miała nadzieję, że chociaż ją przytuli, pocałuje, albo powie, że ją kocha. Tymczasem on powiedział tylko ,,dobranoc'' i odwrócił się do niej plecami. Co to miało być?! Nic? Nic a nic nie zrobił? Rozumiała, że jest zmęczony. W szpitalu też pewnie nie spał dobrze, ale mógłby się trochę wysilić, dla swojej dziewczyny!
Przez kilka następnych godzin leżała gapiąc się w biały sufit. Nie mogła spać. Miała za dużo myśli w głowie. Na szczęście około 5 rano udało jej się zmrużyć oko. Oczywiście nie trwało to długo, gdyż już o 8 zbudził ją ukochany.
-Wstawaj. Jeszcze się nie wyspałaś? - był już ubrany i wyglądał jakby miał gdzieś iść.
- Ja, w przeciwieństwie do Ciebie, nie spałam całą noc. Czuwałam. -wkurzyła się. Popatrzył przez chwilę na nią, a potem udał się w stronę kuchni. Wstała i jeszcze w koszuli nocnej poszła za nim. Przeciągnęła się w progu. Obserwowała jak chowa jakieś papiery do teczki.
-Wybierasz się gdzieś?- zapytała.
-Ymm... Tak, tak. - odparł krzątając się po pomieszczeniu. Wyszedł na chwilę do salonu i wrócił. Chyba czegoś szukał.
-A gdzie? - spytała ponownie.
-Tak...No... Gdzie to było? -w ogóle nie zwrócił na nią uwagi.
-Hej!- krzyknęła.- Może byś chociaż zwrócił uwagę na to, co mówię?- poprawiła swój rozwalony kok.
-Przepraszam, skarbie. Muszę już lecieć. Wrócę za jakieś 2 godzinki. Na razie. - złapał teczkę i cmoknął ją w policzek, kiedy ją mijał.
-Jeśli tak ma wyglądać moje życie, to ja rezygnuję. - pomyślała i skierowała się do łazienki. Doprowadziła się do porządku i wróciła do poprzedniego pomieszczenia. Otworzyła lodówkę. Zobaczyła tam tylko kilka jajek i mleko. Ehh... Ściskało ją w żołądku z głodu, więc wyjęła to, co miała do dyspozycji i zrobiła sobie jajecznicę. Szybko ją zjadła, a potem wyszła na miasto, aby zrobić zakupy. W sklepie brała wszystko, co mogło się przydać. Zapłaciła ze swoich oszczędności. Niosąc pełne torby jedzenia wróciła do mieszkania. Ułożyła wszystko starannie w lodówce. Przeliczyła pozostałe pieniądze. Hmmm... Zostało jej tylko 5 zł. No to nieźle... Postanowiła, że zrobiła to tylko jeden raz i nie zamierza utrzymywać chłopaka.
Położyła się na kanapie przed telewizorem i czekała na powrót Dantego. Mijała już 3 godzina. W końcu wrócił.
-Jestem! -krzyknął ściągając buty.
-Mhm...- odburknęła.
Usiadł obok niej i spojrzał na nią. Nie oderwała wzroku od ekranu, czyli totalnie do ignorowała.
-Ej, kochanie. Co się dzieje?- zapytał.
-Nic. - odpowiedziała dla świętego spokoju.
Wtedy wyrwał jej pilot z ręki i wyłączył telewizor.
-Hej! Co robisz? To mój ulubiony program! - oburzyła się.
-Musimy pogadać. Widzę, że coś Cię męczy.
Zastanawiała się przez chwilę. Znowu wpadła w szał.
-Dlaczego mam zwracać na Ciebie uwagę, skoro Ty nie interesujesz się mną? Może też nie mam czasu pogadać, tak jak Ty dziś rano! Daj mi spokój. -od razu poczuła się lepiej, gdy mogła to mu wygarnąć.
-Ach, więc o to chodzi. - siedział przez chwilę w milczeniu.- Spieszyłem się na rozmowę o pracę, bo mam pewne plany i potrzebne mi pieniądze. Przyjęli mnie, ale zapewne to też Cię nie obchodzi! - także się zdenerwował.
-No nareszcie! Musiałam zrobić za Ciebie zakupy, bo w Twojej lodówce był tylko lód! Za swoje oszczędności!
Nic nie powiedział, więc kontynuowała.
-I co to miało być te w nocy? Nawet mnie nie przytuliłeś! - ze złości poleciały jej łzy.
Zrozumiał swój błąd. Od razu się przysunął i ją objął.
-Dziękuję za zakupy. Oddam Ci co do grosza. I przepraszam, po prostu byłem bardzo zmęczony. Więcej się to nie powtórzy. - uspokajał ją.
-Obiecujesz?- zapytała przez łzy.
-Obiecuję. - wyszeptał i pogładził jej włosy.
***
Kilka dni potem zaczęła się szkoła. Morgana poszła na rozpoczęcie dosyć niechętnie. Siedziała tam znudzona, podczas gdy dyrektorka wygłaszała przemowę. Na szczęście chwilę później pojawiła się jej spóźniona ekipa. Usiedli razem i zaczęli rozmawiać, mimo ciągłych uwag nauczycieli.
Tygodnie szkolne mijały bardzo szybko. Już na koniec września zaplanowali imprezę z okazji urodzin Dantego. Nie wypili dużo. Znacznie więcej tańczyli i rozmawiali.
Każdy znacznie dorósł. Zaczął na poważnie planować swoje życie. Zaczynali wyprowadzać się do własnych mieszkań, zatrudniać się do prac dorywczych. Wszyscy, oprócz Morgany. Nie chciała opuszczać matki, jednak wiedziała, że kiedyś to nastąpi.
Pewnego dnia, gdy spotkała się z Dante zaczęła stary temat jego pracy.
-Jak Ci idzie?
-Całkiem dobrze. Jak na razie jestem jeszcze na okresie próbnym, ale myślę, że dostanę stałe zatrudnienie w tej firmie. Oczywiście najpierw muszę skończyć studia, bo takie są wymagania, ale szef powiedział, że widzi mnie w tej branży. Zarobki są całkiem wysokie i myślę, że już za kilkanaście miesięcy będę mógł zrealizować mój plan.
-Jaki plan? - zaciekawiła się.
-Już od dawna planuję kupić nowy, większy dom. Chciałbym, żebyś zamieszkała tam ze mną.- złapał jej rękę.
-Nie za wcześnie? - speszyła się.
-Myślę, że nie rozstaniemy się tak szybko. Może nawet nigdy, kto wie? Pragnę tego. Nawet jeśli coś by się stało to i tak muszę mieć większy dom niż to małe mieszkanko w bloku. Przecież kiedyś będę miał rodzinę.
Wkrótce odbył się ślub Jamesa i Caroline. Zwykłe skromne wesele. Potem mężczyzna wprowadził się do nich. Żyło im się całkiem dobrze. James traktował Morganę jak własną córkę.
Jak widzicie historia dobiega ku końcowi. Piszcie co sądzicie!
Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz